Kubik na jawie w Javie i w Szczecinie

Szczecin to taka moja niespełniona miłość. Bardzo lubię swoje krótsze i dłuższe wizyty w tym mieście. I nie tylko z tego powodu, że wysiadacie z pociągu, czy innego środka lokomocji i od razu powietrze jest inne, wilgoć taka słonawa, zapach morza, które jest nieopodal, ale też samo miasto potrafi być wspaniałe. Szerokie aleje z pięknymi, wysokimi kamienicami.Gwiaździsty układ zabudowy (tak, tak, Paryż też ma taki). Mnóstwo zieleni. Pięknie. Szczególnie jak jest ciepło. Jedyne czego nigdy nie mogłem zrozumieć, to fakt, że prawie nigdzie nie można dobrze zjeść. I absolutnie nigdzie wypić dobrej kawy. |Szczecin to taka moja niespełniona miłość. Bardzo lubię swoje krótsze i dłuższe wizyty w tym mieście. I nie tylko z tego powodu, że wysiadacie z pociągu, czy innego środka lokomocji i od razu powietrze jest inne, wilgoć taka słonawa, zapach morza, które jest nieopodal, ale też samo miasto potrafi być wspaniałe. Szerokie aleje z pięknymi, wysokimi kamienicami.Gwiaździsty układ zabudowy (tak, tak, Paryż też ma taki). Mnóstwo zieleni. Pięknie. Szczególnie jak jest ciepło. Jedyne czego nigdy nie mogłem zrozumieć, to fakt, że prawie nigdzie nie można dobrze zjeść. I absolutnie nigdzie wypić dobrej kawy. |Szczecin to taka moja niespełniona miłość. Bardzo lubię swoje krótsze i dłuższe wizyty w tym mieście. I nie tylko z tego powodu, że wysiadacie z pociągu, czy innego środka lokomocji i od razu powietrze jest inne, wilgoć taka słonawa, zapach morza, które jest nieopodal, ale też samo miasto potrafi być wspaniałe. Szerokie aleje z pięknymi, wysokimi kamienicami.Gwiaździsty układ zabudowy (tak, tak, Paryż też ma taki). Mnóstwo zieleni. Pięknie. Szczególnie jak jest ciepło. Jedyne czego nigdy nie mogłem zrozumieć, to fakt, że prawie nigdzie nie można dobrze zjeść. I absolutnie nigdzie wypić dobrej kawy.
Wszechobecne włoskie mieszanki i tania Lavazza ściągana z Niemiec i dystrybuowana jest bez żadnego dodatku w postaci wiedzy czy pomocy dla okolicznych kawiarni. Ale jeżeli jedynym kryterium jest cena i założenie, że klientowi i tak wszystko jedno, to nie ma się co dziwić. Często nawet te przeciętne kawy mogłyby być „do wypicia”, gdyby nie fatalny, bądź żaden poziom wyszkolenia personelu. I tak na ogół w filiżance straszy coś, co przypomina espresso jedynie w odległy sposób (tak, głównie wspomnianą filiżanką), a cappuccino to szkoda słów. Poza tym wielkie, mleczne kawy z syropami. I sieciówki – tam zawsze ruch. Wiadomo. Tym milej jest zobaczyć, że na tej pustyni ktoś miał ochotę zrobić coś, co zbliża się do poziomu dobrej kawy. A w zasadzie po prostu nią jest. Mowa o dwóch miejscach: Zona Libre i Fabryka. fabryka 1 Fabryka była pierwsze. O włos. Pierwsze miejsce gdzie można było napić się kawy z dripa i Aeropressu. A także espresso z niekomercyjnych mieszanek. Kawową część animuje tam Mistrz Polski Ibryk (to znany w naszych okolicach sposób zaparzania kawy w tygielku. Znany głównie ze słyszenia.) i właściciel palarni Michello Caffe – Misza Siwak. fabryka 2 Piłem u niego naprawdę dobre espresso. Wiśnie w słodkim syropie – taka byłaby charakterystyka. Słodkie, z wyraźną kwasowością, aksamitne. Klasa. Drip, z Kenii bodajże, też dobry. Przypadł on jednakże na moment przesytu kawowego (a to był dzień, kiedy wypiliśmy morze kawy. Bez cienia przesady.) i wyraźne wspomnienia uciekły. fabryka 3 Można tu też pochłonąć coś na słodko i na słono, napić się piwa z lokalnego browaru, jest miło. fABRYKA 4 I jest w centrum. Na Księcia Bogusława. Czyli na Deptaku. Tam teraz głównie „seta i galareta”  Ale najlepsze jest to, że Szczecin się budzi i przychodzi pić fajne kawy. A raczej na odwrót – ktoś wreszcie postanowił nie oglądać się na wszystkie możliwe problemy i przeszkody, tylko zrobił swoje, a ponieważ było dobre, to pojawili się klienci. Amen. Mam wrażenie, że mnóstwo dobrych pomysłów jest na starcie położone przez założenie, że nie można robić ambitnie, bo wtedy się nie sprzeda. A często jest zgoła przeciwnie. zona 1   zona 2 Drugim miejscem jest Zona Libre. Założona przez nawróconego dystrybutora włoskich mieszanek. Mieści się tuż obok, bo na Śląskiej. Piękna, szeroka i zielona ulica. Wysokie kamienice, ogródki przed nimi. Urokliwie. W środku piękna maszyna do robienia espresso ze Stanów, szeroki bar. Błyszczą się drippery, Aeropressy, Chemexy. Nawet french press się pojawił, bo grzecznie poprosiłem, żeby przynieśli, bo z tego też można dobrą kawę zrobić. Fajne, jasne miejsce. Takie zgodne z trendami. Trochę słodkości, zwarta karta z daniami lunchowymi i kolacyjnymi. Wszystko bez zadęcia. Jest nawet wspólny stół, ale chyba nie cieszy się dużą popularnością. zona 3 Kawy Zona Libre bierze z warszawskiej palarni Instytut Kawy. Ale się nie zamyka. Były też kawy od Tima Wendelboe, z krakowskiej Karmy, jak wyjechałem to do młynków właśnie wpadały świeże ziarna z berlińskiego The Barn i Bonanzy (O Berlinie też będzie, ale później. To zupełnie inne doznanie. A tylko nieco ponad godzina drogi ze Szczecina.). Świetny lokal. Wprawiliśmy w ruch wszystkie urządzenia i wszystkie kawy. Na szybko nawet zaimprowizowaliśmy cupping z dostępnych kaw. zona 4 W ciemno oczywiście. Na stole wylądowały kawy z Oslo, Krakowa i Warszawy. Każdy miał swój typ, ale bezapelacyjnie Oslo i Kraków były górą. Cieszę się niezmiernie, że takie miejsca powstają i nawet jak początki są trudne, to klientów na dobrą kawę przybywa. Korzystajcie zatem z tego, że można się napić dobrej kawy w tym miłym mieście. Wiosna idzie (tak, widzę, znowu śnieg za oknem) – zielony Szczecin, to jedno z najprzyjemniejszych miejsc w Polsce. Druga przyjemna rzecz z ostatniego czasu, choć w chronologicznym odniesieniu do tego co powyżej, to raczej pierwsza, to otwarcie Java University. Java 2 Palarnia kawy Java jest jedną z najdłużej obecnych palarni na warszawskim i polskim w ogóle rynku. O samej palarni będzie natomiast kiedy indziej, bo teraz ma być o Java University, które w założeniu ma być miejscem bardziej swobodnej dyskusji o kawie bez zahamowań i uprzedzeń. Jest też oczywiście centrum szkoleniowym, małym laboratorium, miejscem do cuppingów, a poza wszystkim jest fajną przestrzenią, gdzie można porozmawiać i wypić kawę. Dobrym duchem tego miejsca jest Paweł Trzciński, który na słowo kawa zaczyna się dwoić i troić, żeby wszystko przekazać, bo temat jest niekończący się. Java 3 Co fajnego się w tych dyskusjach pojawia, to nieszablonowe myślenie o kawie. Łamanie utartych reguł, szukanie nowych smaków, odkrywanie nowych możliwości. Dobrze spędzony czas w towarzystwie naturalnych kaw z Brazylii. Na Palisadową gdzie przestrzeń Pawła się mieści – nie jest wcale daleko, więc wpadajcie. Nawet bez zapowiedzi. A ja pójdę odśnieżyć. W końcu mamy wiosnę.

reklama