Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Bezsilność i o tym, jak ją okiełznać

Składniki:

  • mąka pszenna 1/2 kg
  • jajko 1 szt
  • gorąca woda około szklanki
  • sól szczypta
  • zielony groszek (może być mrożony) 1/2 kg
  • ricotta 200 g
  • szalotki 2-3 niewielkie
  • olej 3-4 łyżki
  • sól, pieprz

Są w życiu takie chwile, kiedy zrobiliśmy już wszystko i pozostaje nam tylko czekać. Gotowanie, karmienie bliskich bywa jedyną czynnością, na której jesteśmy w stanie się skupić. Uruchamiamy tym najbardziej instynktowne mechanizmy samoobrony, które chronią nas przed rozsypaniem się i pozwolają na przetrwanie ciężkich chwil.

Oddana praca dyplomowa, złożony wniosek o stypendium, albo przygotowana dokumentacja do przetargu. Wszystko już zrobiliśmy i teraz tylko dni oczekiwania. Taka bezsilność to raczej niecierpliwość i nadzieja na dobre zakończenie, na wygraną.

Są też trudniejsze momenty, takie, w których bezsilność przytłacza i nie mamy szansy na dobre zakończenie. To wtedy, kiedy przychodzi nam trwać przy chorej osobie. Paliatywny stan, lekarze, dziwne urządzenia i przytłaczająca świadomość, że nie potrafimy zrobić już nic, co zmieni wyrok losu. Trzeba pozwolić odpoczywać bliskiej osobie, nie można jej męczyć własną bezczynnością, nadgorliwością. Dać jej choć odrobinę prywatności i spokoju w chorobie, która okrutnie odziera godności.

Nie można się wtedy skupić na niczym wymagającym wysiłku intelektualnego, a trzeba czymś zapełnić płynący czas. Są tacy, którzy sięgną po różaniec, będą się modlić. Innym pozostaje poszukanie prostego, ale absorbującego zajęcia, które na chwilę pozwoli zapomnieć o bezsilności. Pamiętacie „Przepiórki w płatkach róży“? Tam w sytuacjach trudnych, kryzysowych, bohaterki skupiały się w kuchni i gotowały.

Cisza i zmęczony oddech bliskiej osoby, w tle ulubiona muzyka, a my zabieramy się do gotowania. Warto wybrać coś, co wymaga koncentracji, co zawiera w sobie powtarzalność czynności, co będzie kulinarną mantrą, zaklinaniem spokoju. Dla mnie takie jest lepienie pierogów. Malutkich, z cieniutkiego ciasta. Układam porcje ulubionego farszu i powoli, systematycznie zlepiam pierożki. Jeden, dwa, trzy dziesiąty, setny… Myśli się uspakajają, wycisza się lęk. Przy lepieniu pierogów rozmowy są wolniejsze, bardziej skupione, bez przymusu. A takich właśnie potrzeba, kiedy przytłacza nas bezsilność.

A zatem do pierogów, dzisiaj z farszem z zielonego groszku i ricotty.

Sposób przygotowania:

Farsz: Gotujemy groszek w lekko osolonej wodzie, aż będzie miękki, odcedzamy i miksujemy na gładką masę. Szatkujemy szalotkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Na rozgrzanej oliwie szklimy delikatnie szalotki. Do masy groszkowej dodajemy ricottę, zeszklone szalotki, solimy, pieprzymy do smaku i dokładnie mieszamy na jednolita masę.

Ciasto: Gotujemy wodę w czajniku. Mąkę wysypujemy na stolnicę. Wbijamy jajko i mieszamy nożem. Stopniowo dolewamy wody, bardzo gorącej - całość mieszamy nożem. Zagniatamy energicznie ciasto tak, żeby było konsystencji plasteliny. W razie potrzeby dolewamy wody lub dosypujemy mąki.

Pierożki: Rozwałkowujemy na cienki placek (ok 2 mm grubości) połowę ciasta (resztę przykrywamy bawełnianą ściereczką, żeby nie wysychało). Wykrawamy kieliszkiem krążki ciasta – ja używam takiego o średnicy ok. 4 cm. Na każdy krążek nakładamy łyżeczkę farszu i dokładnie sklejamy palcami brzegi. W pierogach jest kilka zasad, o których warto pamiętać: ciasto ma być cieniutkie, aż przezroczyste a farszu ma być dużo, żeby powstały okrąglutkie pierogi - na koniec BARDZO dokładnie zlepiamy, nie spiesząc się, brzegi. Całą procedurę powtarzamy z drugą połówką ciasta. Potem wrzucamy porcje pierogów do gotującej się osolonej wody (można dodać do gotowania łyżeczkę oleju). Pierogi są gotowe, jak wypłyną na powierzchnię wody i pogotują się przez ok. minutę.

Podsumowanie

Podajemy je na półmisku, polane pasełkiem, posypane parmezanem. Tak, jak najbardziej lubią bliscy. I jemy powolutku... I rozmawiamy, korzystając z każdej dobrej chwili.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI