Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Kubik: Kopi Luvak i inne przyjemności


12 lutego 2013 Kubik kawy
Stało się tak ostatnio, że w moje ręce wpadły tajemnicze czarne pudełka z napisem Exotica. Pod napisem był złoty łepek sympatycznego zwierzaka, duży napis Kopi Luwak (tak, tak, to owiana sławą kawa uzyskiwana w wyniku częściowego przetrawienia owoców kawowca przez lisowate stworzenia, a konkretnie przez cywety) i informacja, że to oryginalne i zrobione z Arabiki. No pysznie. Ucieszyłem się niezmiernie. To była prosta historia.

Znajoma wracała z dalekiej Azji i na prośbę kupna kawy, kupiła na lotnisku najdroższą. I tak Kopi Luwak trafił do mojego papierowego filtra w Warszawie. Ja nie wiem, czy to jest temat do rozpisywania się. Ale spróbuję. Ciemno palone ziarno. Bardzo ładnie opakowane. Sugeruje oczywiście niesamowite, ociekające luksusem przeżycie. Niestety nawet przy solidnej dawce autohipnozy nie udało się uzyskać pożądanego smaku. Doznania trochę przypominały ekstrakt z deski do krojenia, Duża gorycz, brak kwasowości, niskie body. Dużo drewnianych aromatów. Wcale nie przeczę, to mógł być nienajlepszy Kopi Luwak na świecie, ale w gruncie rzeczy to już trzecie bądź czwarte podejście i żadne nie zachwyciło. I nie mówię o zachwycie, który zakłada wzięcie pod uwagę stosunek jakość / cena – tutaj nigdy nie było nawet średnio – tylko o takim ogólnym zachwycie, z przymknięciem oka na pieniądze. Ten ostatni również nie pojawił się ani razu. Można by powiedzieć, że za każdym razem byłem nabijany w butelkę, ale to nieprawda. Tak było może w 50% przypadków. Jeżeli więc będziecie mieli kiedyś możliwość zakupu Kopi Luwak – poniechajcie. Po pierwsze ta umiejętnie wykreowana moda zatacza coraz szersze kręgi, co powoduje coraz bardziej masową produkcję. W końcu pieniądze są na horyzoncie. Przyczynia się to głównie do maltretowania biednych cywet, które to niezbędne są w procesie przetrawiania owoców kawowca. Ciasne klatki i maltretowane, sympatyczne skądinąd stworzenia, z powodu uzyskiwania wątpliwego produktu, to nie jest schemat, który zasługuje na poparcie. A sam produkt? No, może ja się nie znam ale segment specialty coffee daje tu dużo większe możliwości. Lepiej sięgnąć po kawę od farmerów, którzy wiedzą co robią i nie wykorzystują ani nie są wykorzystywani przez nikogo. To lepszy model handlu i daje zdecydowanie lepsze rezultaty w filiżance, bo pozwala na współpracę między dostawcą, a odbiorcą i pracę nad smakiem samej kawy. Ot choćby Ethiopia Bokasso Sidamo, która ostatnio zwyciężyła w naszym ślepym teście. Miła, wysoka kwasowość, przyjemne body, słodycz. Aromaty jaśminu, czarnej herbaty, dojrzałych cytrusów jagód. Nieprzyzwoicie soczysta i świeża. To zdecydowanie to, co chciałbym widzieć w kawie. Liczyłem na podobne doznania w nowo otwartym Kubek w kubek. To kolejne miejsce z kawą otwarte na Mokotowie. Na Grażyny konkretnie. I ja się bardzo cieszę, że tam się dzieje coraz więcej. Fajne wnętrze, ale zasługuje jeszcze na trochę uwagi. Brakuje mu przytulności, ale prace trwają i robi się coraz milej. Duże okna dają widok na spokojną ulicę, zapraszają, żeby wejść i napić się kawy, zjeść coś słodkiego. Ja jadłem bezę – była świetna. Kawa za to poprawna. Tyle mogę powiedzieć. Espresso z ładnym balansem, ale to nie moje smaki. Niska kwasowość, wyraźna gorycz, wyraźne aromaty palenia – nie wiem czy można z niego wydobyć więcej, ale zdecydowanie trzeba próbować.  Daję jednak dziewczynom szansę, bo dopiero zaczęły przygodę z kawą, ciągle się uczą i chcą żeby było coraz lepiej. W planach dripy, ale na razie jeszcze nie. Najpierw chcą opanować espresso i cappuccino. Metoda małych kroków na ogół przynosi dobry skutek. Ja w każdym razie kibicuję i daje kredyt zaufania. Sympatyczne miejsce, super miła obsługa, potencjał, żeby było dobrze. Fajna dbałość o detal – espresso w ładnej porcelanie. Takiej zupełnie nie klasycznej.  Trzymam kciuki w każdym razie – każdy kiedyś zaczynał.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI