Boom na mateistów

123RF.com

Niepozorna, pieniąca się mieszanka ziela i wody wygląda na pierwszy rzut oka dosyć niewyraźnie, ale mateistom – fanatykom yerby mate, których z dnia na dzień przybywa – smakuje wyśmienicie.
Yerba mate, w wolnym tłumaczeniu „napar w tykwie”, to zmielone liście i gałązki ostrokrzewu paragwajskiego, które z uwielbieniem od wieków spożywają mieszkańcy Południowej Ameryki. Mimo że jeden z najbardziej znanych w Polsce propagatorów yerba mate – Wojciech Cejrowski – stwierdził, że pierwszy łyk smakował mu jak zalane wodą papierosy, ziele to zjednuje sobie coraz większe rzesze zwolenników. Do smaku i aromatu naparu można się szybko przekonać, a jego dobroczynny wpływu na samopoczucie jest nieoceniony.

reklama

Święte ziele

Pierwszymi mateistami byli Indianie Guarani, mieszkający w dorzeczu rzeki Paragwaj. Yerba była ich świętym zielem, które spożywali, żując liście lub zalewali je wodą i sączyli przez zęby. Mate podawana była po kolei osobom według stopnia ich ważności w plemieniu, podobnie jak fajka pokoju. Dodawała wigoru, energii do pracy i uzupełniała dietę w cenne minerały i witaminę C, co zresztą w XVI w. zauważyli europejscy misjonarze. To oni jako pierwsi eksportowali ziele do Europy, choć wtedy jeszcze nie znalazło uznania na Starym Kontynencie. Jednak z roku na rok plantacje w Ameryce Południowej rozrastały się, przynosząc spore zyski, a otwarcie granic kilka wieków później sprawiło, że yerbę mate mógł poznać cały świat.

Dziś yerba jest gwiazdą – w kawiarniach, domach, ale także w biurach. Zachwyca działaniem, smakiem i wyjątkowością, która podkreśla fakt, że liście zbierane i selekcjonowane są ręcznie tak, aby stworzyć doskonałą mieszankę, z której powstaje prawdziwy napój bogów.

Kofeina bez kawy

W codziennym biegu, gdy każda minuta ma znaczenie, liczy się to, co jesz i to, co pijesz. Dlatego moda na żywność wellness, a więc taką, która posiada wartość dodaną, dokonała rewolucji w przemyśle spożywczym i w naszych gustach. W dzisiejsze kanony zdrowego odżywiania, które jest balsamem dla ciała i duszy, yerba wpisuje się doskonale.

W biurach coraz więcej osób zamiast z kubkiem ulubionej kawy w ręku, spaceruje korytarzami z charakterystyczną mete i bombillą.

Święte ziele bowiem świetnie zastępuje kawę, a dodatkowo dostarcza organizmowi sporo mikroelementów i witamin. Liście yerba mate zawierają, oprócz mniejszych niż kawa ilości kofeiny, także teobrominę, witaminę C, witaminy z grupy B oraz przeciwutleniacze i minerały, m.in. magnez, potas i sód, które stres i pośpiech wypłukują z nas w ogromnych ilościach, a yerba przeciwnie – uzupełnia. Te wszystkie dobroczynne składniki sprawiają, że działa stymulująco na układ nerwowy, pobudza koncentrację, obniża ciśnienie krwi, obniża napięcie mięśniowe i stymuluje pracę serca. Dzięki niej z pogodą ducha i ciała można pozwolić sobie na większy wysiłek fizyczny i umysłowy bez dodatkowych trujących dopalaczy, takich jak podwójne espresso pite cztery razy dziennie czy napoje energetyzujące. Dodatkowo, dzięki temu, że yerba mate sączy się cały czas, kilkakrotnie zalewając wsypaną do naczynia porcję, efekt pobudzenia utrzymuje się przez cały dzień. W przeciwieństwie do efektu, jaki wywołuje kawa – szybko pobudza, ale równie szybko efekt ten znika.

Na tym dobrodziejstwa yerby się nie kończą. Napar oczyszcza organizm, chwalony jest pod tym względem bardziej od czerwonej herbaty, i wpływa korzystnie na stan włosów i paznokci. Jest również doskonałym napojem wspomagającym dietę – zawarte w yerbie odżywcze składniki sprawiają, że organizm lepiej radzi sobie ze spalaniem tłuszczu i uczuciem głodu. Podobno tłumi także głód nikotynowy.

Mate kultura

Pozornie niepozorny napar z yerby zawojował polski rynek. W internecie roi się od sklepów specjalizujących się w sprzedaży wszelakich odmian yerby, z dodatkami i bez, można też zakupić różnego rodzaju naczynia, bombille, także złote i srebrne – idealne dla kolekcjonerów, fotele inspirowane typowo południowoamerykańskimi wzorami, książki, a nawet instrumenty muzyczne takie jak djembe, shekery czy reco-reco. Powstająca yerba kultura to także fora dyskusyjne, na których mateiści wymieniają się yerbacianą wiedzą i blogi mateistów zafascynowanych nie tylko naparem, ale też kulturą Ameryki Południowej. Wśród nich nie brakuje kawoszy, którzy zrezygnowali ze swojej ulubionej używki na rzecz yerby. Zachwalają jej smak, dobroczynne działanie i specyficzny sposób przygotowania. Sięgają po nią, bo nie wypłukuje magnezu, jest zdrowsza, mogą pozwolić sobie na używkę nawet przy nadciśnieniu, i cenią sobie rytuał zaparzania, który w czasie przerwy w pracy pozwala rozjaśnić umysł i chwilę się zrelaksować.

Styl bycia a la yerba to także spotkania w kawiarniach, przy „małej mate”. Jedne z takich właśnie pierwszych yerbaciarni w Polsce to Szczypta Świata we Wrocławiu i Guarani Mate Bar w Warszawie. W niektórych miejscach można nawet spotkać spacerujących po mieście z tykwą i bombillą mateistów, a w biurach coraz częściej do czajnika podchodzą yerbafani z calabaza w ręku, żeby po raz trzeci zalać swoją ulubioną markę yerby.

Mirosław Ragan, właściciel firmy sportowej:

Przerzuciłem się z kawy na yerbę, bo znacznie lepiej się po niej czuję. Nie rozdrażnia mnie, a po 3-4 godzinach nie czuję tego mocnego zejścia. Piję yerbę bo mi smakuje, czasami mam ochotę napić się po prostu yerby, niczego innego. Poza tym wiem że ma dużo witamin, więc traktuje ją jako doskonałe i smaczne tego źródło. Kolejna sprawa to sam rytuał picia, po prostu to lubię. No i działanie. Częściowo pobudzenie, a częściowo to inne uczucie. Po prostu kiedy się napiję, poprawia mi się nastrój, czuję się odprężony. Ogólnie poleciłem ją swoim pracownikom i teraz zamiast cotygodniowej dostawy kawy, zamawiam yerbę dla całej firmy.

Picie yerby w 5 krokach

  1. Yerba mate siorbie się cały dzień, z namaszczeniem.
  2. Charakterystyczną cechą spożywania ziela jest to, że można kilkakrotnie zalewać tę samą, nasypaną do mate porcję, pamiętając jednak, by woda nie miała więcej niż 85°C.
  3. Podstawowy zestaw do przygotowywania yerby to: mate (naczynie przypominające masywny kielich, wykonane z tykwy, może być też ceramiczne lub drewniane) lub calabaza (pękate naczynie ze zdrewniałej tykwy), a do zimnego naparu tzw. guampa, zrobione z bawolego rogu lub krowiego kopyta. Najlepiej o pojemności nie mniejszej niż 150 ml. Do tego będzie potrzebna bombilla, czyli rurka, przez którą sączy się napar, i termos, choć mate można zalewać także zimną wodą.
  4. I oczywiście susz z liści. Dla początkujących najlepsze są odmiany łagodne, tzw. suave lub z dodatkami. Na rynku dostępne jest ok. 180 gatunków mate, przy czym różnych mieszanek yerby jest kilka razy tyle.
  5. Do mate dodaje się zioła, suszone owoce, miłorząb japoński, guaranę, prawoślaz, amaretto, karmel, jabłka, papaję, jagody, kwiaty słonecznika, miętę, eukaliptusa… Liczba wariantów jest niezliczona.