Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Małkowska, Tarasin i omlet z pieczarkami


Sięgam po kolejny odcinek „Życia na przekąskę” – i myślę sobie, że jednak było mi lepiej, niż większości współobywateli PRL-u: nie miałam dzieci z wilczym apetytem, tylko miałam wilczy apetyt na sztukę. A tę potrzebę nietrudno było zaspokoić. Z mnóstwem artystów żyłam za pan brat, bez względu na różnice pokoleniowe. Czytam dziś moje kulinarne wspomnienia i wzruszam się, co kilka stron natrafiając na wzmianki o tych, których już zabrakło…

Omlet ostatniego dnia

(Przepis na omlet francuski i pieczarki a la befsztyki)

Nawet gwasz od Jana Tarasina nie mógł poprawić nam humorów. Nie tylko nam nie było do śmiechu. W niedzielę, trzydziestego pierwszego stycznia 1988 roku, wszyscy Polacy trzęśli się ze zgrozy – media podały komunikat o czterdziesto-, w niektórych przypadkach nawet wyższych podwyżkach na podstawowe artykuły żywnościowe, używki, druki, paliwo, czynsze, opłaty za gaz, światło, komunikację. Jasne było, że w ślad za tym pójdą w górę ceny innych towarów, może nie niezbędnych, lecz przecież używanych i sprawiających, że mieliśmy poczucie przynależności do  cywilizowanego świata. W obliczu nadchodzącej katastrofy mało co mogło stać się pociechą. Nadchodząca wystawa Jana Tarasina w Galerii Studio wydawała się kwiatem do kożucha. Na wernisaż przybył tłum, jednak w następnym tygodniu frekwencja spadła niemal do zera. Rodacy robili zapasy. Zamiast iść za głosem rozsądku, sięgnęłam po katalog Tarasina. Mistrz zwykł komentować swą sztukę nie wprost, lecz uogólniając, filozofując. „Słowo komplikacja ma złą opinię. Lubimy rzeczy i sytuacje proste, jasne i czytelne. Chcemy wierzyć, że istnieje jakiś uniwersalny klucz, którym będziemy mogli otworzyć i wyjaśnić najtrudniejsze, dziś dla na s niedostępne tajemnice” – czytałam. „Z drugiej strony wiemy, że natura organizuje coraz to nowe, wyższe związki i zjawiska, a czyni to niemal wyłącznie przez komplikowanie wzajemnych uwarunkowań i powiązań. Komplikacja jest więc ceną za coraz wyższy poziom organizacji natury.” Spojrzałam na gwasz Jana T., zdobiący – między wieloma innymi obrazami – ściany naszego niewielkiego mieszkania. Mimo komplikacji kompozycyjnej, wydał mi się przejrzystym w konstrukcji. I jasny tą szczególną jasnością, jaka promieniuje ze sztuki najwyższej próby. Za to kiedy zajrzałam do lodówki, zrobiło mi się ciemno przed oczyma. Co na obiad?! A niech się świat wali, dziś będzie ostatni dzień rozpusty: francuski omlet z pieczarkami. Rozbełtałam trzy żółtka z odrobiną mleka, szczyptą soli, pieprzu i suszonej bazylii; białka ubiłam na sztywną pianę; delikatnie połączyłam z żółtkami. Na roztopione na patelni masło wrzuciłam posiekane ząbki czosnku, podsmażyłam. Na to buch! puszysta jajeczna masa. Smażona, pięknie urosła. Po przerzuceniu na drugą stronę gotowa była do konsumpcji. Poszła z pieczarkami a la befsztyki. Zajęłam się nimi symultanicznie. 30 deko szampinionów pozbawiłam nóżek. Zachowane w całości kapelusze potraktowałam podobnie jak omlet – mocno rozgrzana patelnia, masło, czosnek. Chodziło o to, żeby grzybki pozostały w środku półsurowe, a porządnie zrumienione po wierzchu. Do tego bagietka i liście cykorii zroszone cytryną. Do popicia woda z lodem. Po posiłku ponownie spojrzałam na kompozycję Tarasina. Teraz wydała mi się metaforą chaosu udającego uporządkowanie. Słowem, idealnie obrazowała stan, w jakim znajdowała się polska rzeczywistość anno domini 1988.  


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI