Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Food Trucks


Food trucks – ciężarówki z jedzeniem - to dla mnie genialna pożywka. To, co dzieje się wokoło nich, to kulinarny kosmos, kopalnia anegdot i pole popisu dla kulturoznawcy.

Napotkany w środku nocy w Krakowie niestrudzony promotor dobrych zespołów opowiedział mi, że jeden z bandów, które udało mu się ściągnąć dla polskiej publiczności wspominał przy nim kultowe Grease Trucks. Stojące przy campusie Uniwersytetu Rutgers w New Brunswick w New Jersey (to taki mniej modny Brooklyn) są alternatywą stołówkową dla rzeszy studentów: oferują bowiem obfitą wyżerkę za skromną kasę. Ich fenomen jednak polega na tym, ze Grease Trucks (czyli w wolnym tłumaczeniu Tłuste Ciężarówy), które mają już naprawdę solidny wpis w Wikipedii, podają podobno najtłustsze jedzenie świata. Atak serca w bułce – mówi o kanapce z Nowego Brunszwiku jeden z odwiedzających je krytyków kulinarnych. Tak naprawdę składniki są trochę inne: mieszanka może zawierać kombinację gyros, bekonu, steków, kiełbasek, burgerów, smażonej na głębokim tłuszczu mozarelli, falafela, jajek, i pałeczek z kurczaka zwieńczone hojną porcją frytek, sałatą, pomidorem oraz sosami: majonezem, keczupem czy sosem marinara. Do niedawna najsłynniejszą kanapką był tu Tłusty Kot – czyli podobno dwa cheeseburgery w bułce, który to przepis jest starszy nawet niż samo ciężarówkowe obozowisko, czyli sięga poza lata 80. W 1997 roku przed jednym z samochodów stanął jednak głodny i spłukany Darrel Butler, który marzył o tym, żeby najeść się smażonej mozarelli, paluszków z kurczaka i frytek z sałatą, pomidorem i sosem marinara (chodzi tu o gęsty, pomidorowy sos jak do spaghetti, tylko, ze … bez spaghetti). Nie było go stać na to, żeby wszystkie te składniki zamówić osobno (jak teraz wspomina, byłoby to nawet 12$!) więc namówił sprzedawce, żeby wsadził mu to wszystko do buły, a ten, zaskoczony, sprzedał mu ją za 4$. Za taką samą cenę sprzedał 50 następnych. Tak zaczął się szał na „Fat Darrel”, która to kanapka została obwołana przez magazyn Maxim najlepszą kanapką narodu amerykańskiego. Nic dziwnego, ze nazwa jest zastrzeżona a Darell robi na niej pieniądze w międzyczasie pracując jako trener osobisty: jakoś trzeba ten tłuszcz spalić… Po jego sukcesie KAŻDY chciał mieć swoja kanapkę. Ciężarowi kucharze wymyślili więc zadanie: jeśli w 45 minut zjesz pięć kanapeczek, możesz sobie skomponować własną i zostanie ona nazwana twoim nazwiskiem. Questowi nie sprostał nawet człowiek słynący z telewizyjnego, wielkiego apetytu: http://www.youtube.com/watch?v=3z80aqqbG3c Wygląda mi na to, że Food Trucks to najbardziej hipsterskie jedzenie na świecie. W Nowym Jorku meksykańskie przysmaki przyrządzają kalifornijscy surferzy, swoje „pierwsze piątki” z ciężarówkowym jedzeniem ma już Venice, mnóstwo food trucks pochodzi też z superhip Austin. Można w nich zjeść empanadas z ananasem i jabłkami, burrito z kimchi (hell yeah!), francuskie naleśniki, wegańskie przysmaki, burgery i hotdogi… W Stanach gotują w nich szefowie, którzy kiedyś np. pracowali w Nobu, albo skończyli Culinary Institute of America i nie interesuje ich – lub nie stać ich – na restaurację. Obchodzą więc sztywniactwo wybierając wolność, ale nie schodząc z jakości. Jeśli burgery, to na wołowinie Wagyu, jeśli jajka to tylko organic… Można zwariować. Albo się zakochać w różnorodności – co właśnie spotyka tysiące Amerykanów, niebojących się podejrzanych na pierwszy rzut oka warunków sanitarnych, a zauroczonych możliwością niespodzianki: nie tylko kulinarnej. Food Trucks bowiem nie maja stałego miejsca postoju, czasem w porze lunchu są tu, a na kolacje już gdzie indziej, głównie tam, gdzie mogą po prostu zaparkować. Żeby dowiedzieć się, jakie menu zaparkowało akurat przed naszym biurem, lub sprawdzić, gdzie należy podjechać na ukochaną potrawkę należy śledzić ich profile na facebooku lub twitterze! Opowiadałam o tym na Tedex Warsaw: Foodtruck Revolution – czyli Rewolucja Ciężarówek Jedzeniowych przybiera więc w Stanach niesamowite rozmiary, na jej temat są już kręcone filmy dokumentalne a Youtube jest pełen instruktaży, jak sobie obstalować taki samochodzik z kuchnią w środku. A co z Polską? Na razie chyba – dajcie znać, jeśli się mylę! – najlepiej trzyma się kultowa Nyska pod krakowską Halą Targową, z której codziennie po zmroku dwóch panów wyciąga grill i opieka robione przez siebie kiełbaski. Dorobili się na nich fortuny, ale tak to kochają, że nie mogą przestać. Pasja prawie jak w Nowym Brunszwiku. Trochę mniej tłuszczu.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI