Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Kozak: krytyk przychodzi dwa razy…


12 kwietnia 2013 Ugryzienie Kozak Aga Kozak
Wojtek Nowicki – krytyk kulinarny Gazety Wyborczej w Krakowie a przy okazji świetny pisarz, publicysta, fotograf i kurator, genialny, błyskotliwy malkontent, napisał kiedyś w tekście, ze „krytyk przychodzi dwa razy”. Zwłaszcza do miejsc, gdzie było mu dobrze. A tam proszę Państwa po pozytywnej recenzji często znój, kiła i mogiła. Więc to pewnie i groźba jest…

Najgorzej jest wtedy, kiedy człowiek włoży mnóstwo energii w to, żeby dobrze o kimś napisać. Poleci na blogu, facebooku, zdjęcie zrobi. Sześć razy znajomym powie, ze tak, tam super jest i musicie skosztować. A jak zadzwonią z prośba o nowe, fajne miejsce – wymieni akurat to. No a oni potem dzwonią i mówią, że zimne, że 45 minut czekania, że niezjadliwe, że kelner fatalny, a do rachunku doliczone coś na lewo. To wtedy krew człowieka zalewa. Zalewa też jak sam pójdzie – do takiej np. Hamsy – wcześniej wychwalając pod niebiosa, że fajnie, dobrze. Sam zamówi mięso – to, co poprzednio takie dobre. I na talerzu barani kapeć. I co reklamować? Jak pan kelner nie wie co zrobić? A potem na śniadanie pójdzie. Bo tak mu było na nim dobrze ostatnio. A tu pita w tym samym daniu inna, a zamiast zamówionego dania to samo, ale z innym wypełnieniem, zamówienie złożyliśmy 45 minut od wejścia do knajpy ( chyba byłam przed otwarciem, choć nikt mnie o tym nie poinformował – z resztą otwieranie knajpy ze śniadaniami o 10:00 to też kuriozum…) poczekaliśmy sobie na obsłużenie… nikogo, bo wszyscy korzystali ze szwedzkiego stołu a na koniec dowiedzieliśmy, ze płatność kartą od 20 zł. Z tego co wiem, to sprzeczne z prawem… Największy kapitał knajpy czy restauracji to zaufanie. „Nikogo nie ma, możemy otworzyć później”, „Nie było mozarelli damy żółty”, „Dobra ta, nikt się nie zorientuje” „Miał byś Slow Food, damy no name” – to jakaś plaga jest. O bimbaniu kelnerów i pańskim oku napiszę sobie osobno. Mogłabym wam wybaczyć twarde mięso, włos w zupie (nikogo to nie interesuje teraz…, podczas gdy w Australii jedna ość w rybie dyskwalifikuje restaurację) bo wybaczam w knajpach, gdzie zaopiekowana jestem przez przejmującego się kelnera – naprawdę! Ale to, ze ktoś się mną nie przejmuje, robi w konia i jeszcze wystawia mnie przed przyjaciółmi, jest dla mnie czasem gorsze niż „chcieliście mnie otruć” by Gesslerowa. Więc strzeżcie się – krytyk przychodzi dwa razy, a jak coś schrzanicie, może napisać.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI