Ostryga ma smak kobiety

Dawno, dawno temu Casanova jadł ich na śniadanie 40 i to podobno im zawdzięczał rekordowe miłosne podboje. Dziś do restauracji Fusion w hotelu Westin wpada pewien Francuz, który zjada ich 80 na raz. Ciekawe, czy odnotowuje lepsze wyniki w ars amandi.|Dawno, dawno temu Casanova jadł ich na śniadanie 40 i to podobno im zawdzięczał rekordowe miłosne podboje. Dziś do restauracji Fusion w hotelu Westin wpada pewien Francuz, który zjada ich 80 na raz. Ciekawe, czy odnotowuje lepsze wyniki w ars amandi.
Na ich legendę i miano najskuteczniejszego afrodyzjaku wszech czasów pracowały pokolenia, głównie literatów. To dzięki nim reszta mogła – poprzez lekturę książki – posmakować kulinarnego symbolu luksusu. Dziś ostrygi są powszechniejsze – w wielu metropoliach można je zjeść nawet w centrach handlowych, choć wciąż raczej luksusowych, jak londyński Harrods czy berliński KaDeWe. W Warszawie nie doczekaliśmy się jeszcze Oyster Baru, ale w restauracji Fusion do końca lutego można spróbować smakującego morzem specjału. Wybieramy się tam w babskim gronie, z Agnieszką, Kozak i Mintą. Na miejscu wita nas Sebastian Kornacki, sous chef w hotelu Westin. – Czytałam, że ostryga smakuje jak kobieta – zagaja któraś z nas, a wszystkie wstydliwie spuszczają oczy na widok „glutowatych” zawartości kostropatych muszli ułożonych na lodzie. Przypominam sobie moją pierwszą z nimi przygodę. Ostatni wieczór w Paryżu postanowiliśmy z ojcem uczcić ostrygami i szampanem w jednym ze staroświeckich bistro na Saint-Germain. Pamiętam, że niepomna przykazań o delikatnym kąsaniu i przełykaniu kosiłam je hurtowo z piętrowych konstrukcji srebrnych tac obsypanych lodem. Niestety, już w drodze powrotnej musiałam się z nimi pożegnać. Zdecydowanie nie chciały lecieć ze mną do kraju. Widok naszego stołu w restauracji Fusion wzbudza mój entuzjazm. Przy pierwszej ostrydze udekorowanej cytrynową pianą i hawajską solą morską przypomina mi się ten wyjątkowy smak morza i charakterystyczny słono-kwaśny chłód śliskiej istoty. Przy drugiej poznaję zaskakujące orientalne wcielenie ostrygi – z sosem sojowym, świeżym imbirem, kolendrą i pikantną salsą z zielonego chili. Przy trzeciej, zanurzonej w tempurze, już się trochę krzywię – tłuszcz ciasta przydusza przywiezioną z Holandii dziewczynę, ale pikantna sałatka z mango i papai, na której ostryga spoczywa, dodaje jej pożądanego wigoru. Moja faworytka – z sosem sojowym, świeżym imbirem, kolendrą i pikantną salsą z zielonego chili Z drugiego zestawu ostryg, tym razem zapiekanych, uwodzi mnie ta pod żółtym kożuszkiem z sosu holenderskiego. Mam ochotę wytaplać w nim całe pieczywo. Orgiastyczną ucztę kończymy gęstym rozgrzewającym kremem z pora, podanym z grzanką z anchois i czarnymi oliwkami oraz z szaszłykiem z krewetek i pieczonych ostryg. Sebastian pokazuje nam jeszcze, jak należy otwierać ostrygi, a my przejęte wymyślamy dla nich kolejne kobiece imiona. Jakie, to już pozostanie naszą tajemnicą. fot.:Małgosia Minta/ Minta Eats      

reklama