Starecka na detoksie

Pietruszka. Odtruwa wątrobę i skórę. Oczyszcza mięśnie narządów płciowych i układu moczowego, przyśpiesza krążenie krwi, zwiększa ukrwienie skóry, nerek i narządów płciowych. Nasila doznania seksualne, popęd płciowy. Przyśpiesza osiągnięcie orgazmu. Czego chcieć więcej?
Z maila od znajomej dziennikarki: „Co u Ciebie słychać? Wydaje mi się, że z tą Nakarmioną Starecką to jakaś ściema – wyglądasz, jakbyś jadła dość niewiele;)))”. A jednak. Przez ostatnie pół roku wzmożonego stołowania się w warszawskich jadłodajniach wyhodowałam sobie zimową oponę asekuracyjną. Kto zna uczucie spoconej fałdy na brzuchu, wie, że nadszedł czas. Czas na mały detoksik. Kaśka: Musisz pić codziennie na czczo wywar z pietruszki. Szukam, czytam. Ma podobno działanie niezwykle oczyszczające z toksyn. Idealne dla kogoś, kto stołuje się na mieście. „Wzmaga wydzielanie żółci, odtruwa wątrobę i skórę. Tonizuje mięśnie narządów płciowych i układu moczowego, przyśpiesza krążenie krwi, zwiększa ukrwienie skóry, nerek i narządów płciowych. Nasila doznania seksualne, popęd płciowy. Przyśpiesza osiągnięcie orgazmu”. Oh, yes please! Kaśka wie, co mówi, jest weteranką diet. Kiedyś na moich oczach o mało nie zeszła na Ducanie. Byłyśmy właśnie w „Między Nami” i od śmierci głodowej uratowały ją krewetki… z wody, bez masła, oczywiście. Czy muszę dodawać, jakie wrażenie zrobiło ich zamówienie na obsłudze? Daleko mi do dietetycznego szaleństwa, jeść nie przestanę, ale narzucam sobie 3 wiosenne zobowiązania wpisane w plan dnia. Rano – wspomniana pietruszka. Kaśka zaleca tydzień hardkoru: natkę pietruszki zalewamy litrem wody, gotujemy 15 minut i wypijamy na czczo. Po tygodniu można pietruszkę miksować z innymi plonami matki ziemi, by już z rana mieć w brzuchu zapas witamin na cały dzień. Po południu – ruch. Umówmy się, przejażdżka rowerem do i z pracy to raczej rekreacja, oszczędność na bilecie miesięcznym i ucieczka przed nieświeżym oddechem tłumu w autobusie, a nie prawdziwa walka o talię. Obiecuję więc sobie, że po pracy przez godzinę będę skakać na skakance (podobno bosko modeluje sylwetkę) albo biegać (interwałem, nie chcę przecież wypluć płuc), na zmianę. Wieczorem – koniec z podnockiem! To zwyczaj, który kultywowano w moim domu. Strzałem kalorii leczono bezsenność, również u dzieci, wręczając snującym się i marudzącym potworom ubranym w nocne koszulki ciasto drożdżowe i szklankę mleka na „dobry sen”. Od dziś nie jem po 19. Bój się, sadło!  

reklama