Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Słodkie zadupie


Lubicie ukryte świątynie smaku? Mnie chyba najbardziej ekscytuje to, kiedy prawdziwe delikatesy można znaleźć w podejrzanej szopie.

San Diego. Gorąco. Zapadł zmrok. Mój przyjaciel – uznany kompozytor – od godziny w uniesieniu mówi, ze zaraz zjemy najlepsze torty świata. Jedziemy w elegancką okolicę, przy czym zatrzymujemy się na ciemnym parkingu, na którym rosną palmy. Pytam „Wojtek? Gdzie my jesteśmy?” na co Wojtek pogodnie odpowiada „Zapomniałem ci powiedzieć – wszyscy są najpierw przerażeni”. Przesadziłabym, gdybym powiedziała, że miejsce nadawałoby się jako plener do pierwszych minut filmu „Drive”, ale nie bardzo… W bardzo dyskretnie oświetlonej szopie obok parkingu mieści się jednak faktyczne jądro ekstazy. Właścicielka Extraordinary Desserts, Karen o swojsko brzmiącym nazwisku Krasne, pisze : I encourage my customers to lose themselves completely in the sweet sensuality of it all  (Zachęcam moich klientów, żeby zatopili się całkowicie w słodkiej zmysłowości). Ilu chce się zatopić? W San Diego – tłumy. Kiedy przyszliśmy, mieliśmy szczęście. Wychodząc, zobaczyłam miejscową legendę: dłuuuuugą kolejkę spragnionych słodkiej ekstazy gości, ciągnącą się przez patio i dzielnie stojącą na zewnątrz. Po cholerę oni tak stoją i czekają? Pewnie po cupcakes z kolejną warstwą tłustego kremu – podpowiadał mi złośliwy, cięty na amerykańskie słodycze umysł zanim dotarłam do pierwszej lady chłodniczej. A potem TO zobaczyłam: wielką witrynę pełną tortów. I następną przeszkloną szafę pełną ciastek: wszystko ubrane w świeże owoce, spektakularnie rozwijające się kwiatostany i płatki jadalnego złota. I wszystko – co nieczęsto się zdarza w Ameryce, o czym pisali już Baudrillard i Eco – wyglądało PRAWDZIWIE. Odrobinę tak, jakbyście byli na imieninach u cioci zmieszanej z szalonym kapelusznikiem… Karen Krasne postawiła na coś, czego Amerykanie nie znają: torty, które nauczyła się piec we Francji – min. w „Cordon Bleu”, „Le Notre” i „Bellouet Conseil” – i które zdobi zgodnie z gustem z rodzinnych Hawajów. Do tego – jak wszyscy w Kalifornii – ma do tego dołączoną specjalną ścieżkę duchową… Tak tak, u Karen Krasne pieczenie tortów łączy się z jogą i mantrą serca, która brzmi Yum. Welcome to California! Nie dało się zjeść wszystkiego. Gorzej. Dało się zjeść mało. To znaczy ogromne porcje, ale dwie. Delikatne biszkopty nasączone słodkim syropem, ciężkie, potrójnie czekoladowe z dulce de leche w kawałkach, skondensowane smaki owoców, bitej śmietany, biała i ciemna czekolada i kropeczki wanilii – wszystko pływające w sosach z przecieranych owoców lub płynnej czekoladzie. Orgazmicznie.  Dopiero potem odkryłam, że w karcie znajdował się na przykład marokański tort z pistacji przekładany nugatem miodowo pistacjowym… L’esprit d’escalier przyprawiony ślinotokiem. Najgorzej.  


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI