Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Przez żołądek do serca


Czasem każdy chciałby zjeść romantyczną kolację zakończoną deserem podanym już w łóżku.

Domyślam się, że po tym, co za chwilę napiszę, polscy restauratorzy do szczętu mnie znienawidzą, ale uważam, że zdecydowanie fajniej jest okazać uczucie, przygotowując coś własnoręcznie, niż płacić za tę usługę kucharzowi. Jest to po pierwsze bardziej romantyczne, po drugie tańsze, dzięki czemu możemy zaszaleć ze składnikami i napojami, i po trzecie gotowanie zrobiło się ostatnio bardzo sexy – czyli może być elementem wstępnie pobudzającym. Wykwintnie Nie każdy, rzecz jasna, wzorem Kim Basinger i Mickeya Rourke z filmu „9 i pół tygodnia”, będzie chciał zrujnować sobie całą kuchnię, tarzając się w nutelli (choć to kuszące, prawda?), ale zrobienie ukochanej czy ukochanemu prostej kolacji z nieco lepszych niż na co dzień składników na pewno zostanie docenione. Tutaj pojawia się nieodłączne pytanie o kulinarne afrodyzjaki – czyli produkty, które mają zwiększyć poziom libido. Pytanie, oczywiście, czy działają i czy warto je przygotować na „romantyczną kolację”. O rzetelne badania w tej kwestii raczej trudno, ale zawsze można posłużyć się zdrowym rozsądkiem. Przyjrzyjmy się więc kilku najpopularniejszym afrodyzjakom. Owoce morza są jednym z najczęściej wymienianych tego typu produktów. Cóż, na pewno są lekkostrawne, co powoduje, że po kolacji będziemy mieli wciąż sporo energii, by kontynuować wieczór w sypialni. Ostrygi należą do najpopularniejszych afrodyzjaków, raczej ze względu na sposób ich spożywania niż smak. Tak czy inaczej, trzeba w ich przypadku być szczególnie ostrożnym, bo nieświeże mogą nie tylko zepsuć wieczór, ale też spowodować poważne zatrucie. Idąc tym tropem, zmierzamy w stronę kawioru. Ikra jesiotra jest cenionym smakołykiem. Bardzo wysoko cenionym. Nie chciałbym podpaść emancypantkom, więc pozwolę sobie zacytować pewną dziennikarkę, która dość szeroko się rozpisała na ten temat (mam nadzieję, że wybaczy mi, iż pozostanie anonimowa): [Kawior] kojarzony z dostatkiem i wyrafinowaną kuchnią uchodzi za silny afrodyzjak. Mężczyzna, który stwarza wrażenie majętnego, jest dziś równie pożądany, jak w czasach jaskiniowców ten, który najlepiej powalał mamuty. Zmieniły się bowiem czasy i obecnie nie tylko mięśnie są czytelnym sygnałem, że wybranek może podołać trudom budowania rodzinnego gniazda. Czytelnym sygnałem jest z pewnością portfel, który może udźwignąć tego typu wydatki. No nic, idźmy więc dalej. Trufle w starożytnym Rzymie, a później w XVIII-wiecznej Francji uważane były za produkt, który ma wiele właściwości erotycznych. W lutym jest sezon na truflę czarną, a sam grzyb należy zdecydowanie do towarów luksusowych. Można też przygotować coś z truflową oliwą albo pastą, np. carpaccio albo świeży makaron. Lekkie, wykwintne i proste w obróbce. Pikantnie Erotycznie nastrajają podobno również przyprawy korzenne. Imbir pobudza krążenie, kardamon obowiązuje jako afrodyzjak w hinduskiej „kamasutrze”. Zapewne coś w tym jest, bo takie przyprawy pobudzają mocno zmysły, sam ich zapach otula i rozgrzewa, wywołuje wrażenie intymności i stwarza erotyczną aurę. Warto tu jednak zachować umiar, bo ciężkostrawne, tłuste indyjskie curry może prędzej wywołać senność niż pożądanie. Za zwiększające ochotę na seks Egipcjanie i Rzymianie uważali czosnek i cebulę. Tu jednak radziłbym kierować się rozsądkiem. Oba te warzywa mają bardzo intensywny zapach, który potrafi odstraszyć nawet najbardziej napalonych. Nie chodzi tu tylko o czosnkowy buziak, który nie jest najprzyjemniejszym zwieńczeniem wieczoru. Trudno się również pozbyć charakterystycznego zapachu z dłoni, „wychodzi” on również przez skórę jeszcze następnego dnia. Niełatwo też przewietrzyć pomieszczenie, w którym smażyliśmy cebulę czy czosnek, co w czasach, kiedy kuchnia jest zwykle częścią salonu, nie stwarza miłej atmosfery. Co więc robić? Nie używać ich w formie surowej – bo w takiej są najbardziej agresywne. Jeśli smażymy, to zróbmy to na tyle wcześnie i przy mocno działającym wyciągu, żeby zdołać wywietrzyć pomieszczenia przed kolacją. Dobrym pomysłem jest upieczenie czosnku, wtedy delikatnieje i zyskuje karmelowo-orzechowe nuty. Na słodko Punktem obowiązkowym kolacji powinien być czekoladowy deser. Może to ciut banalne, ale nic nie przebije czekolady, jeśli chodzi o miłosne podboje. Przyjemność dostarczana przez czekoladę to nie tylko kwestia jej oddziaływania na zmysły, ale też na umysł. Zawiera w sobie ponad 300 substancji czynnych, w tym kofeinę, teobrominę i pokrewną amfetaminy – fenyloetyoaminę – neuroprzekaźnik, który sprawia, że po zjedzeniu czekolady czujemy euforię podobną do tej, kiedy jesteśmy zakochani. Alkohol też jest w pewnym sensie afrodyzjakiem, o czym przekonał się niejeden, budząc się rano z osobą, której nie znał. Tu zalecałbym ostrożność i umiar, bo z jednej strony procenty pozwalają rozluźnić atmosferę, ale w nadmiarze mogą naprawdę zrujnować wieczór. Postawiłbym tu na coś może znów nieco banalnego, czyli szampana. Spełnia wszystkie warunki bycia dobrym afrodyzjakiem: jest luksusowy i elegancki, pasuje praktycznie do każdej lżejszej potrawy i szybko uderza do głowy.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI