Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Kozak: jedzenie na śnieg i zimę


28 października 2012 Ugryzienie Kozak Monika Stachura
Wraz z opadami śniegu mój facebookowy feed - jakże trafna nazwa na informacje od znajomych „karmiące” mózg – wcale nie zaroił się od zdjęć białych płatków, bo te dawno już uznano za obciachowe. Za to innych płatków nie brakowało: media społecznościowe postanowiły zwalczyć bowiem zimno jedzeniem.

I to jakim! Pamiętacie, jak rozpływałam się nad comfort food? Nad tym jedzeniem, które sprawia, ze czujemy się dobrze, domowo, bezpiecznie, zaopiekowani, za którym tęsknimy daleko od domu, lub które jest tak ironicznie „wygodne” (jak popcorn w kinie, kalorie przed telewizorem?). Okazało się, że istnieje zimowa odmiana comfort foodu, która sprawia, że rozgrzewa się nie tylko dusza, ale i ciało. Czyli nie tylko węglowodan, ale również temperatura – „Ważne, żeby było ciepłe” – napisał mi znawca serów Gieno Mietkiewicz: „Placuszki, drożdżowe, owocowe, dżemy i powidła. Mleko w zupie, kawie i kakao. Majonez na wszystkim czym się da. Masła, dużo masła! Grube pajdy. Tosty.”

Gorące, wychodzące z pieca ciasta skusiły w dzień opadu nie tylko tych, którzy na co dzień prowadzą blogi o wypiekach i właścicieli knajp spragnionych tłumów niebojących się zimy, ale i zwykłych imprezowiczów: niezliczone szarlotki, ciasta z dynią, croissanty, drożdżówki własnego lub mamy/babci wypieku roztaczały wyimaginowany zapach cynamonu i stanowiły niezwykły food porn. Wydawało mi się, ze tego dnia ciasto wychodziło z facebookowego piekarnika średnio co dziesięć minut. Za nim szły kakao i herbaty z imbirem, syropem z malin, miodem, cynamonem …

Pojawiały się też kurioza: przedziwne kiełbaski z bitą śmietaną, które okazywała się być tłuściutkim azjatyckim deserem po rozgrzewającej zupie, placki ze śliwkami jedzone na śniadanie… Choć w sondzie, którą zrobiłam wśród znajomych, wygrała opcja płatki płatkiem. Polski internet postanowił więc jeść owsiane z jabłkami i cynamonem, owsiankę z jabłkiem, rodzynkami i suszonymi morelami ( do tego kurkuma, cynamon, kardamon, imbir), oraz płatki orkiszowe gotowane ze śliwkami, sezamem, łyżką miodu, orzechami laskowym. Z płatkami konkurowały kasze, również na słodko. Znana artystka polecała choćby kaszę jaglaną z jabłkami, rodzynkami, pestkami dyni, orzechami włoskimi, pestkami słonecznika, imbirem, miodem i cytryną a do tego kawę zbożową z mlekiem owsianym. Byli jednak i zwolennicy tradycyjnych smaków, sprawdzonych na zimno przez Brytyjczyków (angielskie śniadania…) lub polskich wariacji (jaja sadzone na bekonie pod żółtym serem i smażony w plastrach pomidor, do tego tosty). Była i chałka – najlepiej stostowana, z masłem, czasem z miodem, do tego kawa z mlekiem. Był też rogal z masłem, puchaty omlet, ryż na mleku z cynamonem i UWAGA! – ovomaltyna!

Są tacy, którzy radzą sobie z zimnem ostrością, a konkretnie – chili: głównie we wschodnich zupkach: tajskich, pho, słodko-kwaśnych – byli i ci od swojskiej kwaśnicy… Są i tacy, którzy ostro łączą z rozgrzewającą i sycącą soczewicą. I ci, którzy wsadzili wczoraj do gara imponującą sztukę mięsa. Później gulasz, schab ze śliwkami, indyk w imbirze i pomarańczach.

A na kolację? Znów gorące kakao. Naleśniki z dżemem, nutellą, powidłem. U mnie – bułeczka z cynamonem i czekolada pitna w łóżku…

A najbardziej wzruszyła mnie Olga: „bo ja bym już zjadła kolację wigilijną”… A wy?

(Dziękuję wszystkim moim przyjaciołom, którzy podzielili się ze mną swoimi sposobami na zimno! Mam nadzieję, ze pomogą komuś jeszcze. Czas się przygotować na sześc miesięcy chłodu… Nic nas już nie zaskoczy!)


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI