Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Starecka za granicą – Bolonia, odc. 3


W bolońskiej księgarni pomiędzy regałami z książkami działa wyjątkowa restauracja. Eataly to koncept księgarskich i kulinarnych delikatesów, gdzie konsumuje się literaturę i potrawy sygnowane znakiem włoskiego slow foodu.

Idąc ulicami Bolonii, trzeba mieć wyostrzone zmysły wzroku i słuchu, a zwłaszcza węchu. Łatwo bowiem zapatrzeć się na przesłaniające świat świńskie nogi, czyli szynki parmeńskie, i przeoczyć coś równie smacznego. – Kochanie, to jakaś księgarnia – marudził zmęczony wędrówką od sklepu do sklepu Kuchcik, kiedy próbowałam zaciągnąć go między ładnie wyglądające przez szklane drzwi regały z książkami. Weszliśmy. Jak się okazało, Eataly (via degli Orefici) to nie jest zwykła księgarnia, ale restauracja ukryta wśród regałów, na których leżą nie tylko książki, ale i delikatesy z całych Włoch. Oniemiali stanęliśmy w kolejce pomiędzy książkami kucharskimi i zapisaliśmy się na listę oczekujących na stolik. Kiedy na dobre zatopiliśmy się w lekturze książki dwóch starszych pań od 40 lat wyrabiających makaron, śniady Włoch z notesem w ręku krzyknął imię Kuchcika. Usiedliśmy w gwarnym tłumie ucztujących Włochów i z apetytem przyglądaliśmy się ich talerzom. Zamówiliśmy zupę cebulową z 24-miesięcznym parmigiano reggiano i grzanką (zuppa di cipolle gratinata al parmigiano reggiano 24 mesi „gennari”), flaki cielęce na białym winie z grzybami polówki wiązkowej i wongolami (trippa di vitello de „la granda” di razza fassone piemontese in bianco con funghi pioppini e vongole), rybę serwowaną na bietoli (filetto di pesce del giorno alla pasta con bietole in zimino) oraz makaron z wongolami, mulami i przegrzebkami (linguine in frutti di mare). Popijaliśmy prosecco i piwo Trentatre – gęste, mętne o wyjątkowym miodowym smaku. Aż 80 proc. potraw i produktów w karcie ma certyfikat nadany przez regionalne prezydia slow food. W Polsce ruch slow food staje się coraz bardziej popularny, ale do Włochów wciąż nam daleko. W Warszawie co prawda funkcjonują już restauracje popisujące się slowfoodowymi hasłami, ale z ruchem tym mają niewiele wspólnego, bo jak mogą mieć, skoro w lutym serwują świeże pomidory, szpinak i… truskawki. Jeden ser z Frontiery w menu nie wystarczy, by nazywać się slowfoodową restauracją. Organizacja Slow Food ma swój początek właśnie we Włoszech. Powstała w 1986 r. z inicjatywy Carla Petriniego, który do dziś jest jej przewodniczącym. Celem ruchu jest przeciwdziałanie złym nawykom żywieniowym, pomoc małym regionalnym producentom żywności wytwarzanej tradycyjnymi metodami oraz ochrona prawa do smaku. Eataly to sieć delikatesów oferujących włoskie specjały produkowane przez małe, tradycyjne manufaktury rozsiane po całych Włoszech. Ich motto brzmi: gotujemy z tego, co sprzedajemy, i sprzedajemy to, co ugotowaliśmy. Prawdziwość tej idei można sprawdzić w Turynie, Mediolanie, a nawet Nowym Jorku i Tokio. Boloński Eataly to dwupiętrowy sklep, księgarnia, restauracja i kawiarnia w jednym. Oszołomieni niezwykle wyrafinowanym posiłkiem, który zjedliśmy w zupełnie bezpretensjonalnym i swobodnym miejscu (za wszystko zapłaciliśmy około 50 euro), kupiliśmy parę produktów Eataly z małych włoskich manufaktur. Benissimo! Szczęśliwi poszliśmy jeszcze na gelato do cukierni Venchi (via Drapperie). Wybrałam dwa smaki – gorzką czekoladę z pomarańczą i panna cottę. Ech, musimy tam kiedyś wrócić! Fot: Ja, Kuchcik Bolonię zwiedzałam z przewodnikiem Lisy Gerard-Sharp „Kieszonkowy przewodnik: Bolonia, Parma, Ferrara, Rawenna, Rimini od środka”, Wydawnictwo RM


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI