Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Burger bar – rzućcie mięsem!


Najpierw zabrzęczała mi w uchu jakaś plota, potem posypały się entuzjastyczne recenzje w internecie, wreszcie znajomi jęli się dopytywać (Byłaś już na tych burgerach przy Puławskiej?). Nie mogłam dłużej ignorować rzeczywistości, zwłaszcza że poszukiwanie idealnej bułki z kotletem mam we krwi. Wskoczyłam na rower i popedałowałam w znajome rejony Górnego Mokotowa.

Do obiektu nowego kultu trafiłam z łatwością – znajduje się tuż przy ulicy Puławskiej, chwilę przed stacją benzynową Statoil. Z daleka widać też prosty, nawiązujący do naszej chwalebnej i długiej historii reklamy neon. W środku same gwiazdy – z redaktor prowadzącą Food Service na czele. Wszyscy jednak bez względu na zasobność portfela, pochodzenie, wiek – zbici w ciepłą kupę czekającą na kawałek mięsa. Po chwili gapienia się na wypisane na tablicy menu podbiliśmy z Kuchcikiem do baru. Z szeptów przekazywanych sobie w poirytowanym tłumie dowiedzieliśmy się, że jest i tak tylko wersja podstawowa, czyli klasyczny hamburger bez żadnych tam udziwnień. No i czeka się pół godziny. Zastygliśmy grzecznie w oczekiwaniu na zmaterializowany amerykański sen na polskiej ziemi. Wreszcie pojawił się przed naszym nosem w plastikowym koszyczku, szczelnie zapakowany w papierek, ułożony z atencją obok nachosów z salsą. Cienki kotlecik z polskiej wołowiny Angus w domowej, robionej na miejscu bułce. Odpakowany z papierka rozpadał się, choć smak miał zdecydowany. Przypomniałam sobie mój ranking warszawskich burgerów, który publikowałam tu, na zwierciadle. Tak, ten kawał mięsa włożyłabym miedzy ulubione kotlety. Ale czy w związku z tym osiągnęłam burgerowe spełnienie,  czy moje poszukiwania dorównują już podróży, którą odbył kiedyś Heston Blumenthal w poszukiwaniu hamburgera doskonałego? Heston Blumenthal: In Search of Perfection | HAMBURGER Nie, jak Jack Kerouac wciąż  jestem on the road. Kanapka z Burger Baru ma wiele uroku, ale takiego sentymentalnego, o którym pisała kiedyś Joanna, zwyciężczyni w moim burgerowym konkursie. Przypomina hamburgera domowego, co być może uświadomi wygłodniałym american dream rodakom, jak łatwo jest osiągnąć ten smakowity efekt w domu – bez kolejki, nieciekawych emocji i zmęczenia z którymi mierzą się panowie za ladą Burger Baru. Oraz znacznie taniej. Najlepsze burgery jakie dotąd jadłam, serwował Burgermeister pod wiaduktem kolejowym na berlińskim Krouzbergu. Najbardziej wypasiony kosztował 3 euro. Burger Bar, choć ceny z mojego warszawskiego zestawienia ma najbardziej przystępne, oferuje klasyczny hamburger za 18 złotych. Jeśli sfrustruje Was kolejka w Burger Barze, kupcie nieco tłustego mięsa wołowego (zalecana w programach Magdy Gessler polędwica jest zbyt chuda, lepiej wybierzcie antrykot, rostbef lub karkówkę), fajną bułę, sałatę lodową i ketchup. I rzućcie mięsem! Ale najpierw w domowej kuchni. Burger Bar, ul. Olkuska 2 (róg Puławskiej), nie można płacić kartą Fot.: Basia Starecka


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI