Na czczo w miasto cz. 3

Warszawiacy, zapamiętajcie tę liczbę – 12. I śmiało jedzcie śniadania na mieście. Jest wreszcie gdzie.
– Poproszę do 12 Stolików, na Kruczą – rzucił Sebuszek, wsiadając do taksówki. – Znam, znam. A pan wie, że tam wcale nie ma 12 stolików, tylko 14? – kierowca szepnął konspiracyjnie. – Oni oszukują, zresztą – uniósł się – niech pan sam sprawdzi. Poruszony tą informacją Sebuszek pomyślał, że to niezbyt ładne posunięcie restauratora i pierwsze, co zrobił po wejściu do restauracji, to policzył stoliki. Czternastu się nie doliczył, więc szybko siebie zganił, że tak łatwo dał się nabrać taksówkarzowi. Wybrałam się tam ostatnio z Mintą w ramach naszego projektu „Na czczo w miasto”, aby sprawdzić, czy bardzo modne obecnie miejsce (mimo krótkiego stażu na rynku nominowane do nagrody Knajpa Roku „Gazety Wyborczej”) dostawia stoliki i na jakim poziomie serwuje śniadania. 12 Stolików Jest 9 rano, rześko, lokal czynny od godziny. Obok nas biały, bankowy kołnierzyk śmiga na laptopie i przegryza zestaw śniadaniowy. Zamawiam jajka po benedyktyńsku, Minta bierze swoją ulubioną owsiankę. Na stole najpierw pojawia się jutowy woreczek przewiązany sznurkiem – w środku ciepłe pieczywo. Nie możemy się opanować i chrupiemy pyszne wypieki z masełkiem. Nierozsądnie, ponieważ uroczy kelner przynosi śniadanie. Moje jajka są wspaniałe (25 zł). Trzy idealne sztuki, których nie powstydziłby się Thomas Keller, skwierczący bekon, razowe grzanki i gęsty, aromatyczny sos holenderski. To nie jest zwykłe śniadanie, to prawdziwa uczta. Rozgrzeszam się z kalorii, tym bardziej że śniadanie jest bardzo sycące, wystarcza mi do wieczora. Minta mruczy nad owsianką, która wygląda na molekularne czary-mary. Mogę się tylko domyślać, że jej dopiero co obudzony brzuch ma się dobrze. Cafe 6/12 Kolejne miejsce i kolejna liczba. Dwunastka okazuje się szczęśliwa. Jesteśmy na ulicy Żurawiej pod numerem 6/12, gdzie, nomen omen, od 12 lat działa kawiarnia. Tutaj od rana załatwia się interesy i popija zdrowe soki. A ich wybór jest ogromny! Zuza Ziomecka zdradziła mi, że wykorzystuje nawet małe drapanie w gardle, by przybyć tu na krzepiącą mieszankę miodu, imbiru i cytrusów. Zamawiam ten specjał i szybko się budzę (14 zł). Grzesiek, kelner o uroczym uśmiechu, przekonuje mnie do jajek po marokańsku (26 zł). Długo nie musi, bo jestem fanką jaj. Wybór śniadań jest tu ogromny – 40 różnych propozycji, w tym owsianki, jogurty, omlety, jajka na różne sposoby, domowego wypieku pieczywo i bajgle, croissanty, naleśniki, kanapki i panini (14-28 zł). Zamówione jaja okazują się klasyczną izraelską shakshuką podaną na aluminiowej patelence. Są wyśmienite i, co warte zaznaczenia, przyprawione mocną, egzotyczną mieszanką ziół. Minta znowu konsumuje owies, chyba równie udany jak w 12 Stolikach. Warszawiacy, zapamiętajcie tę liczbę – 12. I śmiało jedzcie śniadania na mieście. Jest wreszcie gdzie. Sprawdźcie wersję Minty! fot.:Małgosia Minta/ Minta Eats, mat. promocyjne FB, 123rf 12 Stolików, ul. Krucza 16/22, Warszawa Cafe 6/12, ul. Żurawia 6/12, Warszawa

reklama