Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Kozak: jedzcie rzeżuchę!


Hiperzielone, rozczulające roślinki śmierdzą niemożebnie z okna: to znaczy, że Wielkanoc. Że niby wiosna. Trochę chrzanem, trochę bardziej świeżymi ziarnami pieprzu – takiego zrywanego prosto z gałązki, oblepiającego dłoń olejkiem przypominającym o sobie jeszcze następnego dnia… Trochę wilgocią z waty czy ligniny. Na pewno świeżo. Można doszukiwać się w tym zapachu wielu nut, a smak rzeżuchy – ostry, pieprzowo, chrzanowy, zielony, zdecydowany i odświeżający pewnie mógłby podbić niejedną potrawę. Cóż zrobię, że kocham się w jego dwóch postaciach i tylko o nich mogę myśleć… Choć kiedy pisze te słowa, przychodzi mi na myśl rzeżucha z ananasem i truskawkami, byłoby dobrze, co? Ozdoba wielkanocnych stołów to mały cud: nowalijka bez szkodliwej chemii, którą nas straszą w przypadku młodych rzodkiewek. http://youtu.be/CKMKAqVI7bg Powstająca szybko i wdzięcznie – ulubiona pomoc naukowa pokazująca, że hodowla jedzenia to nie takie wielkie miki jakby się mogło wydawać – jest przy okazji jakąś bombą oczyszczająco – energetyczna – witaminową. Stosowana od lat była jako cudowne panaceum: działała na wszystko – od grypy, po piegi… No i to, co średnio pasuje może do Wielkanocy (choć w kontekście faktów historycznych typu: króliczki i jajka towarzyszyły bogini wojny i miłości Isztar – której imię trochę kojarzy się z Easter… to chyba nic takiego ) to podobno dzięki zielonym wąsikom 70-letni Jagiełło spłodził synów, a Ludwik XIV znajdował odpowiednio zadowalającą jego i partnerki jakość w sypialni. Ja na Wielkanoc mogłabym jeść tylko ciasto drożdżowe (a drugiego dnia czerstwe zalane mlekiem, którego na co dzień unikam…) i kanapki z masłem, rzeżuchą i solą oraz sosy: chrzanowy na żółtkach umajony zielonymi kiełkami rzż oraz salsę verde z dodatkiem pieprznego ziółka. Czyli afrodyzjaki. Ale przy okazji rzeżuchy przypomniało mi się całe królestwo kiełków… Pierwszą rzeczą, jaką kupuję sobie, wysiadając na lotnisku w Zjednoczonym Królestwie, jest zazwyczaj kanapka z jajkiem i watercress – czyli rukwią wodną – swobodną „interpretacją” rzeżuchy, dzięki delikatniejszemu aromatowi i pewnej śliskości (rzeżucha przyjemnie chrzęści i piszczy pod zębami, nie uważacie?) oraz  wodnistej zieleni używanej w większej ilości dań. (Kiedy piszę te słowa Arek Bober z Eat After Reading podpowiada mi sos ze zmiksowanej rzż do krewetek… i drink z maślanką. A może do tego troszkę wódki?). Ale rzeżucha i rukiew to tylko takie początki… To, co tak naprawdę zapowiada moja – i obawiam się, wasza – miłość do lalkowej wielkości roślinek to początek pasji: w innych krajach (i niektórych dobrych polskich restauracjach) kiełki są idealnym wykończeniem dania ale też ich superskładową, a czasem powodem do powstania. Na targach EuroGastro przesiedziałam chwilę na moim ukochanym stanowisku Koppert Cress , gdzie oglądałam piękne kubeczki Wenus (idealne do wypełnienia dziwnym napojem, nie wspominając miłosnych trucizn…) ogóreczki agrestowe (w Polsce hodują je Państwo Jabłońscy z Rozalina – genialni!) liście shiso (kiedyś w japońskiej restauracji na nowojorskim Chelsea podano mi jako przystawkę japońską słonawą śliwkę – pewnie Ume – zawiniętą w ten liść i była to jedna z najlepszych rzeczy, jakie w życiu jadłam) i gigantyczną ilość odmian kiełków: rukoli, chili, limonki, musztardowca… Piękne miniszczypiorki zakończone są czarnym nasionkiem. Są kiełki szkarłatne i takie, co całkowicie paraliżują język. rock_chives_home_c_0   Ciekawe, co powiedziałaby na nie Teresa Murak – artystka, która przechadzała się niegdyś po Warszawie w płaszczu z rzeżuchy. t.murak.d Pani Tereso – czas na nowy „materiał”! A ci hipsterzy, którzy nie jarają się jeszcze guerilla gardening – może zaczną od własnego okna i minigródka z waty? (właśnie dostałam informację, że przepis na zupę RZEŻUSZANKĘ pojawi się niedługo na blogu Bon Apetit Małgorzaty – śledźcie!)


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI