„Multitasking” negatywnie wpływa na pracę mózgu

fot.123rf

Badania dowodzą, że multitasking to iluzja. IQ ludzi, których rozpraszają przychodzące e-maile i dzwoniące telefony, obniża się o 10 punktów. Jakie są tego efekty? Takie same jak w przypadku nieprzespanej nocy. I dwa razy poważniejsze niż te spowodowane paleniem marihuany.
Czy tobie też zdarzyło się zachłysnąć pomysłem, że możemy być multizadaniowi i wykonywać zamiast jednej – dwie, trzy, pięć czynności naraz? To pewnie dotarłaś już także do momentu, kiedy – ku twojemu ogromnemu zdziwieniu – okazało się, że tak naprawdę zużyłaś w ten sposób więcej czasu i wykonałaś swoje zadania mniej starannie. Nie mam tu na myśli połączenia typu wieszanie prania i słuchanie audycji radiowej, bo takie zestawienie nie jest specjalnym wyzwaniem: jedna czynność angażuje oczy i ręce, druga uszy i mózg – procesy nie wchodzą sobie w drogę. Chodzi tu o aktywności wykluczające się nawzajem: albo patrzysz na ekran monitora i czytasz, co jest napisane w e-mailu, albo spoglądasz na dokument, który ktoś ci podtyka pod nos, i zapoznajesz się z jego treścią. Nie możesz jednocześnie czytać dwóch różnych tekstów. Chociaż jako ludzie mamy parę oczu, to ciągle nie nabyliśmy umiejętności obsługiwania każdym z nich odrębnego wyimka rzeczywistości.

reklama

Samej siebie nie przeskoczysz

Pomysł, że możemy bez szkody dla jakości wykonania robić wiele rzeczy naraz, jest wyrazem magicznego myślenia w stylu: „wszystko, czego chcę, jest możliwe”. Lub jeszcze bardziej niebezpiecznej opcji: „wszystko, czego ktoś ode mnie chce, jest możliwe, jeśli się tylko postaram”. Ile razy słyszałaś: „Inni jakoś sobie z tym radzą, jeśli naprawdę ci zależy na… (pracy, relacji, matce, córce, koleżance), to to zrobisz”? Jednak takie myślenie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Kiedy tego typu komunikaty płyną zewsząd, często ulegamy ich presji, bo nie chcemy odstawać od reszty. Kupujemy kolejny poradnik typu „Jak przygotować bilans roczny w pięciu krokach w pół godziny”, ale okazuje się, że w tak krótkim czasie nie da się go nawet przeczytać. Jak zatem nie dać się zwariować?

Kiedy masz wrażenie, że przestajesz panować nad swoim życiem i gubisz się w nadmiarze rzeczy do zrobienia „na już”, spróbuj zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na pytanie, czyje potrzeby są w tej sytuacji zaspokajane. Twoje własne czy kogoś innego? Propaganda pojawia się dziś często w subtelnej postaci mody na pewne postawy, ale nadal służy do tego, do czego służyła zawsze: żebyś zrobiła to, czego inni chcą od ciebie, bez względu na to, czy jest to dobre dla ciebie. Kiedy ulegasz modzie na tego typu postawy, pozwalasz sobą sterować. Zdarza się, że sam sterujący ma jak najlepsze intencje, tylko, niestety, uległ owczemu pędowi i zaniechał refleksji nad tym, co i dlaczego robi. Bo jaka intencja stoi za postawą szefa, który motywuje do działania zachętami typu: „Postaraj się bardziej, skoro Dagmara może, to znaczy, że da się to zrobić”? Najprawdopodobniej dąży do zwiększenia efektywności twojej pracy, tak jak i innych pracowników, marząc, że przełoży się to na lepsze wyniki firmy. Problem polega na tym, że strategia, jaką wybrał pod wpływem propagandy sukcesu, w tym przypadku może być mało skuteczna.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »