Kozak je owady

Moje pierwsze spotkanie z jadalnym i przeznaczonym do jedzenia owadem miało miejsce w kuchni mojego brata. W przewróconym słoiczku z IKEA znalazłam dziwne syczące coś, co okazało się być „niedojedzonym” karaczanem, który pozostał po jednej z „uczt” robionych z produktów Fabryki Owadów. Karaczan podobno był chimeryczny, udawał, ze nie zje jabłuszka dopóki się go nie zostawiło z nim sam na sam a wtedy się na nie rzucał. Jak dla mnie – było to nie tyle jedzenie, co raczej idealne zwierzątko domowe dla niektórych znajomych i szczerze zachęcałabym sympatycznych właścicieli Fabryki Owadów do rozważenia tej opcji.
Fabryka Owadów jest jedyną fabryką owadów w Warszawie. W starej fabryce na Grochowie, na powierzchni blisko 200 metrów kwadratowych, w profesjonalnie wyposażonych pojemnikach o łącznej objętości ponad 60 tysięcy litrów, hoduje owady karmowe: 6 gatunków świerszczy, 2 gatunki szarańczy, 27 gatunków karaczanów, mączniki, drewnojady i wiele innych…. Zaopatrują w owady karmowe m.in.: Warszawski Ogród Zoologiczny, Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie oraz największe hurtownie i sklepy w Warszawie i okolicach. Oraz właśnie restauracje, takie choćby jak Co To To Je. W menu tego miejsca na ulicy o uroczej nazwie Nugat znajdziecie takie specjały: maki z kaszą i owadami, szaszłyki z jedwabnikiem, drewnojadem i szarańczą, szarańcza w tempurze, z dodatkiem czerwonego curry, drewnojady w szynce dojrzewającej, camembert z larwami mącznika podany na owocach duszonych w winie, krem z białych warzyw podany z mącznikiem młynarkiem, orientalna zupa rybna z pierożkami won ton, sum w kurkumie, na ryżu, z mieszanką owadów i warzywami, kaczka w sosie ze świerszczy i malin, z kaszą, polędwica wołowa z chrupkimi owadami, na makaronie ryżowym. Brzydzi to was? Odrzuca? Uważacie, ze nie będziecie w stanie przełknąć świerszcza nawet w czekoladowym torcie? Po pierwsze nie wiecie tego: nie wiecie, czy za pomocą jednej małej plagi nie wybijemy niedługo np. całych połaci hodowli pszenicy czy kukurydzy – o tym mówią nam min. specjaliści od tzw. Food Security – i zostanie nam jeszcze nie tego, czym żywi się już ponad 80% kuli ziemskiej. Owady – to łatwo dostępne i łatwo przyswajalne źródło  białka (w 100 g świerszcza jest aż 29 g białka) – odgrywają ważną rolę w historii żywienia mieszkańców Afryki, Australii, Azji i obu Ameryk. Religie w większości traktują je jako normalne jedzenie, choć czasem zdarza się, ze coś jest niekoszerne lub niezbyt halal (Islam dopuszcza jedzenie tylko koników polnych i to takich, które same padły). I – może was to zdziwić – owady je ponad 80% ludzi na świecie. W Europie jadło się je jednak głownie w okresach głodu. Ja kosztowałam ich na wystawnej gali przygotowanej przez Mazurkas Travel – specjalistów od  luksusowych i spektakularnych cateringów. Do swojej oferty polski Mazurkas, nie bojąc się nowości – włączył właśnie krokodyla, kangura czy bizona i owady. Owady podaje się tam tradycyjnie: smażone na głębokim tłuszczu – to te ze skrzydełkami – lub na gorącej płycie pieczone – larwy. Wygląda to na pierwszy rzut oka makabrycznie. Świerszcze i muchy są jeszcze żywe, więc na szpadkach się jeszcze ruszają kiedy zanurzane są w głębokim tłuszczu, który robi z nich sztywne rzeźby-frytki. Larwy podskakują dramatycznie przypiekane żywcem. No nie wygląda to dobrze. I potem taką tłustą larwę z czarną główką czy takiego świerszcza – z cała ta plątaniną nóżek, skrzydełek, oczek, czułek – trzeba zjeść. I wtedy umysł mówi nie, brzuch boli, usta nie chcą się otworzyć. Wstręt gorszy niż u Polańskiego. Ale kiedy się już to coś włoży do buzi następuje przyjemne rozczarowanie. Bo to ma smak, bo to jest jak chipsy, frytki, comfort food (to się tyczy larw) i snack do pogryzania. Da się. A jak się zje jedną, to następne nie są już ciężkie. I mówię to z całą odpowiedzialnością. Owady są smaczne: to przyjemność specyficzna i przypominająca – jak mówiła kiedyś Agnieszka Kręglicka o jedzeniu podrobów – wycieczkę do ciemnego lasu, ale też pierwszy świadomy raz z winem, tantryczne podejście do jedzenia. Smaki owadów – podawanych w tak nie wielkich, „naturalnych porcjach” aż się proszą bowiem, żeby zacząć je do czegoś porównywać. Bo paleta jest. DSC_5019 DSC_4967 (1) DSC_4964 DSC_4960 I tak, widziałam osoby plujące owadem na odległość dlatego, że nie mogą pokonać wstrętu i strachu. Rozumiem. A na koniec tylko podrzucę: 3 miliony euro – tyle przeznaczy Unia Europejska na promocję karaluchów, jedwabników i świerszczy jako potraw tam, gdzie nie są znane. Prepaire!  

reklama