Asertywność. Dlaczego pewne rzeczy nie przechodzą nam przez gardło?

fot.123rf

Czy Polacy są asertywni? Hm… jeśli miałbym na to pytanie odpowiedzieć szczerze, na podstawie zdobytej wiedzy i doświadczenia z pracą z ludźmi, czy to podczas szkoleń, czy też coachingów, odpowiedziałbym wprost: „Tak…, ale tylko deklaratywnie”. Otóż my jedynie mówimy, że jesteśmy asertywni, lubimy tak o sobie myśleć, jednak kiedy przychodzi co do czego, „mięknie nam rura”, a wachlarz rzeczy, które nie są nam w stanie przejść przez gardło staje się większy, niż by się mogło wydawać.
Nie wierzysz? Przyjrzyjmy się konkretnej sytuacji: trwa szkolenie. Zgłębiam z uczestnikami kolejne techniki poskramiania stresu i nagle na ścianie wyświetlony zostaje slajd zawierający „program samowiedzy” opracowany przez Golemana – tak, tego od inteligencji emocjonalnej. Jednym z filarów tego programu jest właśnie asertywność. Natychmiast więc złośliwie pytam: „czy jesteście asertywni?”. Większość uczestników zazwyczaj twierdząco kiwa głową. No to zróbmy mały eksperyment – proponuję słuchaczom. Najpierw w wersji dla pań (poniższy przykład panom zazwyczaj wydaje się zbyt abstrakcyjny).

reklama

Zatem wyobraź sobie, że masz sąsiadkę. Miłą, sympatyczną, z którą czasem się spotykasz na zakupach, czasem na klatce schodowej. Zawsze zamieniacie ze sobą kilka słów, bo przecież to taka sympatyczna osoba. Jednak po pewnym czasie tej niezobowiązującej znajomości, sąsiadka wpada na pomysł wspólnej kolacji. Ona z mężem, ty z mężem, u was w domu. Fajnie, nie? Jest jednak jeden problem – otóż ty nie masz ochoty na to, by ta znajomość zamieniła się we wspólne kolacje, wzajemne rewizyty, większą zażyłość itd. Po prostu nie. Stoi zatem przed tobą zadanie z asertywności: wymyśl w jaki sposób powiedzieć to sąsiadce, by twoja odmowa kolacji spełniała następujące warunki: była szczera, prawdziwa i nie powodowała, że sąsiadka się obrazi i że będzie jej przykro. A i co najważniejsze – twoja odpowiedź ma raz na zawsze spowodować, że kolejna propozycja z jej strony się już nie pojawi.

Oczywiście podpuszczeni uczestnicy szkolenia natychmiast idą w wymówki – „wie pani, my nie jemy kolacji”, „a dzisiaj to akurat męża boli głowa”, „nie ma nas w domu wieczorem przez najbliższy miesiąc”, „nigdy nie gotujemy w domu”, „mamy jeden tylko pokój i jeszcze mieszkamy razem z czterema dogami niemieckimi”.

Niestety, te odpowiedzi nie spełniają wymaganych warunków. I tutaj właśnie zaczynają się „schody”… no bo jak to, do cholery, powiedzieć? Przecież tak czy siak, sąsiadce będzie przykro…

Spróbujmy teraz zmierzyć się z asertywnością panów.

Zamiast sąsiadki wyobraź sobie, że masz w pracy kumpla. Siedzicie w jednym pomieszczeniu. Pracujecie razem. Całkiem spoko koleś, dobrze się z nim współpracuje i generalnie nie jest nawet jakoś dramatycznie męczący. I pewnego dnia twój kolega wpada na pomysł wspólnego wyjścia na piwo. Ty jednak nie chcesz iść z nim na piwo, bo chcesz, by wasza znajomość nie przekraczała tego progu. Żeby od razu uciąć kombinowanie podpowiem: nie możesz mu powiedzieć, że nie pijesz piwa, bo widział cię wczoraj wieczorem, jak rozweselony wracałeś z kumplami z pubu. No, to do dzieła! Powiedz mu, że nie chcesz iść z nim na piwo i zrób to szczerze, bez wymówek, tak by się nie obraził, by nie było mu przykro i by więcej ci wspólnego piwa nie proponował…

Otóż powyższe zadanie i to w obydwu wariantach okazuje się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Większość ludzi nie jest w stanie powiedzieć tego, co chcą, w obawie właśnie o to, że sprawią komuś przykrość. A czy tak jest w rzeczywistości? Otóż nic bardziej mylnego – pokażę ci to na innym przykładzie.