Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Minta: menu dla dzieci czyli o wszechobecnej nudzie


10 lutego 2013 Kulinarna kozetka Minty
Zawsze gdy przeglądam menu restauracji zaglądam do sekcji dla dzieci. Bywają najróżniejsze, czasami są fragmentem głównego menu, czasami stanowią odrębną książeczkę z wierszykami i kolorowankami. Wspólne jest dla nich jedno: są przeraźliwie nudne. Nudne i na dodatek nie zawsze wartościowe.

Od kilku lat w dramatycznym tempie wzrasta w Polsce liczba dzieci z nadwagą. Pojawiają się inicjatywy uczące dzieci i ich rodziców dobrego żywienia. Warsztaty kulinarne, wykłady, liczne dyskusje w internecie: „Szkoła na widelcu“ i Slow Food Youth Warszawa,  a w restauracjach dalej nugetsy, przesłodzone naleśniki i makaron z zawiesistym sosem. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego szefowie kuchni wymyślając wykwintne dania dla dorosłych nie pochylają się nad tymi dla małych gości. Nie zależy im na wychowaniu wyrafinowanych klientów? Nie planują prowadzić restauracji za dziesięć lat? Wina nigdy nie leży po jednej stronie. Najpierw są rodzice, którzy zapominają, że przy jedzeniu nie tylko karmią swoje dzieci, ale też je rozwijają. Dawanie nawet bardzo małemu dziecku do spróbowania potraw o różnych smakach, uczenie eksperymentowania w łączeniu smaków niesamowicie stymuluje. Znam wielu rodziców, którzy pozwalają maluchom na skosztowanie niemal wszystkiego (jedynie surowe ryby i mięso oraz grzyby są czymś z czym zaleca ostrożność moja zaprzyjaźniona dietetyczka Kasia Błażejewska). Większość jednak, zachwycona jedzeniem w słoiczkach karmi dzieci mdło i mało atrakcyjnie, rezygnując z eksperymentów. Tym samym torem idą restauracje, ale co gorsze – serwują dania mało wartościowe. Smażone w panierce mięso, paluszki rybne, frytki, ziemniaki i przesłodzone dania. To repertuar nieomal wszystkich restauracji. Co jest tak naprawdę tylko lepszą wersją fast foodów. A w konsekwencji mamy epidemię otyłości u dzieci. Znam cudowną małą dziewczynkę, której rodzice uczą bycia smakoszem nieomal od urodzenia. Słuchając instynktu M. wybiera kapary i łososia. Sama dosmacza potrawy najróżniejszymi, często egzotycznymi przyprawami. A przy świętomarcińskiej gęsi raczyła się zarumienioną skórką. Dlaczego w naszych restauracjach dzieci nie mają szansy na takie jedzenie? Brak odwagi u kucharzy? Może jest tak, że wcale nie jest potrzebne specjalne menu? A wystarczą jedynie nieco mniejsze porcje? Do zajęcia się tematem dziecięcego menu tym razem sprowokowała mnie Marta Gessler, która podaje w swojej Quchni Artystycznej płaty makaronowego ciasta do samodzielnego pocięcia przez gości. A więc rodzice, do restauracji! Wybierajcie się wspólnie z dziećmi do restauracji i restauracyjek. Świątecznie może to być eleganckie miejsce, ale częściej niech będzie to mała osiedlowa knajpka, gdzie czasami nawet nie ma menu, tylko kelner (kucharz) mówi, co dzisiaj można zjeść. Czytajcie menu wspólnie z dziećmi, nawet tymi małymi. Tłumaczcie niezrozumiałe wyrazy. Komentujcie swoje wybory, ale też pomagajcie wybierać dzieciom. Nie dzielcie jedzenia na to dla małych i dużych. Jedzenie jest dla wszystkich, różnimy się jedynie własnym gustem. Pamiętajmy planując taka eskapadę, żeby wybierać restauracje przyjazne dzieciom. Są też takie w których dorośli wolą nie bawić się w towarzystwie dzieci. Warto, żeby restauracja stałą się miejscem  poszukiwania nowości, odkrywania. Ale też przy okazji uczenia się najróżniejszych zachowań: rozmowy z kelnerem, gośćmi przy stolikach obok i posługiwania się najróżniejszymi „narzędziami” stołowymi. Zachęcam też do korzystania z ofert typu „menu degustacyjne“, albo samodzielnego zamawiania np. kilku przystawek do wspólnego kosztowania. Taka wyprawa do restauracji może stać się rodzinnym zwyczajem, doskonałą zabawą i kształtowaniem dobrych nawyków jedzeniowych. Zadbajmy o to, żeby dzieci jadły dobrze, świadomie i różnorodnie. Szukajmy zwyczajnie restauracji, które mają naszym zdaniem dobrą ofertę. Można zajrzeć do lubelskiego Kardamonu, gdzie dziecko nie dość, że może samo wybierać i potrawy i sposób ich wykonania, ale ma nawet szansę na dyplom. Można też w lutowy weekend wybrać się do Quchni Artystycznej i w pobawić się wspólnie w makaronowe wycinanki.  Doskonale można spędzić czas podczas weekendowych brunchów w Sto900 na Solcu, obecnością dzieci ucieszy się też właściciel schowanej na wrocławskim Nowym Dworze „Pogaduch“. Zachęcam do poszukiwań. Przepis na wyjście do restauracji:

  1. Dziecko lub więcej ubieramy w rzeczy, które nie są bezcennym prezentem od babci i mogą się bezkarnie pobrudzić. Warto wybrać wersję „na cebulę“ bo różnie bywa z temperaturami.
  2. Wybieramy sobie rodzaj kuchni i konkretną restaurację.
  3. Sprawdzamy wcześniej np. w internecie lub pytając znajomych, czy to jest miejsce „przyjazne“ dzieciom.
  4. Zamawiamy stolik, przy którym będzie trochę przestrzeni
  5. Prosimy o menu dla wszystkich biesiadników
  6. Czytamy, wybieramy co chcemy zjeść
  7. Zamawiając warto porozmawiać z kelnerem, dopytać o szczegóły. Poprosić o nałożenie dań na półmiski, tak żeby wszyscy mogli pokosztować
  8. Zjeść dobry obiad i świetnie się bawić całą rodziną

Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI