Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Wielka Celebra! Dlaczego nie?


123rf
A jak celebra - to szampan i ostrygi...

Nie wiem jak wy, ale ja czuję się spuchnięty po tym wszystkim. Często i dużo, większość w postaci zimnych dań. Kto to wszystko wymyślił? Post mógłby być po Świętach, a tak jesteśmy narażeni na dalsze brawurowe obciążanie żołądków ciężką strawą i wyszynkiem przez cały karnawał. Do tego dochodzi jeszcze Sylwester i tanie napoje musujące – zawierające alkohol, a w większości składów dobijający nas cukier – popularnie zwane „szampanem”  lub (myślę że równie błędnie) „winem musującym”. Nie musimy od razu wydać sporej gotowizny na Champagne. Celebrować możemy ze smakiem, włoskim Proseco, katalońską Cavą czy niemieckim Sekt’em. Chyba nie warto się własnoręcznie truć byle czym. Wszystko trzeba robić z klasą. Podzielę się, szczerze, moim odczuciem, na temat Sylwestra. Nie lubię – przymus zabawy, wielka feta, zanim sie zacznie, już się kończy. Wszyscy starają się oszukać, że zabawa wciąż trwa, gdy są to już jedynie, wisielcze podrygi. Za to w pracy tego dnia, czuję się jak ryba w wodzie. Skoro chcecie celebrować- to w to mi graj! Jestem do usług. Będzie wyjątkowo. Po czym i ja pewnie zacznę celebrację jak wszyscy będą już z nią kończyć – i tu przyznam, że tak zarwane noce, po dobie pracy dającej nieziemską satysfakcję, są niezwykle pełne uroku. Gdy myślę sobie o czymś wyjątkowym to zawsze przed oczami pojawia mi się muszla ostrygi. Może ktoś powie, że to prostackie, wręcz oczywiste – nic na to nie poradzę. Jedzenie ostryg- które przed sekundą zostały uśmiercone i które przybierają formę tak zmysłową, że niezależnie od zawartości w nich cynku, to właśnie przez samą ich formę stają się afrodyzjakiem. Zasysamy z muszli hermafrodytyczną, delikatną, śliską istotę. Przegryzając ją, dostajemy się do wnętrza, gdzie za każdym razem, czeka nas trochę inny smak. Wszystko pachnie i smakuje morzem, lekko słonawe, kwaśne od cytryny. I na tym się nie kończy, bo przełknięcie, jest też istotnym w tym wszystkim doświadczeniem. Pamiętam jak w Edynburgu, gdzie z serdecznym przyjacielem Julianem – druhem niejednej, orgiastycznej uczty- upatrzywszy sobie pewną restaurację z muszlą w nazwie i atrakcyjną obsługą (jak się okazało później zupełnie niewrażliwą na nasze wdzięki) potrafiliśmy na ostrygi wydać całą tygodniówkę. I to nie raz i nie dwa! Tuzin za tuzinem. Pamiętam też ostrygi kupione od rybaka – nie daliśmy rady donieść ich do domu, postanowiliśmy otwierać je krusząc muszle o latarnie i budynki (nic, że chrzęściło w zębach). Było to totalne uzależnienie. Jeszcze dodam, ze przez bardzo krótki czas, pracowałem w owej restauracji, przyciągnięty myślą, że będę mógł żreć ostrygi bez opamiętania: nic bardziej błędnego. A urocze kelnerki – okazały się w ogóle nie interesować płcią męska. Ostatnimi czasy, Julian wraz ze swoją żoną, wybrał się do Francji, gdzie – chyba raz na zawsze – rozmówił się z ostrygami, jedząc ich tak dużo, że aż za dużo! A ja i tak mu zazdroszczę.   A oto i sposób obchodzenia się z ostrygą. Zaczynamy od kupna – należy wybrać kierując się zmysłami wzroku, dotyku i węchu. Patrzymy czy ostrygi są otwarte. Otwartych nie bierzemy. Poszedłbym dalej: nie kupujemy nic, co jest w sklepie rybnym, który zamęcza piękne stworzenia i chełpi się ich trupami.                                                                                                                                                     Dotykamy ostryg próbując je otworzyć. Nie da się? To wspaniale. Poprośmy jednak aby sprzedawca otworzył dla nas jedną z nich- wnętrze muszli pachnieć powinno morską bryzą. Ostrygę otwieramy specjalnym nożem, lub gdy jego brak, zwykłym nożem- licząc się z tym, że po takiej operacji, będzie nadawał się już tylko do tego. Należy pamiętać, żeby muszle trzymać przez jakiś materiał. Potrafią – jeszcze w swojej obronie – porządnie pociąć naszą skórę. Po otwarciu, obserwujemy jak wygląda woda okalająca muszlę. Ma być czysta i pachnąca. Jest niezwykle cenna – nie urońmy ani kropli. Odcinamy mięsień, którym małża trzyma się muszli. Skrapiamy cytryną zaraz przed konsumpcją i… oddajemy się rozkoszy… Tu jako akompaniament, dobrze widziane jest, wcześniej wspomniane, wino musujące.    


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI