Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Baron w rzeźni


31 października 2011 Rzeźnia Barona Aleksander Baron
123rf
Pewnego deszczowego dnia w Szkocji, wybrałem się wraz z moimi towarzyszami pracy w podróż do rzeźni. Na wstępie podkreślę - i proszę mi wierzyć - powodem tej wyprawy nie było żadne tam poczucie niezdrowej przyjemności. Nie miało to nic wspólnego z żadną dewiacją, oprócz oczywistego zboczenia w stronę wołowiny - bo tylko słabości do niej trudno tu zaprzeczyć.

Poznałem właściciela – człowiek nieskromnej postawy, który nie rozpoznając jeszcze mojego akcentu, zwierzył się że 3/4 jego załogi to Polacy.                                               Wyznał, że pomimo wielu zalet Polaków, jakimi są pracowitość, punktualność i obecność w poniedziałek w pracy (niezwykłe, bo autochtoni często biorą tak zwany sickpay),  należy z nimi uważać i nigdy nie pić z nimi tej ich wódki. Otóż kilka dni wcześniej, popełnił ten błąd. Ten  – na oko – 140-kilowy zawodnik, którego łatwiej obejść niż przeskoczyć, po wieczorze miło spędzonym z naszymi krajanami biegał po highlandskich lasach, sam nie wiedząc dlaczego to robi. W tym samym czasie zaniepokojona nieobecnością męża żona szukała swojej obłąkanej bestii jeżdżąc w kółko range roverem. Powtórzył – „nie radze z nimi pić” i kiedy otrzymał tylko mój uśmiech w odpowiedzi,  zorientował się, że nie wywołał we mnie oczekiwanego współczucia. Chwile później, po założeniu białego kombinezonu i kasku, patrzyłem jak morduje się krowy, wypruwa  parujące wnętrzności, ściąga skórę, kroi mięso wielką pilą. I urodziło się we mnie pytanie –  po co na to patrzyłem? Otóż wedle mojej teorii, my mięsożercy, powinniśmy być konsekwentni w naszym wyborze i kupując mięso na tacce, w supermarkecie, choć raz empirycznie zetknąć się z faktem, że nasz gatunek to gatunek morderców innych gatunków. I choć działamy głównie zlecając morderstwa, miejmy przynajmniej tę świadomość, że gdzieś tam,  biedni polscy emigranci, muszą pracować w tym rzeźniczym fachu. …Wołowina, w przeciwieństwie do innych mięs, nie powinna być pierwszej świeżości. Cudowny proces rozkładu, daje jej niepowtarzalną konsystencję (dobra daje sie kroić widelcem), smak i  ciemnoczerwony kolor. Taką wołowinę nazywamy sezonowaną. Ras krów, z której ją się uzyskuje jest wiele. Jeżeli uda się nam ją zdobyć, to zapewne z francuskiej rasy Limousine, której to bydło opasowe coraz częściej można i na naszych ziemiach spotkać. Słyszałem, że w polskich górach pojawiły sie także czarne Aberdeen Angus i krowy Highladzkie, przypominające długowłose zwierzyny prehistoryczne. Jak lubię mięso tej pierwszej (proszę wybaczyć, ale wczoraj zjadłem pół kilo) za dwie ostanie oddam wiele. Mięso im bardziej przerośnięte tłuszczem, tym lepsze. Ma być jak marmur. Ten tłuszcz, to smak i soczystość. Zapach za to powinien być pełen żelaza – dla mnie totalnie zmysłowy. I choć proponując ludzom krwiste mięso można zobaczyć w ich oczach wielki strach (a co dopiero proponująć surowe na wpół lub zupełnie surowe!) to tatara  z mięsa siekanego (często niestety mielonego), nietkniętego temperaturą, nikt szczególnie się nie brzydzi. Mało tego, większość raczej się w nim lubuje. Moją misją jest oswajanie z ową surowizną i wybijanie z ludzkich głów pojęcia wysmażenia „well done”!  Pochwalę się, że jak już uda mi się kogoś namówić na krwisty kęs, to wygraną zwykle mam w kieszeni. I na koniec. Jak już usmażymy nasz stek, zanim wbijemy w niego nóż i widelec- dajmy mu „odpocząć” minutę, choć wiem , że to nie łatwe. Będzie wtedy o niebo lepszy.   Antrykot wolowy tak, jak lubię: 250gr antrykot wolowy(sezonowany) Masło klarowane Świeżo tłuczony pieprz, grubo ziarnista sól Olej z pestek dyni Natka pietruszki Metoda: Mocno rozgrzać patelnię, rozpuścić łyżkę masła klarowanego. Położyć stek przewracać co 15 sekund – dzięki temu będzie soczysty. Spróbujcie jak smakuje po minucie, a jak po trzech. Surowy wbrew temu, co się uważa – wcale nie  jest krwawy. Krew pojawi się jak stek będzie się zbliżał do medium. Wołowina musi odpocząć  przynajmniej minutę zanim się na nią rzucimy. Skropmy go olejem z pestek dyni – nie za dużo żeby nie zaburzył smaku, Rzućmy na niego posiekane liście natki , sól , pieprz. Piękno tkwi w prostocie!


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI