Czy Marco Pierre W. dał d…?

To tylko łagodna wersja tego co można po kuchniach usłyszeć, pisze się o tym nawet w postach Facebooku. Pewnie jesteście ciekawi komu daje?
Jeżeli w ogóle daje- to daje wielkiemu koncernowi który na całym świecie rządzi w dziedzinie półproduktów w kuchniach – kuchniach olbrzymach – cateringowych molochach w których królują „drogi na skróty” w postaci kubłów z pastami. Z tych mazi powstają rosoły, zupy, sosy do mięs i makaronów, sosy do deserów. Uwierzcie mi – widziałem to na własne oczy – gotowe można kupić już wszystko.

reklama

W jednej z tysięcy kuchni brytyjskiego imperium słyszałem dokładnie to samo co słyszy się tu w mojej maluczkiej – „Marco Pierre W. dał d…”. Mogę chyba mówić, że zaobserwowałem cały proces „oddawania się ” króla.
A i owszem króla! Bo Marco Pierre W. jest nim niezaprzeczalnie. Tym większy to mezalians.

Przyjrzyjmy się pokrótce jego sylwetce – to chef z drugiego pokolenia, wychowany w industrialnym Leeds w wielodzietnej rodzinie. Nie przelewało im się. Marco, porzuciwszy szkołę zaczyna praktyki w kuchni. Pnie się szybko do góry. Chce. Ma podstawowy czynnik sukcesu – determinację!

W 1987 otwiera pierwszą restaurację – tego samego roku dostaje gwiazdkę Michelin, rok później drugą. Zaczyna się wielka kolekcja gwiazdek, którą kończy w 1999 wypinając się w stronę Michelin Guide słowami: „Oceniali mnie ludzie o wiedzy mniejszej niż moja, więc ile w rzeczywistości warte były te oceny? Zbyt wielką wagę przykładałem do opinii kontrolerów Michelin i w ten sposób pomniejszałem sam siebie. Miałem do wyboru trzy drogi: mogłem być więźniem swojego świata i dalej pracować sześć dni w tygodniu; mógłbym żyć w zakłamaniu, narzucać wysokie ceny i nawet nie stawać przy piecu; albo mogłem zwrócić gwiazdki, spędzać czas z moimi dziećmi i wymyślić się na nowo.” (przełożył Łukasz Zaremba) W efekcie Marco Pierre w. przestaje gotować.

Jest nauczycielem Gordona R., Hestona B… Słynie z kontrowersji – kiedy jego francuscy odpowiednicy chowają się przed samymi sobą z paleniem papierosów on się z nimi afiszuje. Serwuje wykwintne danie używając ketchupu Heinza. Buduje wokół siebie legendę.
Dziś widzimy jak zachwala kostkę rosołową rozprowadzając ją na mięsie!
Czy to tak dziwi? Czy nie jest konsekwencją buntu i skłonności do „przekrętu”, drwiny z innych kucharzy, klientów i w końcu nas też? Czy właśnie nie o nim czytacie tekst? Niewątpliwie jest to więc sposób na sławę.
Pójdę tropem prostytucji – chodzi zapewne o pieniądze. Ile? Tego nie wiem, ale sądząc po rozmiarze zjawiska – reklama pokazała się na kilku kontynentach – to płacą mu dobrze. Niejaki Anthony B. – nie lada rozrabiaka, kucharz i gwiazda telewizji nie raz przytacza puentę dowcipu „Ustaliliśmy że jesteś k…ą. Teraz ustalmy ile bierzesz.”
Nikogo nie chce bronić. Stwierdzam fakt – mam prawo, bo wiele doświadczyłem – Ci ludzie ciężko zapierniczali przy garach przez lata, przez lata pot codziennie lał się nogawkami do skarpet i żaden z nich nie pomyślał, że będzie miał możliwości zarabiania w ten sposób. Sposób łatwy i szybki.

Wielu z nas może mówić o honorze, godności. Jest taki wiersz Pani Wisławy S. – niestety pamiętam tylko przesłanie i to że mówiłem o tym w podstawówce. Nie możemy oceniać ludzi którzy znaleźli się w sytuacjach w których my się nigdy nie znaleźliśmy.