Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Małkowska: jedzenie na upały


Jest ciepło, gorąco, żar, tropik. Od kilku tygodni wśród moich przyjaciół słyszę wciąż powracający motyw: „chłodnik”. Jak go robić; czy można spożywać gotowce; czyją recepturą się wspierać. Nie uwierzycie – 25 lat temu przepis na tę zupę-danie-przystawkę dostałam od kobiety zaślubionej Włochowi. Przy okazji skorzystałam z rad, jak robić spaghetti w sezonie, kiedy temperatura skacze powyżej trzydziestki. Kto chce, niech skorzysta. Uwierzcie Sycylijczykom.

Syciliany z Zakopanego (Przepis na spaghetti na zimno i chłodnik) Interes był babski, najwyżej na kwadrans. W związku z nim Siciliany mieli wpaść o wpół do ósmej; koło ósmej zamierzałam powrócić do pisania felietonu. Co do gości – właściwie tylko Angelo urodził się na Sycylii. Miał międzynarodowy zawód – trudnił się fotografią dokumentalną. Słoneczną ojczyznę porzucił dla niej – dla kobiety. Ona (włosy blond naturalne) mówiła po włosku jakby „w bucie” urodziła się. Uparta patriotka, nie chciała emigrować do kraju męża. Sprawiła, że Anioł zdecydował się na katusze. Zaczął jeść marchewkę i seler zamiast pomidorów oraz wyłamywał sobie język mową w niczym nie przypominającą  jego ojczystego śpiewnego narzecza. Jednak nawet dla blondyny nie potrafił zrezygnować z dwóch narodowych skarbów – eleganckiego  samochodu i spaghetti. Najzabawniejsze, że Kasia („Kaszka” w wymowie Angela) bardziej dostosowała się do włoskiego włoskiego stylu życia, niż on przejął obyczaje słowiańskie. Obydwoje mówili dużo, szybko, głośno, jakby konkurując między sobą, kto kogo przekrzyczy. Jeśli chodzi o tempo, prowadzenie miała Kaszka; za to Angelo był donośniejszy. Upały, jakie nawiedziły Polskę w czerwcu ’88 nie wywarły żadnego wrażenia na Sycylijczyku i jego żonie. Przeciwnie – nareszcie czuli się dobrze. Ich fizyczna i intelektualna aktywność wzrastała około dziesiątej wieczorem i trwała do późnych godzin nocnych. Dni przeżywali na zwolnionych obrotach, w półśnie. Godzina 19.30 była dla nich porą środkowodzienną; spóźnienie godzinne – nieistotnym poślizgiem; przeciągnięcie wizyty z przewidywalnej pół godziny do trzech godzin – sposobem wyrażenia  sympatii wobec mnie i męża. Czekając na gości, dla zabicia czasu, oglądałam serial o młodych angielskich ćpunach. Wtedy wreszcie straszliwie spóźniony polsko-sycylijski duet stanął w drzwiach. – Po co oglądasz ta serial, on okropnie nudny? – od progu zagaił Angelo. Po czym dodał – Masz woda? Pić dwa litr na dzień. Dałam, czego pragnął, przy okazji wygłaszając oczywistość: że gorąco. – Wcale nie, normalnie – odparł zadomowiony w Polsce Włoch. Po czym z właściwym sobie wdziękiem zaczął buszować wśród moich zabawek – czyli narzędzi pracy. Z trudem skupiałam uwagę na problemach „Kaszki”, bo jej mąż sprawdzał jakość i przydatność moich nożyczek, nożyków, kredek, ołówków. Potem spytał, czy może zadzwonić do Poznania. Tylko czekałam, aż poprosi o telefoniczny kontakt z rodzimą wyspą. Dla odwrócenia jego uwagi od telefonu i roboczego biurka zagaiłam: – A co we Włoszech jadacie  podczas upałów?  – Spaghetti na zimno! – wykrzyknęła zwłoszczona Polka. – Na dwie osoby wystarczą dwa duże pomidory i cztery ząbki czosnku. Jeżeli lubisz, dodajesz dwie-trzy cebulki szalotki. Do tego – posiekany estragon lub bazylię. Wymieszaną masę wstawiasz do lodówki na kilka godzin, żeby puściła sok. Potem, pod wieczór gotujesz spaghetti, koniecznie al dente – nitki, muszelki lub rurki. Odsączasz, wystudzasz. Wyjmujesz sos, doprawiasz oliwą i posiekaną natką. Mieszasz wszystko i podajesz. Tylko nie lej za dużo oliwy, bo przy upałach lepsze dania lekkie. Dalsza rozmowa skręciła znad morza ku górom. Polskim. Siciliany niedawno odwiedzili Zakopane; mieszkali u gaździny, u której niekiedy się stołowali. Tamże podpatrzyli sposób na chłodnik.  – Mieszasz w równych proporcjach wodę źródlaną, ocet i śmietanę. Miksujesz, doprawiasz solą i pieprzem. Obierasz ogórki, kroisz w plastry, dorzucasz do mikstury. Siekasz koper, dorzucasz. Ma go być tyle, żeby w chłodniku stawała łyżka. Na godzinę wstawiasz do lodówki i jesz. Kaszka zapewniała, że konsumpcja tej zupki nie wywołuje żadnych żołądkowych sensacji. Wizyta zapewne przeciągnęłaby się do późnych godzin nocnych, ale… uratował nas film Bunuela w TVP. Wszyscy chcieli go oglądać, Siciliany też. Nasz odbiornik był czarno-biały, podczas gdy u Anioła w domu stał sprzęt z ekranem barwnym. A wiadomo, że Bunuel bez koloru wiele traci – toteż żeby nie tracić, nasi goście pospiesznie pożegnali się, zostawiając nas w ciszy.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI