Starecka za granicą – Parma i Modena

Parma to stolica sera i świńskiej nogi, Modena – octu balsamicznego.
Jak donoszą mi wtajemniczeni szpiedzy kulinarni, z trójki tenorów to Luciano Pavarotti miał największy apetyt i wyjątkowe wymaganie: przed każdym ze swoich koncertów musiał zjeść risotto. Proste i tradycyjne, choć z pewnym zakrętasem. Risotto, przyrządzone według klasycznej receptury, miało być zabarwione czarnym sosem wyciśniętym z kałamarnicy, a na wierzchołku dania miał spoczywać płatek złota. Niektórzy wierzą (potwierdziły to jakieś badania, oczywiście wykonane na jednym z amerykańskich uniwersytetów), że rozpuszczające się delikatnie na języku złoto w takiej postaci ma zbawienny wpływ… na erekcję. Przykład Pavarottiego, który rozwiódł się z żoną dla młodszej od siebie o 30 lat sekretarki, zdaje się to potwierdzać…

reklama

Przed każdym koncertem Luciano Pavarotti zjadał risotto z płatkiem złota

Modena octem płynąca

Do Modeny, gdzie urodził się i zmarł Pavarotti, jechałam z dużą ciekawością. A to głównie za sprawą octu balsamicznego (aceto balsamico), z którego miasto słynie. Mała buteleczka tradycyjnie wyrabianego produktu musi leżakować od 15 do 25 lat. Kosztuje od 40 do 80 euro, ale warta jest swojej ceny. Do przyprawienia potrawy wystarczy zaledwie kilka kropel tego specyfiku. Drugim powodem był targ przy placu XX Settembre z ponad 40 stoiskami kipiącymi regionalnymi serami, wędlinami oraz warzywami.

Targ okazał się być ukryty w jednej z kamienic. Po przekroczeniu progu naszym oczom ukazała się główna aleja prowadząca prosto do urokliwej fontanny z bosą dziewczyną niosącą kosz zakupów. Szybko przybyło nam pakunków, a do tego zwęszyliśmy stoisko z gotowymi przysmakami. Wybraliśmy różne wariacje na temat cukinii i szybko uciekliśmy do pobliskiego parku na piknik.

Cukinia zapiekana w cieście z serem i prosciutto cotto oraz brokułowy flan. Spałaszowaliśmy jeszcze chipsy z karczochów, marynowane karczochy, rostbef i pomarańcze z Sycylii…

Parma – stolica świńskiej nogi

Z pełnymi brzuchami wsiedliśmy w pociąg, by wpaść do Parmy, jednej z wielu atrakcji położonych blisko Bolonii. Parma to, jak wiadomo, stolica świńskiej nogi, z której produkuje się najsłynniejszą włoską szynkę (prosciutto di Parma), oraz parmezanu (parmigiano reggiano). Byliśmy już jednak tak najedzeni, że miejsca starczyło tylko na deser w jednej ze starych uroczych cukierni przy via Farini, gdzie na espresso wpadają sąsiedzi i przy okazji dają się namówić sprzedawcom na małą pralinkę. Ja wolałam po wcześniejszym obżarstwie mediolańskie campari. Ciekawa jestem, co popijał znany parmeńczyk Bernardo Bertolucci, gdy kręcił tak śmiałe dzieło, jakim jest „Tango w Paryżu”…