Kubik: kawa w Berlinie

No dobrze. Czasami tak bywa, że dzieje się dużo rzeczy dookoła i nie wiadomo w co ręce włożyć i nagle stałe zajęcia gdzieś nam uskakują i nie można ich dogonić, ale właśnie się udało. |No dobrze. Czasami tak bywa, że dzieje się dużo rzeczy dookoła i nie wiadomo w co ręce włożyć i nagle stałe zajęcia gdzieś nam uskakują i nie można ich dogonić, ale właśnie się udało. |No dobrze. Czasami tak bywa, że dzieje się dużo rzeczy dookoła i nie wiadomo w co ręce włożyć i nagle stałe zajęcia gdzieś nam uskakują i nie można ich dogonić, ale właśnie się udało. |No dobrze. Czasami tak bywa, że dzieje się dużo rzeczy dookoła i nie wiadomo w co ręce włożyć i nagle stałe zajęcia gdzieś nam uskakują i nie można ich dogonić, ale właśnie się udało.
Przez ostatni czas zdarzyło się bardzo dużo w polskim kawowym świecie. Leszek Jędrasik zdążył wygrać Mistrzostwa Polski Brewers Cup i nawet wystartować w finałach w Australii. Jak tylko wrócił, to wygrał Mistrzostwa Polski Latte Art i będzie można mu kibicować w Nicei. Człowiek instytucja. Gratulacje! Nicea i World of Coffee zbliża się zresztą wielkimi krokami. Jeżeli możecie, to jedźcie. Zobaczycie Mistrzostwa Świata Latte Art i Cup Tasting, pogadacie o kawie i wypijecie jej ogromne ilości. W Nicei lato będzie pewnie bardziej łaskawe niż u nas, no będzie ekstra. To nie jest tak, że to jest tylko branżowa impreza, zestaw seminariów, wykładów i wystawców jest na tyle interesujący, że jak po prostu lubicie kawę i macie chwilę czasu, to jedźcie. Bez zastanowienia. 26-28.06. Jeżeli nie macie natomiast czasu, to zróbcie sobie wycieczkę na zachód. Kiedykolwiek. Jak najszybciej najlepiej. Podróże kształcą w końcu. Żeby nie obciążać się niepotrzebnie zacznijcie od Berlina. Mekki polskich kawowych pielgrzymek ostatnimi czasy. Co zrozumiałe, bo Berlin blisko. I tanio. I atmosfera niesamowita. Dobre jedzenie. Ludzie mili. Ja uwielbiam to miasto. Poprawia mi humor bezustannie. Dobra energia czai się za każdym rogiem. Za wieloma z tych rogów czai się też dobra kawa. Nie jest tak, że tych świetnych kawiarni jest pełno. Ale jest ich trochę, więc macie co odkrywać. Jest dobra Bonanza Coffee Roasters przy Oderberger Strasse. Bonanza1 Bonanza3 Bonanza4Małe miejsce, palarnia, dobra atmosfera. Nie jestem przekonany czasem do ich stylu palenia do filtrów, ale wielokrotnie piłem tam fantastyczne, soczyste i mięsiste espresso. Jest też Five Elephant, ładnie rozwijająca się mikro-palarnia przy Reichenberger Strasse. Możecie zaglądnąć też do Double Eye, Godshot, Chapter One (to jedno z młodszych miejsc w tym zestawieniu!), No fire No glory. W każdej znajdziecie coś dla siebie. Jeżeli jednak macie do wyboru jedno miejsce, bo w pozostałym czasie w Berlinie wolicie piw piwo i jeść curry wurst, to idźcie do The Barn. Są dwa. Pierwszy jest maleńką kawiarnią przy Auguststrasse. Drugi jest dużo większy. Powstał na jesieni i jest nie tylko kawiarnią, ale też palarnią. Jeżeli macie wybierać – idźcie tam – Schonhauser Alee 8. Barn2 Barn2lub3 Barn3 Barn4 Barn5 Barn1 Barn6 Barn7 Właścicielem The Barn jest Ralf Ruller. I musicie wiedzieć o nim jedną, bardzo istotną rzecz – dwa lata temu Ralf wiedział o kawie bardzo mało. Ale postanowił się nią zająć. W wyniku splotu okoliczności zamienił Londyn na Berlin, aktorstwo na kawiarstwo i tak jakoś zostało. A, że ewidentnie nie jest człowiekiem, który lubi półśrodki, to zrobił swoje kawiarnie według prostego schematu – najlepiej na ile mnie stać i ciągle do przodu. Wywołał przy tym małą burzę w Mitte, bo zabronił wchodzić do środka dzieciom, obojętnie, czy z rodzicami, czy bez, nie wpuszcza kotów, psów i papug, próżno szukać laptopów na stolikach. Ralf twierdzi, że to przeszkadza kawie i ludzie przychodząc, płacą też za ten moment skupienia i relaksu, za rytuał i on chce im go dać. Odsądzony został od czci i wiary, ale jednak się przyjęło. Ludzie się przyzwyczaili. Za te niedogodności można tam dostać świetną kawę. Zarówno w formie espresso, czy mlecznych wynalazków, jak i na różne sposoby z przelewowych urządzeń. Jedna z najlepszych kaw, jaką mi zaparzono w syfonie, to właśnie wizyta w The Barn. Wszystko zawsze jest dokładnie mierzone i sprawdzane, po to, żeby uzyskać najlepsze rezultaty w filiżance. Pieniądze zainwestowane w sprzęt i wiedzę zwracają się dosyć szybko. Ralf zawsze też twierdzi, że nie szuka ludzi, którzy są w stanie robić cappuccino jak taśmociąg, ale ludzi, którzy rozumieją kawę, kochają ją i mają dobry kontakt z klientem. Ja bardzo lubię neofitów z zacięciem do perfekcji w kawiarniach – nie szukają drogi na skróty, wiedzą, że pewne rzeczy muszą kosztować, chcą robić rzeczy najlepiej jak tylko można. to profituje w dłuższej perspektywie. Ralf idąc za ciosem swojego pierwszego lokalu otworzył palarnie i zaczął pracować nad swoim stylem i charakterem. Piłem od niego różne kawy i wszystkie interesujące. Niektóre doskonałe. Widać w tym serce, charakter i rozwój, więc jeżeli macie chwilkę, to zajdźcie do niego, pogadajcie, nacieszcie się atmosferą i świetną kawą. O kawie porozmawiać wpadnijcie też na Koszyki w Warszawie. Przy pewnej dozie szczęścia spotkacie również mnie i interesującą selekcję win i kawy. I podróżujcie. Lato się zbliża.

reklama