Czekolada – czyli rozpusta

Czekolada
123rf.com

Od Aleksandra Dumas po Markiza de Sade…

reklama

W Moim Słowniku Kuchennym, Aleksander Dumas pisze:

“Kakao – ziarno wielkości małego bobu, ukryte w aromatycznym miąższu owocu kakaowca. To drzewo rośnie w Ameryce, produkuje kłosy w paski, grube na trzy linie, zawierające od trzydziestu do trzydziestu pięciu migdałów dość podobnych do naszych pistacji, lecz większych, grubszych, okrągłych i powlekanych suchą powłoką; substancja tych migdałów jest w smaku gorzka i lekko ostra.”

Jak widać, Dumas pisał pięknie nie tylko o Muszkieterach czy Damie Kameliowej, ale też umiał wręcz botanicznie opisać nam roślinę – jeszcze wtedy nową na naszym kontynencie. Dalej pisze z entuzjazmem o tym, że to dzięki Annie Austriaczce czekolada dotarła z południa do Francji, lecz stała się ona modna – nawet bardziej niż kawa – dzięki francuskim mnichom, którzy czekoladę otrzymywali w prezencie od kolegów „po fachu” z Hiszpanii.

Tu właśnie właśnie uśmiecham się z przekąsem, bo w osiemnastowiecznej literaturze erotycznej, czy też nawet i bardziej odważnej, możemy się dowiedzieć, że mnisi i inni kościelni dostojnicy, chętnie dopajali się czekoladą, by zwiększyć swój “wigor”, czy też “potencjał” – by radować się w towarzystwie młodych niewiast. Wszystko staje się oczywiste. Z resztą to właśnie w tej literaturze widzimy, jak bardzo istotną rolę zajęła czekolada w owych czasach. Występuje w wielu dziełach, m.in. w pewnie Wam znanych Stu dwudziestu dniach Sodomy: już w pierwszy dzień opowieści osiem kobiet częstuje towarzystwo czekoladą.

W książkach z tamtych czasów poznamy i inną rolę czekolady: idealną jako napój do podawania trucizny, która w tym mocnym smaku ginie. Pod płaszczykiem przyjemności zadajemy ostatni cios przeszkadzającej już żonie czy też kochance.

Dzisiaj znajdziemy wielu takich, którzy podważają istotę czekolady jako afrodyzjaku, sprowadzając ją do zwykłego “rozgrzewacza”. Ale skoro już nawet mnisi o tym wiedzieli te parę wieków temu, to czy na pewno powinniśmy?

Owszem, neurotyczne zajadanie się tabliczką czekolady, pod kocem, przed ekranem z serialem jest absolutnie pozbawione jakiejkolwiek sensualności, ale mam pewne podejrzenia, że i jeszcze dziś można przywrócić czekoladzie jej zmysłowość.

źródła: „Mój Słownik kuchenny” – Aleksandra Dumasa i „Łakoma Miłość – Libertynizm gastronomiczny w XVIII wieku” („L’Amour Gourmand – Libertinage gastronomique au XVIII siecle”) – Serge Safran.