Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Kubik: trendy kawowe na 2013


7 stycznia 2013 Kubik kawy Mateusz Kubik
Po tradycyjnym czasie rocznych podsumowań, spowiedzi, narzekań i ostatecznej konsumpcji nadszedł czas, kiedy - trochę na głodno, bo ostatnie pieniądze poszły na zestaw cudownych balsamów do ciała dla rodziny - można zabrać się wróżenie z fusów. Fusów jak najbardziej kawowych oczywiście. Co nas czeka w nowym roku znaczy się. Dokąd zmierzamy. I tym podobne dywagacje.

Patrząc na to co się dzieje w świecie jedzenia, to może się wydawać, że nie zmierzamy specjalnie donikąd, nie zasypuje nas mnóstwo niesamowitych nowości i raczej nie zobaczymy mariażu kaszanki ze wschodniej ściany z kawą z Jemenu, ale i tak może się nam przydarzyć parę rzeczy miłych: Małe palarnie. Polskie małe palarnie.  To chyba najfajniejsza historia jaka się w nadchodzącym roku wyraźnie rysuje. Ekspansja małych palarni. Radością napawa mnie ogromną fakt, że czasy, kiedy Lavazza et consortes była utożsamiana z kawą powoli mija i – fakt, że w dużych miastach – coraz częściej mamy odwagę sięgać po wyroby rodzimej produkcji. Bo też i ta rodzima produkcja pojawia się coraz częściej w kawiarniach, więc okazuje się, że nie taki diabeł straszny, a nawet, że jest całkiem do rzeczy. W minionym roku otworzyło się kilka inicjatyw, bądź stare inicjatywy złapały drugi oddech i zaczęły walkę o świadomego konsumenta. Widać tu mnóstwo starań. Coraz lepsze ziarno, coraz lepiej wypalane, fajne opakowania i domknięty koncept. Hipsterka będzie chłonąć. A potem cała reszta. Jest się z czego cieszyć. Niezależne kawiarnie.  Zawsze się wzdragam jak używam słowa niezależne, bo nie do końca wiadomo, co to niby ma znaczyć, a termin ponoć zobowiązuje. Ustalmy zatem, że to niezależność od mainstreamu. Czyli od ciemno palonej, nudnej i płaskiej włoszczyzny (nie, żeby wszystkie kawy z Włoch były słabe, ale to co trafia na polski stół często pozostawia wiele do życzenia, mimo iż życzyłoby sobie być mistrzostwem świata). Od pożyczanych ekspresów i od wszelkiej przypadkowości. Coraz częściej znajdują się ludzie, którzy kochają to co robią, chcą się uczyć i przekazywać wiedzę innym i mają mnóstwo zabawy z faktu, że mogą komuś robić najlepszą w ich rozumieniu kawę. Coraz częściej korzystają z kaw rodzimej produkcji. Albo ściągają ziarno z zagranicznych, małych palarni. Zarówno do kaw opartych na espresso, jak i do wszelkiej maści przelewówek.  Póki co tych miejsc nie ma dużo. I tak się składa, że 80% jest w Warszawie. Ale będzie ich coraz więcej. Jeżeli macie ochotę otworzyć kawiarnię, to to jest ten moment. Jeżeli w jakiejś nie znaleźliście miejsca, to będziecie mieli większy wybór. Black coffee. Albo kawa z filtra.  To kolejna historia, która wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy. Właściwie, to nie mogę się nadziwić i nacieszyć, jak stojąc ostatnio przed barem usłyszałem jak zamawiająca przede mną kawę dziewczyna prosi o Chemex, a nie v60 i może Sumatra, bo Etiopię już piła. Kawa przelewowa podbija kubki smakowe Polaków. Nie ma w tym nic dziwnego – taki światowy trend, do nas dociera z opóźnieniem, ale dociera i to jest cudowne. W każdej szanującej się kawiarni znajdziecie dripper v60, aeropress, Chemex, syfon i masę innych historii. I z jasno palonych, grubo mielonych ziaren dostaniecie napary  podobne w konsystencji herbacie, o owocowo-kwiatowych aromatach, słodkie, z minimalną goryczą i orzeźwiającą kwaśnością. Ten rok z całą pewnością będzie należał do kawy z filtra. Subskrypcje.  Na świecie to popularna usługa. Małe palarnie oferują pół-roczne, bądź roczne subskrypcje kawy. Polega to na tym, że co miesiąc dostajecie zakontraktowaną ilość kawy, Co miesiąc będzie to inny jasno palony singiel, jeżeli interesują was kawy do filtrów, lub kawa do espresso, jeżeli wolicie taką formę. Jest to bardzo miłe rozwiązanie, bo nie musicie biegać za kawą do sklepu, ani stawać przed wyborem co tym razem. W Polsce póki co usługa raczkująca, ale powoli zdobywająca klientelę. Na razie jeszcze niewiele palarni oferuje możliwość subskrypcji i to jest czas na rozwinięcie skrzydeł. Mobilne kawiarnie.  Ja wiem, że jest wiele przeszkód (wystarczy spojrzeć za okno. To najwyraźniej rysująca się przeszkoda), ale nieuchronnie nas to czeka. Kawa coraz częściej pojawia się na imprezach masowych jako usługa kateringowa. I coraz częściej nie jest to jakaś podejrzana lura z termosu, tylko zestaw ekspres plus barista. Coraz częściej niezły ekspres i niezły barista. Następnym krokiem jest wyjście poza duże imprezy i ruszenie z kawą w miasto. Wózki, skutery, ciężarówki. Jest dużo opcji i powoli zaczynają się pojawiać. Na razie jest to nieskoordynowane działanie – trochę na zasadzie „pojawiam się i znikam”, ewidentnie jest potencjał, tylko wykonanie kuleje. Czas to dopracować. Mniejsze kubki.  To jest piękne – kawa w wiadrze jest i będzie obecna, ale coraz więcej lokali skupia się na smaku. A tu zdecydowanie przeszkadza ilość. Po butelce szampana każda następna lampka, niezależnie od ceny, smakuje podobnie. Nie inaczej jest z kawą. Jeżeli do 380 mililitrów mleka wlejecie podwójne espresso i dodacie cukru, to o jakim smaku tu rozmawiamy? Miło jest naprawdę poczuć smak cappuccino w odpowiedniej filiżance. Miło jak espresso macchiato nie jest zamordowane mlekiem. Pojawia się wtedy jakaś elegancja. Stąd już niedaleko do niesłodzenia. A potem już tylko jeden krok i odstawiamy też mleko. Co jeszcze nas czeka? Poza oczywistą dalszą hipsteryzacją kawy? (Przynajmniej tej części, która przynosi dochód dobrym kawiarniom – co ma swoje dobre i złe strony swoją drogą. Dobra jest oczywista – jest klient, który kupuje, wspiera, nagłaśnia w socjalnych mediach, to dla palarni i kawiarni osoba nieoceniona. Często jednakże nie o kawę chodzi, ale o marketing i „opakowanie” tejże i czasem dobre rzeczy zostają porzucone, bądź niedocenione). Te dobre miejsca będą trochę ciągnęły do góry resztę. Trochę. Nie bardzo. Ale może na tyle, że jakość kawy w kawiarniach odrobinę się podniesie. Pijemy też coraz więcej dobrej kawy w domu. I chcemy ją pić coraz lepszą. Lepsze ziarna, lepiej zaparzone, uczymy się –  to wyraźna tendencja, która przyśpiesza. Sieciówki będą się trzymać równie dobrze, a nawet lepiej, gdyż ekspansja będzie się przesuwać na mniejsze centra i w końcu nawet w Brzesku otworzy się Costa. Liczę też, że French Press w domach wróci trochę do łask. Nie będzie to zły rok.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI