Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Polska – Grecja 1:1, czyli mizeria vs tzatziki


Na Euro miałam wyjechać. Ominąć te wszystkie sportowe emocje, zamknięte ulice, najazd turystów.

Pech jednak chciał, że zostaliśmy w Warszawie, a ja miałam zmierzyć się z piłkarską gorączką. Zaczęło się już w pracy, bo lokalizacja przy ulicy Karowej ma ten wyjątkowy przywilej, że zawsze jest w centrum wydarzeń – smoleńskich, solidarnościowych, rocznicowych, no i jak się okazuje również sportowych. W dodatku obok naszego biura jest też hotel Bristol, w którym parę dni temu ulokowała się drużyna rosyjskich piłkarzy, a wraz z nimi pojawił się kordon zwartej w szyku policji pod naszymi oknami. Na tę okoliczność polubiłam nawet stronę na fejsie: „Mam w dupie Euro”. I pewnie trwałabym w tym swoim braku entuzjazmu do Euro dalej, gdyby nie głód, który mnie wypędził na Krakowskie Przedmieście. Schowana za ciemnymi okularami, skupiona na znalezieniu miejsca, w którym żadna raca nie trafi mnie w głowę, znalazłam się raptem w tłumie spalonych słońcem twarzy – greccy kibice tańczyli Zorbę. Przystanęłam zauroczona, podobnie jak reszta przechodniów. Grecy, którzy w bardzo szybkim tempie stracili sympatię mieszkańców całej Unii Europejskiej śmiali się beztrosko. – Do roboty, pierd… nieroby! – rzucił ktoś życzliwy, a ja na przekór pomyślałam, że chętnie wezmę udział w tej pięknej katastrofie. W restauracji Paros jest dokładnie tak jak we wspomnieniach z moich wszystkich greckich wakacji. Serdecznie, smacznie i spokojnie. Wnętrze urządzono oszczędnie i konsekwentnie, nie ma tu turystycznego szajsu, tylko piękny turkusowy błękit morza śródziemnego, białe drewniane lekkie meble i pełno kwiatów. Przestronne i jasne wnętrza restauracji powiększone zostały o rozległy ogródek, w którym z przyjemnością zasiadłam obok Greków brzdąkających na gitarze. Po krótkim pobycie na greckich wyspach, najedzona i lżejsza o parę złotych opuszczałam Paros z poczuciem, że jeszcze tu wrócę. Czekadełko – dwie malusieńkie kromki chleba, miseczka z oliwkami i druga pusta rynienka pewnie na oliwę, której mi niestety nie podano. Chlebki pita (3 zł) i pasta z czarnych oliwek (6 zł, bardzo słona). Jest wreszcie oliwa! Smażone kalmary – smak wakacji! (25 zł) Gicz jagnięca zapiekana w pergaminie z warzywami i greckimi serami (46 zł) Paros, ul. Jasna 14/16a, Warszawa Fot. Basia Starecka


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI