Co zjedzą zwycięzcy konkursu walentynkowego?

Jeśli obydwoje lubicie rozkosze związane z jedzeniem – nie ma lepszego pomysłu na walentynkowy prezent, niż kolacja. Zwłaszcza taka, która zapiera dech w piersiach, podkręca zmysły, sprawia, że chce się odkrywać. Prawdziwa przyjemność. Taka jest nagrodą w naszym walentynkowym konkursie i taką można zjeść w restauracji Aruana w Hotelu Narvil w Serocku. |Jeśli obydwoje lubicie rozkosze związane z jedzeniem – nie ma lepszego pomysłu na walentynkowy prezent, niż kolacja. Zwłaszcza taka, która zapiera dech w piersiach, podkręca zmysły, sprawia, że chce się odkrywać. Prawdziwa przyjemność. Taka jest nagrodą w naszym walentynkowym konkursie i taką można zjeść w restauracji Aruana w Hotelu Narvil w Serocku.
Położony przepięknie wśród drzew nad Zalewem Zegrzyńskim Narvil wybrany został przez Olę Kwaśniewską na miejsce jej wesela – czy to nie wystarczająco romantyczna rekomendacja? W środku przestronnego, jasnego hotelu mieści się zaciszna sala Restauracji Aruana, w której nagradzani szefowie kuchni Adam Kotomski i Witek Iwański serwują wyrafinowane dania. Na Walentynki przygotowali specjalne menu, którego będzie można tam skosztować tylko pomiędzy 14 a 17 lutego! Aby przygotować zmysły do uczty kucharze proponują zestaw czterech amuse bouche. „Krwawa mery” z smażonym jarmużem to wariacja na temat popularnego drinka przykryta chrupiącym chipsem z najmodniejszego warzywa tego roku: zaskakujące połączenie konsystencji szykuje na następne niespodzianki.  Podawany w – nie zdradzimy jak! – ciekawy sposób krem z kalafiora z nutą czarnej czekolady i trufli to najciekawszy shake, jakiego być może będzie wam dane skosztować w życiu, a do tego połączenie afrodyzjaków: czekolady i trufli w aksamitnym płynie. Domowe chipsy z topinambura z ciepłym majonezem i algami fundują przyjemności paru ciekawych faktur: jedliście kiedyś majonez ubity jak pianka? I w końcu granita buraczana z miodem i płatkami Fois Gras – jednocześnie orzeźwiająca i uspokajająca, pieszcząca język – jak kulinarna zagadka do rozwikłania. Kucharze pozwalają tego wieczoru wybierać wśród przystawek i dań głównych. Nasza rada? Niech każde z was weźmie coś innego: jedzeniem należy się karmić! Dzięki temu możecie skosztować zarówno wędzonych małży Św. Jakuba na puree z śliwki i sosem z czerwonym kawiorem jak i łososia gotowanego w niskich temperaturach z zielonym puree koperkowym, plastycznym żółtkiem i kwiatami jaśminu. Pierwsze danie to wiadomo – afrodyzjak: jednocześnie kremowa i sprężysta faktura uzupełniona jest idealnie zgranymi kulkami kawioru. Z kolei łosoś – przygotowany metodą sous-vide – kusi niezwykle soczystym, różowym mięsem i wiosennym towarzystwem groszkowych nut. Podawaniu zupy towarzyszy rytuał: na płatki liofilizowanej krwistej pomarańczy i drobiny malin wylewany jest piękny, pomarańczowy płyn. To krem dyniowy z malinami, suszoną krwistą pomarańczą i rukwią wodną.  Korzenne aromaty zupy odświeżają owoce, rukiew chrupie a konsystencja kremu rozpływa się w ustach. Dylemat pojawia się znów przy daniu głównym: różowe plastry kaczki z parfait z owoców leśnych, młodą marchewką, sosem z lubczyku i pudrem z białej czekolady czy… turbot smażony w czarnym pieprzu z cynamonowymi „ciasteczkami”, słodko ostrą kapustą pekińską i galaretką borówkową? O ile uwielbiamy kaczkę i jest ona jednym z piękniejszych dań, które widzieliśmy w życiu, turbot to niezwykłe, energizujące połączenie z lekką azjatycką nutą. Obydwa dania to fuzje smaków, aromatów i faktur, które zamieniają kolację w niezwykłą grę: co właśnie jem? Jak to zostało zrobione? I w końcu deser: i choć assiete z belgijskiej czekolady brzmi skromnie, na waszych talerzach pojawi się przecudowny suflet czekoladowy w towarzystwie czekoladowych kremów: łączonych z marakują lub cointreau. Do tego grudki maksymalnie schłodzonego jogurtu z mirabelką. Jeśli będziecie mieli szczęście – kucharz przyrządzi go na waszych oczach używając magicznych sposobów…

reklama