Kozak poleca jedzenie na Miesiąc Fotografii w Krakowie

Przyjeżdżacie na Miesiąc Fotografii do Krakowa? Chcielibyście wiedzieć, gdzie można zjeść coś dobrego? Razem z Magdą Wójcik z krakowskiej Gazety Wyborczej przygotowałyśmy dla was krótki przewodnik po naszych ulubionych krakowskich miejscach, które warto odwiedzić przechodząc z jednej galerii do drugiej. Ja zrobiłam to trochę egoistycznie: nie będę musiała tłumaczyć każdemu z osobna… |Przyjeżdżacie na Miesiąc Fotografii do Krakowa? Chcielibyście wiedzieć, gdzie można zjeść coś dobrego? Razem z Magdą Wójcik z krakowskiej Gazety Wyborczej przygotowałyśmy dla was krótki przewodnik po naszych ulubionych krakowskich miejscach, które warto odwiedzić przechodząc z jednej galerii do drugiej. Ja zrobiłam to trochę egoistycznie: nie będę musiała tłumaczyć każdemu z osobna… |Przyjeżdżacie na Miesiąc Fotografii do Krakowa? Chcielibyście wiedzieć, gdzie można zjeść coś dobrego? Razem z Magdą Wójcik z krakowskiej Gazety Wyborczej przygotowałyśmy dla was krótki przewodnik po naszych ulubionych krakowskich miejscach, które warto odwiedzić przechodząc z jednej galerii do drugiej. Ja zrobiłam to trochę egoistycznie: nie będę musiała tłumaczyć każdemu z osobna…
(literka „W” oznacza, że pożywią się też tam wegetarianie! „V” jest dla wegan)  

reklama

Na śniadanie

 

Charlotte – znana wszystkim i sprawdzona już w Warszawie opcja z identycznym jak w stolicy menu (francuskie kanapki 9-10 zł, śniadania z bagietkami i dżemami i jajkiem – 18 zł, świetne Croque Monsieur) – dobra również na lunch i kolację (jeśli planujemy ją niezbyt wystawną) i wieczorem na posiedzenie przy winie na świeżym powietrzu, zwłaszcza, że Plac Szczepański to miejsce sobotniej zabawy bywalców MFK. Spokojnie można udać się tam z czworonogiem. Nie przegapcie przepięknej, widnej “piwnicy”, gdzie można obserwować piekarza przy pracy.

(W)

Pl. Szczepański 2

Moment – tradycyjne miejsce kazimierskich śniadań: rozbudowana karta, czynne od wczesnych godzin, można wygodnie rozłożyć się na kanapach… Dostaniecie tu i porządne angielskie (19 zł), i jajka pod różnymi postaciami (14 zł), i musli, i sałatę, i wersję fit twarożku, i tosty.

(W)

ul. Józefa 26

 

 

Karma (okolice Rynku) – miejsce z nowojorskim sznytem. Na śniadanie zjecie tam domową granolę, kanapkę z jajkiem (9 zł) i pyszne pancakes z syropem klonowym i bananami (14 zł). A przede wszystkim napijecie się świetnej kawy, którą Karma pali sama z ziaren od kultowego Tima Vendelboe – zdaniem niektórych espresso z Karmy nie ma konkurencji w całym mieście. To również dobre miejsce na lunch (krem z buraka i wszelkie wymysły Bartka Koziny, właściciela i kucharza, który terminował w najlepszych skandynawskich restauracjach) i drobną przekąskę „to go”. Wegetarianie i weganie – tu o was zadbają! W Karmie nie podaje się mięsa.

(W i V)

ul. Krupnicza 12

zdjęcie-11

Green Times (Kazimierz) – dla tych, którzy na śniadanie muszą zjeść kanapkę. Niewielki lokalik robi wielkie pajdy: z łososiem, awokado, kaparami, szynką parmeńską, hummusem.

(W)

Plac Wolnica 8

Kawałek po Kawałku (Zwierzyniec) – nie jest to może najbliższe miejsce, ale gdybyście przypadkiem zatrzymali się w Zwierzyńcu, warto wstąpić na niedrogie, a pyszne kanapki na kukiełkach (5-10 zł) oraz sałatki (8-12 zł). Uwaga, czynne tylko pon-pt.:godz. 8 – 16, sob.: godz. 9:30 – 14:30,

(W)

ul. Kraszewskiego 16.

Forum Przestrzenie (Dębniki, przy granicy z Podgórzem) – najnowsza moda każe pójść właśnie tam. Co prawda organizatorzy MFK wybrali to miejsce na wieczorne harce, jednak w Forum można też zjeść. Na przykład omlety, granolę i rogaliki. Są też koktajle, propozycje lunchowe, pizza, ale przede wszystkim olśniewający widok z nieczynnego hotelu na Wisłę, zielona trawa, leżaki. Opcja na leniwy, powolny start (granola 7 zł, omlet z dodatkami do wyboru 13 zł, lunch ok. 20 zł).

ul. Konopnickiej 28.

Na lunch i kolację

Youmiko (Stare Miasto) – schowany w bramie obok kantoru, maleńki sushi bar z wielką duszą. To tu zjecie – naszym zdaniem – najlepsze krakowskie sushi, zrobione z sercem i bez dróg na skróty. Prowadzący lokal chłopcy zwijają rolki z pasją godną samego Jiro Ono. W sushi znajdziecie świeżą rybę i warzywa z Kleparza oraz różne niespodzianki, typu marchewkowy mus czy galaretkę z buraka. Panowie przygotowują też świetne sushi wegetariańskie. Nigdy dla tych, którym spieszno.

(W)

Ul. Szczepańska 7.

youmiko

Yellow Dog (okolice Rynku) – za tym miejscem stoi ciekawa romantyczna historia. W Yellow Dogu spróbujecie kuchni azjatyckiej w najlepszym wydaniu. Ponieważ utalentowani właściciele odgrażają się codziennie, że zmienią kartę, nie wiadomo, co polecać. Można im jednak zaufać przy każdym daniu: smaki są autentyczne, okraszone wirtuozerią i samodzielnie uprawianymi ziołami, np. musztardowcem czy mizuną. Ich laksa uwodzi, policzki wołowe rozpływają się w ustach, a nem zachwycają lekkością.

(W, V)

ul. Krupnicza 9

zdjęcie-10

Zazie Bistro (Kazimierz) – nad Zazie rozpływano się tyle razy, że nie wiadomo, czy jeszcze potrzeba. Powtórzmy jednak: najlepszy stosunek jakości do ceny, pomysłowość (podają świetne wariacje na temat klasycznych francuskich smaków, koniecznie spróbujcie ich grasicy – 21 zł, foie gras i pasztetu z wątróbek – 14,50!), codziennie zmieniające się menu i pyszna brioche z crème anglaise i leśnymi owocami, którą niektórzy warszawiacy potrafią brać na wynos i zawozić rodzinie w doggy bag. Nie bierzcie przystawek i dania głównego, bo nie zmieścicie deseru… Porcje są tu ogromne! Chcecie dowiedzieć się więcej? Przeczytajcie co mówi o sobie szef kuchni.

(W)

ul. Józefa 34

Zakładka (Podgórze, od razu za kładką z Kazimierza, stosunkowo blisko MOCAKu) – to miejsce, w którym rządzi Rafał Targosz – obsypywany nagrodami szef kuchni. Po latach serwowania wymyślnych potraw, Rafał postawił na proste smaki rodem z francuskiego bistro – oczywiście z lekkim twistem. Świetny stosunek jakości do ceny, a kaszanka z chipsami ziemniaczanymi i purée z selera (27 zł) jest mistrzowska, podobnie jak najzwyklejsza w świecie zielona fasolka podkręcona truflą (16 zł).

(W)

ul. Józefińska 2

zakładka

Moa Burger (Stare Miasto) – wiemy, niektórzy twierdzą, że burgery są już lekko passé, ale z drugiej strony nie ma lepszego jedzenia imprezowego… A te, które podają w Moa Burgerze, są wyjątkowe: nie dość, ze mają wypiekane specjalnie dla Moa super bułki, a w nich świetne mięso (wołowe, jagnięce lub z kurczaka), to jeszcze pokaźny rozmiar i niesamowitą ilość dodatków: od buraków, przez cebulowe bhaji, po ananasa. Są też wersje dla wegetarian: z serem kozim lub plackiem z bobu! Ceny 18-27 zł. (Uwaga – dobra wiadomość: w każdy dzień oprócz niedzieli są otwarci do 23:00!).

ul. Mikołajska 3

Zdybanka  (Stare Miasto) – szukacie miejsca, w którym można zjeść dobry obiad w pobliżu Rynku? Wbrew pozorom nie jest to proste. Polecamy proste i świeże dania w Zdybance. Karta jest krótka, zmienia się często. Wegetarianie mogą zjeść talerz grillowanych warzyw (17 zł), omlet ze szparagami, bądź sałatki. Mięsożercy mają łatwiej: w menu są na przykład pyszne kiełbaski z Liszek (13 zł), podawane z fasolą i bobem, czy ryba na… szparagach, a jakże, w końcu mamy maj. Dobre są też potrawy z grilla i lekkie zupy. Ceny bardzo rozsądne.

ul. Szczepańska 3

Spółdzielnia Organic Bar & Take Away (Kazimierz) – jedna z najlepszych knajpek dla wegetarian i wegan. Są stałe pozycje: wrapy, sałatki, ale karta oparta jest przede wszystkim na tym, co ostatnio do lokalu przywieźli zaprzyjaźnieni ekologiczni rolnicy. Nie jest drogo, można usiąść w ogródku.

(W, V)

ul. Meiselsa 11

Chicks’n’Champs (Zwierzyniec) – czyli jedzenie na stadionie. Jeżeli po odwiedzeniu Muzeum Narodowego dopadnie Was głód, macie kilka możliwości: Kawałek po Kawałku, wycieczkę do centrum albo burgery w wypiekanych na miejscu bułkach, żeberka i skrzydełka w Chicks’n’Champs na stadionie Cracovii. Oprócz widoku na murawę, zaletą miejsca są robione z świeżych ziemniaków frytki. Uwaga, w czasie meczów bywa tłoczno!

ul. Kałuży 1

Coś słodkiego

Cupcake Corner (Stare Miasto)

No, tak. Cupcake w Nowym Jorku się już skończyły i nikt ich podobno nie je… Natomiast w Krakowie musicie spróbować tych robionych przez Julie, amerykańską cukierniczkę z rodzinnymi piekarniczymi tradycjami, sięgającymi pewnie Wojny Secesyjnej. Idealnie wyrośnięte, z odpowiednimi kremami. Biała czekolada z pistacjami czy “czarny las” sprawią, że nie będziecie mieli już ochoty na obiad. Na szczęście możecie je zjeść w trzech miejscach! (cupcake 6 zł)

ul. Michałowskiego 14, Bracka 4 , Grodzka 60

 

Lody na Starowiślnej – Sarga (Kazimierz)

Odwieczny spór “które lody” krakowianie załatwiają tuptaniem. W kolejce. Po lody. W soboty i niedziele przed pracownią cukierniczą Stanisław Sarga – malutkim pomieszczeniem z paroma pojemnikami na lody w niewielu smakach – formuje się pokaźny ogonek. Stać warto: lody w niczym nie przypominają bowiem gelato, są kremowo-mleczne i robione z owocami lub zawrotną ilością bakalii.

ul. Starowiślna 83

 

Lody Katane (Stare Miasto)

Kolejne miejsce, przed którym w upalne dni formuje się spora kolejka. Nie bez powodu. To zdecydowanie jedne z najlepszych lodów w Krakowie. Lodziarnię prowadzą Sycylijczycy. Oprócz zimnych słodkości w wafelku, zjecie sycylijskie ciastka i napijecie się espresso.

ul. Sławkowska 19

cattane

 

Cukiernia Michałek (okolice Rynku)

Maleńka cukiernia na ul. Krupniczej, która sprzedaje jedne z najlepszych drożdżówek, pączków, bez, ptysiów… i wszelkich innych połączeń mąki i nabiału w mieście. Potrzebujecie drugiego śniadania na wynos? Pędźcie do Michałka po ciastko, obok w Karmie weźcie kawę i w drogę! ul. Krupnicza 6  

Cukiernia Cichowscy (dokładnie między Rynkiem, a Kazimierzem)

Tradycyjne ciasta i praliny w cukierni czynnej od 1945 r. –  w tym drożdżówki (również w wersji mini) z masą orzechową czy ciastka grylażowe (warto sprawdzić co to!). Nadzienia z róży, lukry, przemielony mak – tego możecie się tu spodziewać, ul. Starowiślna 21  

Street food/ w przerwie między wernisażami

Bal (Zabłocie) – skoczcie tam na lemoniadę, kiedy będziecie odwiedzać Zabłocie i wystawy w MOCAKu, to jedyne “jadalne” miejsce w tamtej okolicy, do tego ma postindustrialny klimat i urocze podwórko.

Ul. Ślusarska 9.

   

Coca – (Kazimierz) mała dziupla w której włoskie specjały przygotowuje Sycylijczyk, mieści się za rogiem od Placu Nowego i koszmarnych zapiekanek. Warto tam wpaść nie tylko na kawałek pizzy czy calzone, ale też na sycylijskie specjały: choćby arancini czy pastę alla Norma. Uwaga! Mają jedne z najlepszych słodyczy w mieście: pierożki z ciasta pączkowego nadziewane nutellą lub cannoli – hipersłodkie rurki z ricottą i bakaliami.

ul. Kupa 3  

Kiełbaski z Nyski – to kultowa miejscówka imprezowiczów. Po godz. 21 pod Halą Targową (czyli – upraszczając – 10 minut piechotą z Rynku bądź pl. Nowego) rozstawia grill dwóch uroczych panów. Przygotowują kiełbaski. Gdzie tajemnica sukcesu? Sprawdźcie sami.

 

Sami am am (Kazimierz) – kiedyś był tu sklep mięsny, potem pojawił się kebab i przez chwilę koegzystowały w małym pomieszczeniu na ul. Wawrzyńca w Krakowie. Wkrótce po otwarciu Sami am am zostało obwołane najlepszym kebabem w Krakowie, a ladę chłodniczą zastąpiły stoliki. Oprócz kebaba, zjecie falafele, mtabal, foul, manakish. Być może uda Wam się trafić do grona szczęśliwców, którzy załapali się na kebaba z baraniny, który w Krakowie jest niemal nieosiągalny…

ul. Wawrzyńca 27

 

Mister Kebab (Rynek) – pod tą oryginalną nazwą, nieopodal Rynku kryje się knajpka serwująca głównie kebab. Zamiast na kebaba, zdecydujcie się tam jednak na kiełbaski mergez. Koniecznie wybierzcie wersję w cieście z frytkami. Oczekiwanie umilą wam najnowsze bliskowschodnie telenowele i teledyski.

ul. Szewska 17

 

Hummus Amamamusi (na telefon) – kultowy krakowski hummus powstaje na Kazimierzu. Wersji smakowych jest wiele, dla niezdecydowanych dobra wiadomość: ostatnio hummusodawcy wprowadzili opakowania, w których połączyć można trzy smaki. Polecamy też pyszną favę i baba ganoush. Odbiór na Augustiańskiej. Tel: 533 306 288. Tuż obok kupcie sobie bułkę w Piekarni Mojego Taty (ul. Meiselsa 6) i spałaszujcie wraz z hummusem na Bulwarach Wiślanych.

Zapiekanki z Placu Nowego – zaklinamy, nie jedzcie przymrożonych buł z najgorszym serem z bloku, sczerniałymi pieczarkami oraz ketchupem z wiadra, bo stoi do nich kolejka… Rozumiem. Przyzwyczailście się, tradycja. Mimo to nie warto: za okrąglakiem macie Grill na Kazimierzu, a na nim oscypki, trochę dalej Cocę, a jeszcze w drugą stronę Piekarnię Mojego Taty ze świetnymi nadziewanymi podpłomykami. Spróbujcie czegoś innego!