Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Kozak szuka gwiazdki w lesie


Jeśli znacie genezę przewodników i gwiazdek Michelin – przypomnicie sobie szybko, że najlepsze restauracje wcale nie musiały być w Paryżu, lecz zdarzały się i w małej mieścinie, po drodze do Marsylii. A jak sobie to już przypomnicie, to łatwiej mi będzie was wysłać do Serocka, gdzie być może mieści się restauracja na gwiazdkę.

Rabarbar gotowany sousvide w 60 stopniach, z czekoladową kruszonką i lodami rabarbarowymi lub consome cebulowe z poznańskim serem smażonym i grasicą cielęcą – brzmi jak menu jednej z warszawskich podhypowanych restauracji, prawda? Tymczasem taką kartę – tak naprawdę o wiele bardziej rozbudowaną, bo w zupie znajdziecie przecudowną nutę trybuli i raki a cebula jest tak podpalona a wywar lekko kwaśnawy, że można zwariować z rozkoszy – znajdziecie w pięknym zagajniku, niedaleko bobrzych żeremi. Nie żartuję. Mieszczący się nad Narwią ogromny hotel Narvil w Serocku z charakterystyczną, ażurową salą balową (to podobno tu Ola Kwaśniewska zatańczy we wrześniu swój pierwszy taniec z nowym mężem: to tu bowiem odbędzie się jej wesele) mieści ukrytą restaurację Aruana, w której kulinarnie rządzą dwaj utalentowani panowie. I to ich uwagi będę zazdrościć Oli Kwaśniewskiej we wrześniu.

Adam Kotomski i Witek Iwański razem mają pewnie więcej wyróżnień i zwyciężonych kulinarnych konkursów niż niejeden olimpijczyk. I stanowią niezwykłą parę: szef Adam – starszy i bardziej doświadczony – jest bowiem wielkim, energetycznym facetem, Witek – polski młody talent kulinarny – delikatnym. Obydwaj są za to nieśmiali! Nie wiadomo czemu, gdyż kuchnia, którą serwują w swoim nowym królestwie w Serocku warta jest gwiazdki. Tak tej.

Jeśli się tam wybierzecie: przygotujcie się na ciągłe zaskoczenia. Po pierwsze karta codzienna, w której znajdziecie niesamowite dania (nie spodziewała się tego para motocyklistów, która wpadła tu na lanczyk do piwka i z rozdziawionymi ustami studiowała menu) – smażoną grasicę cielęcą z mrożonym jogurtem kozim z lubczykiem, purre ze słodkich szalotek z musztardą ijon, smażonymi rakami i liśćmi młodej rucoli, duszoną łopatkę jagnięcąna purre z bobu i estragonu, podaną z kremem z pieczonego czosnku i kuminu, z jagodami leśnymi oraz rabarbarem karmelizowanym w wódce Krupnik z pomidorkami i miętową oliwą czy trio creme brule w polskich smakach z miodem pitnym Trójniak, Żubrówką z miętą i nalewką z kwiatów czarnego bzu. Ufff. Po drugie: karty sezonowe. Aktualnie kurkowa. I nie, nie ma tam nieśmiertelnych tagliatelle z kurkami i poledwiczki w sosie kurkowym: jest za to orgazmiczna zupa – krem z leśnych kurek z pianą z bryndzy, liśćmi nasturcji, kawiorem grzybowym i emulsją kminkową.

I tu – po trzecie: sposób podania. Świetnie przygotowani kelnerzy celebrują podawanie potraw. Wspomniana zupa (w której najciekawszym połączeniem były smażone kurki i borówki amerykańskie – genialne!) najpierw pojawiła się na talerzu jak ogródek z liści, grzybów, owoców, lekkich mazów z emulsji i kuleczek z ekstraktem grzybowym, dopiero po chwili zalano ją płynem. Jak w Paryżu, Nowym Jorku czy Kopenhadze. Po czwarte: pewnie już się zorientowaliście, że menu jest patriotyczne, czyli, że większość smaków to odzyskane smaki polskie, tradycyjne lub bardziej zwichrowane, ale jednak z serwantki dziadków, lasu za domem czy łąki. Zresztą część produktów pochodzi z ogródka, który na terenie hotelu pochodzą kucharze, a część jadalnych kwiatów, które stanowią tu integralną część potraw zebrano na łące.

Po kolejne: sprawdźcie opcję menu degustacyjnego, którego miałam okazję spróbować – a każde z nich naprawdę powalało na kolana – dobrany jest odpowiednie wino lub nalewka. I na koniec – pomysł polania zimnych lodów roztopionym masłem, które zastygało na nich, okazał się wyzwolić we mnie niegrzeczną dziewczynkę, która błaga o drugi deser po siedmiu innych daniach. Czy to brzmi jak rekomendacja? Mam nadzieję, bo bardzo bym sobie życzyła, żeby michelinowska tradycja jedzenia w trasie i jeżdżenia dalej niż na sąsiednią ulicę zawiodła nad Narew wszystkich tych, którzy szukają smaku. I oczywiście michelinowskich inspektorów. Kto wie, może za rok przewodnik po Polsce będzie miał rubryki: Warszawa – Kraków – Serock?


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI