Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Zielony Żoliborz, włoski Żoliborz


Kto raz tu trafi, będzie wracać zawsze. A to ze względu na rodzinną atmosferę, właściciela, który wita od progu i zagaduje gości przy stoliku, zgraną i wesołą ekipę kucharzy pracujących pod czujnym okiem szefa kuchni, przede wszystkim jednak ze względu na włoskie jedzenie.

Kotłownia to kolejny atut zielonego Żoliborza, dzielnicy, która staje się modnym azylem dla rozpędzonej Warszawy. W lokalu urządzonym w starej, spółdzielczej kotłowni, wśród zabytkowych modernistycznych osiedli z lat 20., celebruje się picie wina i smakuje śródziemnomorską kuchnię. Wnętrze, choć nieco industrialne, jest przytulne, obsługa – fachowa, serdeczna i uśmiechnięta. Ciężkie, drewniane stoły stoją dość blisko siebie, można więc po włosku zajrzeć w talerz sąsiada, a także podglądać pracę kucharzy w otwartej na salę kuchni. Jeszcze lepszy widok na przygotowywane dania będą mieli ci, którzy wybiorą stolik na antresoli. Do Kotłowni wpadam porozmawiać o interesach, poplotkować z koleżankami przy butelce Prosecco, zjeść rodzinny obiad, a nawet po spacerze z ubłoconymi psami… Wiem, że standard zawsze będzie wysoki, a dania, które lubię, niezmiennie smaczne. To wielka zaleta tego miejsca – posiłki przygotowane z wielką dbałością o jakość składników i przemyślane w najdrobniejszym szczególe. Ta kuchnia inspiruje, bezczelnie kopiuję w domu dania, które znam z Kotłowni: zupę krem z dyni z imbirem i pomarańczami czy krewetki na warzywnym tagliatelle (takie rzeczy można zrobić z marchewki?!). Jeden z właścicieli tego miejsca, pan Leszek, jest wielkim pasjonatem wina. Z włoskich podróży po małych, lokalnych, rodzinnych winnicach przywozi wina wyjątkowe, których nie można dostać nigdzie indziej. Zna historię każdej butelki i chętnie ją opowiada. Co jakiś czas zaprasza producentów tych win na zielony Żoliborz i wydaje wówczas kolację złożoną ze specjalnie na tę okazję przygotowanych dań. Zdarzyło mi się już dwukrotnie uczestniczyć w spotkaniu z włoskimi gośćmi – za każdym razem byłam urzeczona i nimi, i kolacją. Ostatnią wizytę wspominam szczególnie. Próbowaliśmy z Kuchcikiem toskańskich win z winnicy pana Luki Tiberiniego, który wraz ze swoją małżonką towarzyszył nam przy kolacji. Skosztowaliśmy pięciu jego flagowych produkcji pochodzących z 18-hektarowego gospodarstwa w pięknym miasteczku Montepulciano w prowincji Siena. Zaczęliśmy od mocnego białego wina (14%) o zdecydowanym charakterze. Później sączyliśmy czerwone Nobile oraz Virgulto, przy okazji dowiedzieliśmy się, że rodzinny biznes pana Luki koncentrował się kiedyś na dostarczaniu do miejscowych parafii win mszalnych, które we Włoszech z reguły mają około 18%! Pan Luca wyznał również, że kilka razy dziennie robi obchód winnicy i za każdym razem kosztuje swoich produktów. Patrząc na lekko zamglone, choć magnetyzujące oczy jego żony, która co chwilę dolewała sobie wina, pomyślałam, że byłoby to idealne rozwiązanie dla mnie. To znaczy, gdyby Kuchcik miał winnicę gdzieś w Toskanii… Do win skomponowano specjalne menu, które składało się z: tartaletek z musem z gęsiej wątróbki, parfait z łososia z kwaśną śmietaną, tatara z tuńczyka z marynowanym imbirem i świeżą kolendrą, prosciutto di Parma z grzankami z gorgonzolą oraz świeżymi figami smażonymi w miodzie, górki cielęcej duszonej z tymiankiem z warzywną caponatą i sosem smardzowym oraz sernika z mascarpone. Jedzenie było wyśmienite, wina miały moc, a winiarz okazał się gawędziarzem – było więc bardzo wesoło i iście po włosku. Tak będzie pewnie i tym razem, dlatego jeśli nie macie planów na jutro (3 marca), pozwólcie sobie na dolce far niente. Mnie tym razem niestety nie będzie. Co prawda czekają mnie podobne przyjemności – ale w Bolonii. Relacja z wyjazdu już w przyszłym tygodniu! 3 marca, godz. 19, restauracja i skład win Kotłownia, ul. Suzina 8 Spotkanie z Vincenzo Angelinim z winnicy Poderi Angelini, która obecnie obejmuje około 100 hektarów gajów oliwnych i winnic. Produkowane tam wina są charakterystyczne dla półwyspu Salento (zwanego we Włoszech „Piętą”) oddzielającego Adriatyk od morza Jońskiego. Dominują tam wapienne skały, klimat jest dość gorący, jednak ze względu na bliskość morza upał nie jest dokuczliwy. W czasie kolacji będzie można spróbować win: Primitivo di Manduria DOC, Negroamaro del Salento IGT, Susumaniello IGT, Fiano Salento IGT, Chardonnay Salento IGT. To wina ciężkie, pełne zapachów i smaków ciemnych owoców, szorstkie i mocne. Winogrona są przed fermentacją podsuszane – po odparowaniu z nich wody zwiększa się zawartość cukru w stosunku do objętości owoców. To powoduje, że w procesie fermentacji można uzyskać wyższą zawartość alkoholu (w przypadku Primitivo – 15,5%) oraz specyficzny bukiet i smak. Menu zaplanowane na kolację 3 marca: kruche korpusy z tatarem z wędzonego pstrąga i korniszonami minitatar wołowy na grzance z razowca bruschetta z pomidorami, bazylią i salami Milano koreczki z sera Taleggio z mango i melonem tiule z parmezanu nadziewane ricottą i suszonymi pomidorami oliwki faszerowane korpusy z ciasta francuskiego z musem z wątróbek doprawionym porto kozi ser zapiekany w cieście filo z sałatką z roszponki i dresingiem miodowym eskalopki wieprzowe w specku z ziemniakami gratin i zielonym warzywami w maśle szałwiowym włoska beza z bitą śmietaną, żurawiną i pistacjami Koszt udziału w imprezie: 200 zł od osoby. Restauracja i skład win Kotłownia, ul. Suzina 8, Warszawa Fot. materiały promocyjne


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI