Minta: bunt przy stole, czyli dlaczego niektóre dzieci nie jedzą obiadu

Kilka dni temu w moim gabinecie gościła mała dziewczynka. Jej mamę zaniepokoiło, że dziewczynka odmawia bardzo ostro jedzenia niektórych potraw. Ma swoje ulubione, chętnie pomaga mamie przy gotowaniu, ale odmawia próbowania nowych rzeczy.|Kilka dni temu w moim gabinecie gościła mała dziewczynka. Jej mamę zaniepokoiło, że dziewczynka odmawia bardzo ostro jedzenia niektórych potraw. Ma swoje ulubione, chętnie pomaga mamie przy gotowaniu, ale odmawia próbowania nowych rzeczy.|Kilka dni temu w moim gabinecie gościła mała dziewczynka. Jej mamę zaniepokoiło, że dziewczynka odmawia bardzo ostro jedzenia niektórych potraw. Ma swoje ulubione, chętnie pomaga mamie przy gotowaniu, ale odmawia próbowania nowych rzeczy.|Kilka dni temu w moim gabinecie gościła mała dziewczynka. Jej mamę zaniepokoiło, że dziewczynka odmawia bardzo ostro jedzenia niektórych potraw. Ma swoje ulubione, chętnie pomaga mamie przy gotowaniu, ale odmawia próbowania nowych rzeczy.
Problemy z jedzeniem spędzają sen z powiek wielu rodzicom (nie mówiąc już o babciach). Martwimy się, że dzieci jedzą za mało, że nie jedzą warzyw albo nie lubią nabiału. Ta troska nabiera szczególnego wymiaru, jeżeli rodzice są świadomymi smakoszami. Cenią dobre jakościowo jedzenie, poszukują nowych smaków, eksperymentują i nagle zderzają się z oporem trzylatka. Skąd to się bierze? Dlaczego małe dzieci tak często właśnie buntują się kulinarnie? Dziecko nie od urodzenia czuje swoją odrębność i niezależność. Naukowo mówi się o poczuciu własnego „ja“, które u niemowlaka nie istnieje. Dopiero kilkulatek zaczyna odczuwać swoją odrębność i chęć wybicia się na niepodległość. Najróżniejszymi, czasami zabawnymi dla dorosłych zachowaniami, wytycza swoje terytorium, buduje poczucie osobistej wolności. Kiedy ma się trzy lata to nie decyduje się o własnym życiu. Rodzice ubierają, zabierają na wizyty, wybierają kolegów. Któregoś jesiennego dnia prowadzą do żłobka. Dobrzy, kochający rodzice, którzy robią wszystko, by zapewnić maluchowi najlepszy rozwój, stają się w pewnym momencie synonimem siły decydującej o wszystkim. Mały człowiek właściwie ma tylko jeden obszar, nad którym ma niepodzielną władzę. Jedzenie. Może odmawiać jedzenia, marudzić, wybrzydzać, a nawet je wyrzucać. I nagle rodzice, ci którzy o wszystkim decydują, gwałtownie się zmieniają. Zaczynają spełniać zachcianki, dopytują się o to, co dziecko chce, na co ma ochotę. W skrajnych sytuacjach pojawiają się najróżniejsze formy przekupstwa. I cała rodzina wpada w błędne koło, zamiast dobrze czuć się ze sobą nawzajem. Skąd się biorą takie problemy i jak z nimi sobie radzić? Po pierwsze pozwolić dziecku na taki bunt. Przecież kiedyś, całkiem niedługo, ma stać się niezależnym, otwartym człowiekiem. Ma samo dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem. Rodzice są pierwszymi przewodnikami w wolnym świecie, którzy mogą je nauczyć dokonywania wyborów. Najlepiej, jeżeli pokazują w jaki sposób sami w życiu wybierają. Bunt jedzeniowy trzy-,czterolatka jest dla wielu pierwszą próbą. Fora internetowe są pełne dobrych rad. Od cierpliwego przetrzymywania i tłumaczenia, poprzez krzyk, kary i ograniczenie spożywania cukru. Jestem przekonana, że bunt, ten pierwszy, a potem kolejne, sześciolatka i nastolatka są niezbędnym elementem rozwoju człowieka. Paradoksalnie, traktowany w kategorii problemów rodziców, jest niezmiernie ciężkim czasem właśnie dla dzieci. Dlatego bądźmy mądrymi towarzyszami, wspierającymi synów i córki w ich kolejnych buntach, a właściwie w odkrywaniu siebie samych. Co poradziłam mamie małej dziewczynki, która nie chce próbować nowych pokarmów? Zaproponowałam cierpliwość. Ale też trochę zabaw kulinarnych. Czyli układanie poszczególnych składników potraw na półmiskach. Pokazywanie dziecku, dlaczego w danym dniu jemy to albo coś innego. Ale też odwrócenie sytuacji: niech to mała córeczka proponuje i nakłada rodzicom różne smakołyki. Można się z nią naradzać, co będzie na kolację czy niedzielny obiad. Niech kontakt z jedzeniem ma różne formy. Wąchajmy, dotykajmy, delikatnie degustujmy – co kto lubi najbardziej. Zwracajmy też uwagę na wizualne walory jedzenia. A może zabierzmy malucha do restauracji z obrazkowym menu? Niech wybiera sam i poczuje się bardzo dorośle. Zróbmy wspólnie sobotni leniwy obiad według innego schematu. Wybiera dziecko, a my z nim razem wspólnie gotujemy. Nie obawiajmy się i też mówmy bez skrępowania, kiedy coś nam nie smakuje, czegoś nie lubimy. Zachwycajmy się ulubionymi lub właśnie odkrytymi smakami. Komentujmy, to co się dzieje w czasie obiadu.

reklama

 Sobotni leniwy obiad z trzylatkiem:

Składniki: produkty, które lubi jeść przynajmniej jeden z członków rodziny – wszystko w ilościach „degustacyjnych“, do spróbowania przez każdego z biesiadników, czyli po 1 porcji. Oto kilka propozycji:

  1. Makaron
  2. Ziemniaki
  3. Ryż
  4. Kasza
  5. Utarta marchewka
  6. Ogórek pokrojony w plasterki
  7. Ugotowany zielony groszek
  8. Mieszanka sałat
  9. Kapusta kiszona
  10. Małe klopsiki
  11. Kawałki grillowanej lub gotowanej piersi z kurczaka
  12. Upieczona ryba
  13. Kotleciki  z polędwiczek wieprzowych
  14. Sosy, przyprawy

Przygotowanie:

  1. Wspólnie wybieramy produkty
  2. Nakładamy na półmiski
  3. Każdy wybiera to, co lubi.
  4. Możemy się bawić w zgadywanie, co jest ulubioną potrawą członków rodziny
  5. Możemy też poprosić dziecko, żeby proponowało dorosłym najlepsze jego zdaniem potrawy.

Szukajmy sposobów na nasze dziecko. Jedyne, czego powinniśmy unikać, to kary wokół jedzenia oraz przekupstwa. Jedzenie jest jedną z intymniejszych czynności. Dlatego błędy wychowawcze popełnione w tym obszarze mogą mieć bardzo negatywne implikacje na życie dziecka. Brak poczucia własnej wartości, niepewność oraz zaburzenia jedzenia (bulimia, anoreksja, otyłość), to tylko część problemów, które mogą być konsekwencją niewłaściwego potraktowania kulinarnego buntu małego dziecka.