Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Zuza Ziomecka: odkryłam, na czym polega różnica między żarciem a jedzeniem


Gdzie zaradzić kulinarnym kryzysom rodziny, zaprowadzić cudzoziemca w Warszawie, kupić najdroższą drożdżówkę na świecie i zjeść bajgla z chrupiącym bekonem? Zuza Ziomecka odpowiada na pytania kulinariusza, zdradzając również, skąd kulinarni analfabeci biorą przepisy, jeśli skrajna sytuacja zmusza ich do wejścia do kuchni.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia (Twoje ulubione restauracje i kawiarnie, do których zawsze wracasz)

  • Rucola (ul. Miodowa 1 i ul. Francuska 6 – obecnie w remoncie) kusi wszystkimi grzechami głównymi. Najlepsza pizza w mieście, pyszne makarony, sosy truflowe i – mój Boże – wiele więcej.
  • Bastylia na placu Zbawiciela – szybko i smacznie. Jeśli jest otwarta, to w razie kryzysu w domu cała rodzina przeżyje.
  • Beirut (ul. Poznańska 12) – falafel mix kosztuje 12 zeta i zaspokaja głód w centrum miasta w okolicznościach fajnego barowego wnętrza i wśród znajomych twarzy.
  • Delizia (ul. Hoża 58/60) to wysoka półka włoszczyzny. Prawdziwy Włoch podaje aperitif, wychwala dania spoza karty i podaje naprawdę wysmakowane jedzenie w niepretensjonalnym wnętrzu.
  • U Kucharzy (ul. Ossolińskich 7) – z cudzoziemcem pod rękę wkraczam tu na popisowe obiadki, by pokazać Polskę od dobrej strony.
  • Słodki… Słony (ul. Mokotowska 45) – Gesslerowej niestety. Te ceny i wnętrza, od których zęby bolą, da się przeżyć, jeśli pod koniec drogi przez mękę znajduje się Boży Dar –  najdroższa i zarazem najbardziej orgazmiczna drożdżówka na świecie. Kobiety ciężarne niech kupują na własne ryzyko.
  • KredKa Fe przy placu Zbawiciela (al. Wyzwolenia 14) to moje ulubione miejsce do chodzenia z dziećmi.

Głodnemu chleb na myśli (Miejsce z jedzeniem na wynos, które ratuje Cię od śmierci głodowej na środku ulicy) Efes Kebab (al. Niepodległości 80, ul. Francuska 1), Pho 14 (ul. Noakowskiego 14) i wyżej wymieniona Bastylia. Czuję miętę do… (Danie, przysmak, do którego masz prawdziwą słabość) Wspaniały stek z polędwicy wołowej – taki, jaki robi mój facet, oraz Butchery & Wine (ul. Żurawia 22). Kocham dobre sushi, ale tylko Sakana jest warta wyprawy na miasto. Tyle że dla dzieci niestety nic nie mają i nie pozwalają wnieść dla nich dań z zewnątrz. Szkoda. Cafe 6/12 (ul. Żurawia 6/12) i te ich bajgle są nie do zastąpienia. Kiedy byłam w ciąży, jadałam u nich wersję z chrupiącym bekonem przynajmniej raz w tygodniu!  Ich soki na przeziębienie – z imbirem, miodem i owocami – są tak dobre, że zamawiam je przy najmniejszym drapaniu gardła. Pieprzna historia (Wspomnienie smaku z podróży) Był taki lokal przy parku, obok którego mieszkałam w San Francisco. Właśnie tam, w Alamo Square Seafood Grill, odkryłam, na czym polega różnica między żarciem a jedzeniem. Żarcie jest bowiem czymkolwiek, co zapełni brzuch. Tymczasem jedzenie zaspokaja o wiele więcej. Ryby z pieca z piure z wasabi, które jadałam w tej restauracji, były tak pięknie podane i tak niezwykle pyszne, że chodziłam na nie nawet sama. Szukałam tam pocieszenia, kiedy miałam doła, celebrowałam małe chwile zwycięstwa albo uciekałam tam od rzeczywistości, zaczytując się w książce. Bułka z masłem (Danie, które potrafisz zrobić samodzielnie) Może to wstyd się przyznać, ale jedno z moich niewielu popisowych dań nauczyłam się robić z przepisu, który przyniósł mój syn ze szkoły gotowania Little Chef’s. Chyba jednak właśnie dlatego, że przepis na indyjską zupę z soczewicy Dal jest tak dziecięco prosty, udaje mi się czasem ją zrobić. Zawsze jest pyszna. Boże, jaka jestem głodna. Umiem też robić ciasteczka z kawałkami czekolady. No, właściwie to w Ameryce umiałam, ale subtelne różnice w mące i Bóg wie czym jeszcze sprawiają, że pieczenie tych ciastek w Polsce odbywa się z różnymi przygodami. Nawet jeśli w formie ciasteczka przypominają bardziej kraksę na drodze, smak jest zawsze świetny i zarówno dzieci, jak i znajomi wyrywają je sobie z rąk, a potem zbierają okruszki z talerza mokrym palcem. Musztarda po obiedzie (Miałam okazję, ale nie spróbowałam) Ja nie jem wątróbki. Uważam, że wątróbka to jest odpowiednik sitka nad odpływem wody w kabinie prysznicowej, z której korzystają bardzo owłosieni i rzadko myjący się pracownicy MPO. Raz zrobiłam wyjątek u mojej przyjaciółki, której mama przygotowała ten organ z jabłkami. Udało mi się zjeść i nawet nie miałam zastrzeżeń. Jednak byłam wtedy pijana i nie zamierzam już nigdy więcej nabrać się na taki numer. Deska ratunku (Skąd kulinarni analfabeci biorą przepisy, jeśli skrajna sytuacja zmusza ich do wejścia do kuchni?) Dla niektórych to będzie telefon do przyjaciela lub matka. Dla mnie to jest „How to Cook Everything” Marka Bittmana. Zajebista biblia przepisów na wszystko w podstawowej wersji, z wyjaśnieniem pojęć i podpowiedzią, jak robić inne wersje. A aplikacja na iPhone’a pozwala wyszukiwać przepisy po składniku (o, bakłażan! To się je?) i zrobić od razu listę zakupów, by daną potrawę przygotować. Cool! ZUZA ZIOMECKA Redaguje magazyn dla rodziców „Gaga”, współprowadzi „Małą Czarną” w TV4.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI