Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Dymińska o Boscaiola


Na Powiślu brakuje wszystkiego, ale (mnie) najbardziej brakuje dobrych restauracji. Są dwie. Ale za to bardzo dobre. O tej drugiej napiszę w następnej notce. Albo w jeszcze następnej. W tej notce natomiast napiszę o Boskiej. Jeżeli szukacie szczerego, włoskiego jedzenia to wpadnijcie na Wiślaną 8.

Wystrój jest skromny, właściwie neutralny. Menu wypisane kredą na tablicy. Pachnie jedzeniem. Zza szyby wielkiej lodówki patrzy świeże mięso. W oczekiwaniu na dania można podglądać włoskiego szefa kuchni przy pracy (albo polskiego, zależnie od tego, na kogo się trafi). Na przystawkę zamawiam caprese. Bez szaleństwa, choć dobra mozzarella była dobra. S. zaczął od kremu z porów, który jego zdaniem smakował tak, jak wyglądał. Czyli tak: Na stoliku pojawiają się kolejno: moje tortiglioni alla pizzaiola (pasta z pomidorami, mozzarellą i świeżą bazylią) i zamówiony przez S. stek z rostbefu. Pasta jest świetna, chociaż nie lubię makaronu (zastanawiam się, czemu ostatnio ciągle zamawiam rzeczy, za którymi tak naprawdę nie przepadam). Nie mam nic wspólnego z wegetarianizmem, ale raczej rzadko jadam czerwone mięso i często powtarzam, że gdybym zobaczyła mięso, które naprawdę chciałabym zjeść, to bym zjadła. Tym razem zobaczyłam. To jest po prostu szczera kuchnia. Kawał mięsa to kawał dobrego mięsa, pasta z pomidorami to pasta z pomidorami, a to, co kucharz wkłada w te dania, to jest po prostu serce. Tak mi się przynajmniej wydaje. (rachunek za 2 osoby + 4 kieliszki wina = 140pln) Boscaiola ul. Wiślana 8


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI