Sobczak: pasta z czarnej fasoli ze świeżym rozmarynem

Jest piątek, jadę po pracy po Misiowego do przedszkola. Jest super, bo właśnie zaczyna się chwila wytchnienia od tygodniowej bieganiny. Albo powiem więcej, jest superancko! Jeszcze nie wiem, co mnie tam czeka… |Jest piątek, jadę po pracy po Misiowego do przedszkola. Jest super, bo właśnie zaczyna się chwila wytchnienia od tygodniowej bieganiny. Albo powiem więcej, jest superancko! Jeszcze nie wiem, co mnie tam czeka…
Parkuję pod samym przedszkolem. Nie ma tu miejsc specjalnie do tego przeznaczonych, są za to wyczekujący pod koniec miesiąca niezłomni policjanci lub błyskawiczni pracownicy straży miejskiej czyhający na niepokornych rodziców. Mimo tych drobnych niedogodności wchodzę do przedszkola z przeogromnym uśmiechem na twarzy, niedającym się niczym zetrzeć. Szczęśliwa rozbieram się w dziecięcej szatni, wieszam kurtkę na Hugowym wieszaczku opatrzonym imieniem i znaczkiem klucza francuskiego. Podchodzę pod niebieskie drzwi, kiedy zaczepia mnie pani. J z Misiowej grupy i opowiada mi, jak to wczoraj doszło pomiędzy Misiowym a Wiktorem do sprzeczki, w wyniku której Wiktor głośno zawodził, a Hugo uszczęśliwiony uszedł z książką w garści. Dopytuję, kto zawinił i kto kogo uderzył lub popchnął. Pani J. mówi że książkę miał na początku Hugo, co oznacza, że nie dał jej sobie po prostu odebrać. Pytanie tylko, co zrobił Wiktorowi, że ten tak bardzo płakał? Okazuje się że, rozwścieczony Misiowy wbił się białymi kłami w ramię swojego kolegi – to zresztą mama Wiktora pokazała dziś rano pani J. rozmiar Hugowej paszczy odbitej na ręku Wiktora. Na szczęście doszło do uścisków małych dłoni i chłopcy wymienili się uprzejmościami zgodnie z zasadami panującymi w naszym przedszkolu, więc wydaje się, że kłopot został odprawiony z kwitkiem. Przynajmniej na kilka ulotnych chwil. I dobrze, po co się kłócić. Mimo to obiecuję, że porozmawiam z Misiowym. Pukam do sali i pytam z uśmiechem, czy nie zostało jakieś miłe i grzeczne dziecko do zabrania. Słysząc to, Hugini wyskakuje z sali jak z procy. Łapię w locie to moje „grzeczne” szczęście w ramiona i pytam: – Ugryzłeś wczoraj Wiktora w rękę? – Nie przypominam sobie – odpowiada z szelmowskim uśmiechem oprawionym w twarz cherubinka. – Achaaa – kwituję i po cichu dodaję – musiałeś tak mocno? – On mnie pierwszy ugryzł, tylko ja tak nie wrzeszczałem, bo ja jestem dzielny Kapitan Pieprz….. Jeeeeesteśmy pieprzowi piraci…. – głośno śpiewa. No i co mam mu powiedzieć….że nie wolno gryźć czy że sobie świetnie poradził? – Idziemy do domu, kochaczu, zrobiłam czarną pastę piracką, to zjemy z grzanką – mówię. – Iiiii słuchajcie rybeńkiii,  czarna pasta z choinką, w sam raz dla Kapitana Pieprza!! – wykrzykuje niskim głosem kapitana z pirackiej łajby Hugo. – Z choinką?! – zastanawiam się głośno i zachodzę w głowę, o co może mu teraz chodzić…  

reklama

Składniki
  • fasola czarna 1 szklanka
  • rozmaryn świeży 1 nieduży krzaczek
  • natka pietruszki garść
  • cytryna 3 krople soku
  • tymianek szczypta
  • lubczyk szczypta
  • pieprz kolorowy świeżo zmielony szczypta
  • sos sojowy shoyu 2 łyżki
  • pestki z dyni garść uprażonych
  • olej lniany lub słonecznikowy dobrej jakości
  • gorąca woda 100 ml
Sposób przygotowania

Szklankę fasoli namoczyć na co najmniej 14h. Wodę z moczenia wylać, fasolkę przepłukać i zalać świeżą wodą. Ugotować do miękkości około 2h.

Do ugotowanej fasoli dodać 2 łyżki sosu sojowego, pokrojoną natkę pietruszki i 3 krople soku z cytryny. Zamieszać, dolać 100 ml gorącej wody i nieduży, obrany z igiełek krzaczek rozmarynu.

Na suchej patelni uprażyć garść pestek z dyni. Pachnące i jeszcze ciepłe dodajemy do pozostałych składników. Następnie szczyptę zmielonego kolorowego pieprzu, lubczyku i tymianku. Wszystko zmiksować na jednolitą masę.

Pasta najlepiej smakuje na drugi dzień z ciemną, żytnią grzanką.|Szklankę fasoli namoczyć na co najmniej 14h. Wodę z moczenia wylać, fasolkę przepłukać i zalać świeżą wodą. Ugotować do miękkości około 2h.

Do ugotowanej fasoli dodać 2 łyżki sosu sojowego, pokrojoną natkę pietruszki i 3 krople soku z cytryny. Zamieszać, dolać 100 ml gorącej wody i nieduży, obrany z igiełek krzaczek rozmarynu.

Na suchej patelni uprażyć garść pestek z dyni. Pachnące i jeszcze ciepłe dodajemy do pozostałych składników. Następnie szczyptę zmielonego kolorowego pieprzu, lubczyku i tymianku. Wszystko zmiksować na jednolitą masę.

Pasta najlepiej smakuje na drugi dzień z ciemną, żytnią grzanką.