Sobczak poleca śniadanie mistrzów: sweet jaglanka

Budzę się a w nozdrzach mam cynamon, jak nic tylko trzeba iść za ciosem. Na śniadanie królowa kasz – jaglanka w wersji sweet.

Tak na marginesie, to idealna opcja śniadaniowa. Lekkostrawna, sycąca, odkwaszająca i wzmacniająca – słowem lux torpeda.

Mały Miś z churgotem podsuwa biały mebel do blatu kuchennego i wdrapuje się na krzesło – będzie pomagał, we wszystkim po kolei. Dobrze, niech się chłopak uczy, że gotuje się wspólnie tak jak potem wspólnie delektuje się tymi pysznościami. Podaję mu suszone owoce do krojenia.

Daktyle bezbłędnie lądują w małej, głodnej już paszczy. Zabieram bo nie zje śniadania jak się zasłodzi, dobrze że jeszcze mu kawa została do popicia.

Ufff… – nie ma ciętych ani szarpanych ran, za to rozszarpane śliwki i suszone morele lądują w jaglanej kąpieli. Młody mistrz czuje ciągły niedosyt prac kuchennych ze szczególnym uwzględnieniem sempingu daktylowego.

-Mamo! – woła – daj jeszcze daktyle!

– Dla kogo? – pytam.

– Dla brzuszka, brzuszek jeszcze chce – odpowiada.

– Niech brzuszek pójdzie lepiej dobudzić Tatę bo kawa mu wystygnie i kasza za chwilę będzie gotowa.

– Git malina! – krzyczy Hugo pędząc do sypialni – Tato śniadanie gotowe, choć bo mama

wszystko zje!

Nie wiem skąd ten pomysł?!