Najpiękniejszy kelner w mieście

Marzył mi się taki ranking. Oczami wyobraźni widziałam słupki głosów ścigających się ze sobą.|Marzył mi się taki ranking. Oczami wyobraźni widziałam słupki głosów ścigających się ze sobą.
A tu klops. Przystojnych kelnerów jest tylu, ilu przystojnych Polaków. Czyli mało. Właściwie chodzi o coś innego, a mianowicie o proporcje. Kiedyś zawód kelnera wykonywali wyłącznie mężczyźni, dzisiaj z tacą biegają głównie kobiety. Nie wiem do końca, dlaczego tak się dzieje. Czy to wabik na klienta mężczyznę, czy może kwestia charakteru? Czyżby kobiety lepiej znosiły mordęgę w tym, jak by nie patrzeć, służalczym fachu? Nie zapomnę pewnego głośno żalącego się kelnera: „Nie rozumiem, jaką satysfakcję mógłbym czerpać z tego zawodu. Że dobrze podałem łososia?”. Kiedy pojawiła się sieć restauracji (powiedziane mocno na wyrost) Sphinx, licealistki chodziły tam stadnie po to, by przy jednej porcji frytek podziwiać urok męskiego personelu. Okazało się, że kobiety zwracają uwagę na to, kto je karmi i czy jest w stanie odpowiednio pobudzić ich apetyt. Nie ma bowiem nic bardziej przyjemnego od miłego, czarującego mężczyzny witającego nas przy wejściu do restauracji. Pomoże zdjąć płaszcz, naleje wina i wybierze z długiego menu coś w sam raz dla nas. Jeśli rzuci do tego dowcip i będzie odpowiednio szarmancki – zamówimy i przystawkę, i zupę, i drugie danie, a nawet deser. Korzystają więc wszyscy. Chcąc stworzyć przewodnik dla pań, które wbijając ząb w kotlet, chciałyby sobie jeszcze popatrzeć, przemierzyłam wiele restauracji, by kątem oka obserwować personel. Bywało różnie. Jedno miejsce wygrało w cuglach. Kiedy byłam tam pierwszy raz, obsługujący mnie i grupkę znajomych kelner o wielkich, smutnych, migdałowych oczach niepostrzeżenie uwiódł zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Biliśmy się o to, kto zostawi mu większy napiwek. Wracałam tam jeszcze o różnych porach. Z zaskoczenia atakowałam zarówno o poranku, by zastać rozkosznie seksowną w swoim zaspaniu obsługę, jak i późnym wieczorem. Za każdym razem było coraz lepiej. Już zdradzam, gdzie to jest… w Słonym, nowym miejscu Magdy Gessler. Restauracja znajduje się na ulicy Pięknej 11. Serwuje małe dania na ząb, do zjedzenia na jednej nodze, i jest miłą alternatywą dla reszty tego typu „zakąszarni”. Wypisane na markizach hasło: „stoisz / gadasz / jesz / pijesz / poznajesz / uśmiechasz się” staje się rzeczywistością. Są tu przede wszystkim sznytki, kanapki na pysznym razowym chlebie z szerokim wyborem dodatków (m.in. pasty jajeczne, tatar ze śledzia, mortadela, kaczka z żurawiną, pasty z wątróbki). Oprócz tego w karcie znajdziecie różnego rodzaju przysmaki, np. białą kiełbasę podaną na konfiturze z czerwonej cebuli o wymownej nazwie – Tryskająca kiełbasa… a do tego wino, szampan i piwo. I wreszcie – są tu najpiękniejsi kelnerzy w mieście. Bruneci i blondyni, postawni i delikatni, męscy i filigranowi – jednym słowem, galeria adonisów, dla których można kompletnie oszaleć i jeść sznytki cały dzień. W programie „Kuchenne rewolucje” Magda Gessler przedstawiana jest jako kreatorka smaku. Ja bym dodała, że ma także doskonały gust, jeśli chodzi o mężczyzn. Tylko wytrawne oko mogło wybrać tak różnorodną gamę ucieleśnień damskich fantazji. Dodajmy, że niezwykle zaostrzających apetyt.

reklama