Co masz w pierożku?

Jestem, a właściwie JEM w Bolonii. Tak, Starecka spakowała Kuchcika i poleciała na włoską ucztę. Kiedy czytacie te słowa, zajadam się tortellini, tortelloni lub tortellacci, ewentualnie jestem w Parmie, gdzie zawijam na palcu szynkę parmeńską i tarzam się w parmigiano reggiano. Mam w planach odwiedzić Modenę, by wprost do gardła wlać sobie nieco boskiego octu balsamicznego, z którego to miasto słynie.|Jestem, a właściwie JEM w Bolonii. Tak, Starecka spakowała Kuchcika i poleciała na włoską ucztę. Kiedy czytacie te słowa, zajadam się tortellini, tortelloni lub tortellacci, ewentualnie jestem w Parmie, gdzie zawijam na palcu szynkę parmeńską i tarzam się w parmigiano reggiano. Mam w planach odwiedzić Modenę, by wprost do gardła wlać sobie nieco boskiego octu balsamicznego, z którego to miasto słynie.
Jednak pełną relację ze stolicy włoskiej kuchni zostawiam na powrót. Dziś jako preludium do wybornych włoskich smaków zaserwuję Wam pasta fresca, które przyrządziłam samodzielnie dzięki książce dla takich kulinarnych „talentów” jak ja – „Krok po kroku: kuchnia włoska” (Wydawnictwo RM). No dobrze, właściwie namówiłam Kuchcika, by je zrobił. On zajął się wyrabianiem ciasta (matko, do tego trzeba mieć krzepę!), a ja elegancko i fachowo wycięłam paski makaronu i kwadraciki na pierożki. Farsz składał się z dyni, sera Bursztyn i gałki muszkatołowej. – Jaki tytuł ma książka, której nie chciałaś mi pożyczyć? – spytała mnie parę dni temu Kasia, zachęcona prostymi, łatwymi do przygotowania daniami. „Dobry zwyczaj nie pożyczaj” – przypomniałam sobie powiedzonko mojej babci, szczególnie przywiązanej do swoich ulubionych książek. Z „Krok po kroku: kuchnia włoska” nie mam zamiaru się rozstać – zaręczam, że dzięki niej kuchnia Bolonii i innych włoskich miast stanie się i Wam znacznie bliższa. fot.: materiały promocyjne, mój telefon, 123rf  

reklama