Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Kozak gryzie jądra Barona


Po spotkaniu z najlepszymi szefami kuchni na świecie potrzebowałam ekstremalnych emocji. Kiedy Redzepi kończył mi właśnie wykładać wątek kobiet – szefów kuchni zadzwonił Baron. Że jądra już są i żeby przyjeżdżać. No bo dzięki komu mogłabym mieć po raz pierwszy coś wspólnego z jądrami, jeśli nie za sprawą Barona?

Wokoło jąder krążę od lat – i tak, zdaję sobie sprawę z tego, ze większość zdań tego wpisu będzie brzmiało równie dwuznacznie, a ja wydam wam się co najmniej lekko obrzydliwa. Ostatnio w Londynie Asia powiedziała mi, ze na Dalston przyjeżdża się na jądra przyrządzane mistrzowsko w tureckich restauracjach. To tu też pierwszy raz w życiu je zobaczyłam: leżały w plastikowej wanience w tureckim supermarkecie: białawe, marmurkowe, supergładkie i przepiękne. Nie mogłam sobie wyobrazić jak w ogóle można je przyrządzić. Po wizycie u Barona wiem, ze jadłam je już parę razy: ukryte w potrawach z bufetów na nowojorskim Chinatown (pamiętasz Manda, jak pytasz mnie co to, bo myślałyśmy że bakłażan, a ja właśnie analizuję mózg na swoim talerzu?). Nie chce was zmartwić, ale wy też jedliście je już parę razy – na pewno ukryte były w niejednych paróweczkach…

Za sześć funciaków kupicie w sieci prawdziwą perełkę. Serbski kucharz, Ljubomir Erovic, napisał „Książkę kucharską o jądrach: gotowanie z jajami” w której zdradza swoje ukochane przepisy na pizzę z jądrami, jądra z rusztu czy bitki z jąder. Facet jest dziwny: nie jest profesjonalnym kucharzem, zajmuje się sprzedażą sprzętu dentystycznego… A oprócz tego organizuje Mistrzostwa Świata w Przyrządzaniu Jąder. Od 2004 roku przyjeżdżają do niego kucharze z Australii, Bośni, Finlandii, Grecji, Węgier, Norwegii i Serbii. Podobno co roku przyrządzają tonę jąder. Hm. Aleksander Baron – jedziesz?

Ale do rzeczy: czekając na jądra w Solcu 44 (i pijąc pod nie i dla kurażu genialny wynalazek Juliana Karewicza: wódkę z olejem rzepakowym z Góry Świętego Wawrzyńca) dowiaduję się o sposobie przyrządzenia dania. Solanka, moczenie ok. Ale nacinanie i rozrywanie jąder poruszają mnie co najmniej tak, jakbym miała z nimi coś cieleśnie wspólnego. – Czy was to nie porusza, nie boli, wiecie, to w końcu symbol męskości – pytam chłopaków. Odpowiadają, że nie. I razem ze mną wcinają elastyczne, pokrojone na plastry testis w miodowo – pieprzowym sosie. Taka niewrażliwość to może to sprawa testosteronu – Koch wypreparował go przecież po raz pierwszy z byczych jąder – a oni chyba objadają się nimi już jakiś czas…

– Dlaczego jedne z nich są twardsze a drugie bardziej miękkie? – pytam Aleksandra. – Czy to zależy od byka? Chyba go mocno ubawiłam, ale fakt faktem: niektóre jądra są miękkie i gryzie się je łatwiej, inne bywają gumowe. Niezależnie, obydwa rodzaje Piątej Ćwiartki są smaczne: o piżmowym, lekko wątróbkowym (ale delikatniejszym od wątróbki) posmaku. Przyrządzane mogą być faktycznie na dużo różnych sposobów: np. smażone na chrupko (i to nie tylko po chińsku). Na Solcu skosztujecie ich jeszcze na sałacie.

I teraz martwi mnie tylko ten testosteron krążący w moim organizmie…


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI