Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Małkowska i keks Myjaka


Mąż twierdzi, że najfajniejsze w przyjęciach jest zjadanie resztek w dniu po. Sprząta się, plotkuje, słucha muzy, robi kąpiel. A późnym południem – obiadokolacja z tego, co zostało. Bywa też, że biesiadując u przyjaciół na wyjściu zostaje się obdarowanym doggy bag. To również cudownie smakuje następnego dnia. Takie przedłużenia odświętnej aury. Mamy taki rytuał: kiedy wracamy z Wenecji, ostatniego dnia zamawiamy w zaprzyjaźnionym barku u Amelii fagottina – drożdżowe placki nadziewane szpinakiem, szynką i serem. Można je podgrzać w mikrofali, na patelni, w piekarniku. Po powrocie do domu rozkoszujemy się co najmniej przez dwa kolejne dni weneckimi przysmakami. I tęsknimy za Wenecją…

Postrajkowy keks (Przepis na keks z drożdżowego ciasta) W połowie maja stoczniowcy przestali strajkować. Na szczęście dla Adama Myjaka – wernisaż jego wystawy w Galerii Studio przypadał na dzień po ugodzie rządu z załogą Stoczni Gdańskiej. Odwróciwszy oczy od telewizorów i udręczonych twarzy przedstawicieli ludu pracującego i nie mniej zaambarasowane oblicza władz, ten i ów dostrzegł rzeźby Myjaka. Dzieła przystawały do rzeczywistości. Łby, rzeźbione od lat przez Myjaka, też nie wyrażały optymizmu. Pokancerowane jakieś, pobrużdżone, wręcz dramatyczne, symbolizowały trud człowieczej egzystencji. Jakby się uprzeć, można było się dopatrywać paraleli do losu obywateli PRL-u. Podobne głazom głowy i torsy jak betonowe masywy; późniejsze maski i najnowsze rzeźby „kroczące” wyrażały zawsze niewzruszoną wolę przetrwania – na przekór przemijaniu, kruchości, delikatności ludzkich istot. W dziełach Myjaka wyczuwało się spokojny, metodyczny opór – wobec przemijania, wobec raptownych burz i zawieruch. Może nawet wobec historii? Więc tam stoczniowcy, a w Warszawie otwarcie wystawy Myjaka. Publiczność dopisała – Ķoże na zasadzie odtrutki na wszechobecną politykę? Wernisaż zakończyło skromne towarzyskie zebranie zorganizowane w biurowych pomieszczeniach galerii. Udział wzięło kilkunastoosobowe grono przyjaciół artysty oraz personel – głównie żeński – Studio. Pracownice galerii Adam M. podbił… bezradnością kulinarną. Mistrz zapewniał, że nie potrafi zrobić kanapek. Dostarczył tylko zakupione w Peweksie i spod lady surowce, wśród których znalazła się spora bryła żółtego łagodnego sera – rzadka zdobycz w połowie 1988 roku, także sardynki, salami, pomidory, ogórki, rzodkiewki itp. Z tych dóbr pracownice galerii wykonały malownicze kompozycje kanapkowe. Osobiście artysta przyrządził cocktail wódczano-graphefruitowy. Pierwszy toast wzniósł za założyciela Studio, Józefa Szajnę, nieobecnego zresztą na przyjęciu. Tym bardziej elegancko. Wiadomo, że życzliwość wernisażowych gości dla sztuki bohatera jest zawsze wprost proporcjonalna do liczby wypitych kieliszków. Toteż im ktoś jest we własnym odczuciu słabszy artystycznie, tym więcej polewa. Natomiast pewni swego tupeciarze poprzestają na kilku butelkach Ptysia czy Coca-coli. Myjak w żadną stronę nie przesadził. Jednak clou kulinarnego programu zawdzięczaliśmy żonie Adama, która upiekła keks wedle receptury z Drezna, zabytkowej, acz niezawodnej. Zaczyna się od przygotowania drożdży – 20 dkg rozprowadzić 4 łyżkami ciepłej wody. Do tego dodać 50 gramów mąki i szczyptę cukru; wymieszać dokładnie. Potem rozpuścić 60 gramów cukru w 1,5 szklanki mleka. Gdy roztwór przestygnie, dolać olejek rumowy i ćwierć łyżeczki skórki cytrynowej startej na drobnej tarce. Wlać do misy z drożdżowym rozczynem. Dosypać 350 gramów mąki. Wymieszać. Dodać dwa jajka ubite z roztopionym masłem (50 gramów). Przez kwadrans ubijać ciasto, następnie dorzucić wymacerowane w rumie bakalie (50 g skórki pomarańczowej w cukrze, 50 g kandyzowanej skórki cytrynowej, 60 g rodzynek kalifornijskich, 60 g migdałów, 30 g wiśni w cukrze, 30 g tataraku w cukrze), pokrojone na dość duże kawałki i obtoczone w mące. Ciasto z bakaliami trzymać pod przykryciem dwie godziny. Potem zagnieść, zostawić na 10 min. Wreszcie uformować bryłę o podstawie 30 x 20 cm. Powierzchnię ciasta posmarować rozpuszczonym masłem, posypać cukrem. Wysmarować masłem formę, włożyć ciasto, podlać 20 gramami stopionego masła, zostawić. Po upływie godziny zabieg powtórzyć i wtedy wstawić do piekarnika nastawionego na temperaturę 210 stopni. Piec przez 45 minut. Keks pochłanialiśmy nie tylko na powernisażowym przyjęciu – repeta odbyła się nazajutrz, do porannej kawy. Bo co jest fajniejsze od artystycznych wydarzeń? Wspomnienia o nich podsycane doznaniami smakowymi.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI