Krótka historia kawy i kawiarni

Bardzo mi się zawsze podoba, kiedy okazuje się, że jakiś kulinarny czynnik wpłynął na rzeczywistość czy Historię. Tak było z ziemniakiem, kiedyś przeze mnie opisywanym, czy też kolacją wydaną przez sycylijską mafię dla Garibaldiego, którą to relacjonowałam we wcześniejszych wpisach. Dziś o tym, jak kawa i powstałe dla niej pijalnie zaburzały spokojny bieg historii Francji i Mekki.

reklama

Zacznę od krajów muzułmańskich, z których do nas kawa w ogóle przywędrowała. Pito tam kawę już w XV wieku, najpierw jednak w różnych mało zaludnionych zakątkach. Jak wszystko co dobre, oczywiście i kawa musiała jednak przybyć do samej Mekki. Tam powstawały kawiarnie, w których grano w szachy. I to jeszcze nic złego… ale grano nie dość że na pieniądze i to jeszcze towarzystwie kobiet – a to już było absolutnie niedorzeczne. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że pewnego dnia Sułtan dowiedział się,  o czym rozmawiają amatorzy kawy w tych jakże strasznych miejscach.

Okazało się, że pijalnie kawy były miejscem, gdzie mówiło się również źle o Sułtanie  i o kolejnych władcach Mekki w XVI wieku. Dlatego właśnie przez prawie 200 lat próbowano zabronić picia tego napoju, przy którym szachiści i hazardziści zmieniali świat na lepszy. Ponieważ wola ludu była silniejsza i żaden zakaz nigdy na dobre nie poskutkował, toteż – jakże mądrze! – w 1687 roku kolejny Sułtan po prostu zalegalizował kawę i kawiarnie, jednocześnie nakładając na nie wysoki podatek. Tym samym było po problemie, a Sułtan znacząco się wzbogacił.

Jak wyglądało to we Francji? Kawa przybyła do kraju w XVII wieku za pośrednictwem Arabów, którzy najpierw sprzedawali ją na ulicy. Bardzo jednak szybko zyskała łaski najwyższych sfer. Zrobiła się więc na nią moda i powstały pierwsze café. W 1686 roku w Paryżu powstał Procope, który istnieje zresztą do dzisiaj. Zakazane dla kobiet kawiarnie przyjmowały największych myślicieli i innych humanistów paryskich, w tym np. Robespierre’a czy też przyszłego Philippe Egalité.

I tak właśnie, także grając w szachy i sącząc kawę, w café przerabiano świat na lepszy również we Francji – która już wtedy gotowała się intelektualnie i politycznie. Kawiarnie stały się miejscem spotkań wizjonerów i oczywiście rewolucjonistów. Tworzyły się tam obozy różnych partii politycznych, myśli się kotłowały, plany tworzyły, a przeciwnicy monarchii przez prawie 100 lat zbierali siły w tych jakże pięknych i inspirujących miejscach. W końcu, w 1789 roku wybuchła Rewolucja Francuska.

Piękna sprawa. Mnie osobiście brakuje café w rozumieniu miejsca, gdzie kotłują się myśli inne niż tych, którzy to przy latte czy mocha chcą się „podlansować”… Może i świata politycznego nie chce się mi się tam spotykać, ale gdzie są takie miejsca, gdzie można z innymi wymieniać myśli?