Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Monika Małkowska i fasolka po bretońsku


Co wspólnego ma fasola z biżuterią? Dziś chyba bym nie zgadła. A ćwierć wieku temu – i owszem. Może to była metafora dalekich skojarzeń, jednak miała powód. Posłuchajcie.

Fasola jak diament

(Przepis na fasolkę po bretońsku)

Znalazłam ziarno fasoli w dżemie śliwkowym. Poczułam się fasolową królową, lecz nie miałam z kim podzielić się tym awansem. Zadzwoniłam do Wandy Roszkowskiej. Oderwałam ją od makietowania „Bajtka”, satelickiego pisemka „Sztandaru Młodych”, przeznaczonego dla nieletnich  programistów. Wybrałam Wandę, jako że znała się nie tylko na typografii, również na roślinach  strączkowych. Kiedyś podała mi przepis na „bretonkę”. Namoczyć fasolę jasia w przegotowanej, wystudzonej wodzie; zostawić na noc. Następnego dnia wymieszać jasia z drobno pokrojonymi kawałkami różnych mięs, wśród których nieodzowny jest wędzony boczek; dodać pokrojoną w talarki cebulę; gotować godzinę. Teraz sos: dwie łyżki przetartych przez sito fasolowych ziaren rozprowadzić połową szklanki wywaru z fasoli, dodać przyprawy – majeranek, liść laurowy, odrobinę gałki muszkatołowej, szczypta sproszkowanego cynamonu, sól, pieprz plus kilka łyżek koncentratu pomidorowego; pogotować z pół godziny, na koniec dorzucić kilka goździków. Gotowy sos wymieszać z fasolką, podgotować, odstawić na godzinę, żeby całość się przegryzła. Przed wydaniem odgrzać, nakładać do małych miseczek, posypując po wierzchu plasterkami kiełbasy dla smaku i natką dla zdrowia oraz urody.

Ale co począć z ziarnem znalezionym w dżemie, nawet Wanda nie wiedziała. „Żeby to był diament…” westchnęła. „Byle nie z Jablonexu”, zaoponowałam. Od kilkudziesięciu lat ten socjalistyczny Cartier upiększał kobiety z czerwonego obozu za sumy mieszczące się w najchudszych portfelach. Moda się niby zmieniała, lecz w dniach dostaw towaru do warszawskiej filii czeskiego firmy jubilerskiej tradycyjnie formowała się przed wejściem kolejka. Dwa dni wcześniej musiano coś rzucić do Jablonexu, bo w sklepie przy Żurawiej nie można było zamknąć drzwi, niemal wyważonych przez tłum elegantek.

Widocznie nie zależało im na zdrowiu – bo dowiedzione, że jedynie kamienie szlachetne leczą, a odpowiednio dobrane, także gwarantują przychylność losu. Na przykład agaty, które  występują – a jakże! – w Polsce, u kobiet uśmierzają bóle i sprzyjają płodności, u mężczyzn wzmagają potencję, zaś obydwie płci chronią przed piorunami. Karneol (taki rdzawo-czerwony, przejrzysty kamień) szczególnie zalecany jest skorpionom (mój znak!), jako że im właśnie daje siłę, koi nerwy, wyostrza bystrość. Gdybym jeszcze obwiesiła się granatami (kamiennymi), to wybuchnę władzą i sukcesami.

Wanda utyskiwała, że jest zbyt zajęta, aby poszukać właściwego dla niej minerału – a w jej stanie przydałoby się jakieś zasilanie ze strony natury.

Wczułam się w rolę alchemika: „Wejrzyj w siebie i powiedz, co ci najbardziej doskwiera.”

„Polska”, usłyszałam w odpowiedzi. „Takie dno, że nie mam czym nakarmić psa. Przecież mu nie dam fasoli po bretońsku”.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI