Bezcieleśni

123RF.com

Pytani o zmysły, zwykle wymieniamy pięć z nich: słuch, wzrok, smak, węch i dotyk, zapominając o szóstym – zmyśle orientacji ułożenia własnego ciała. Jest dla nas tak naturalny, że uświadamiamy sobie jego wagę dopiero, gdy zaczyna niedomagać.
Jest poranek, pierwszy dzień nowego roku. Na oddziale neurochirurgii pewnego brytyjskiego szpitala budzi się młody pacjent i z najwyższym obrzydzeniem odkrywa w swym łóżku… odciętą ludzką nogę! Zrazu traktuje to jako makabryczny i niesmaczny żart personelu – „jest sylwester, wszyscy się bawią, widać, któraś z pielęgniarek zabrała nogę z prosektorium i włożyła mi pod kołdrę” – opowiada lekarzowi. Nie chce spać z fragmentem nieboszczyka, ale gdy tylko spycha nogę z łóżka, sam ląduje na podłodze. Przeklęta noga okazuje się w tajemniczy sposób przyrośnięta do jego ciała. „To pańska własna noga” – tłumaczy lekarz. „Nie, to jakaś nieudolna martwa podróbka” – irytuje się pacjent, ale na pytanie, gdzie w takim razie jest jego lewa dolna kończyna, odpowiada: „Nie wiem… gdzieś znikła”.

reklama

Lekarz, a był nim wybitny angielski neurolog i psychiatra, doktor Oliver Sachs, 15 lat później sam znalazł się na szpitalnym łóżku, cierpiąc na podobny syndrom: po urazie nogi i – udanej, a jakże! – interwencji chirurgicznej stracił poczucie własnej kończyny. Swojemu i innym przypadkom utraty poczucia cielesnej tożsamości poświęcił znakomitą książkę „Stanąć na nogi”.

Wewnętrzne oko

Zmysł odczuwania samego siebie, czucia pozycji i ruchu nosi trudne do wymówienia imię – propriocepcja. Jeśli, trzymając rękę za plecami, wiemy, czy jest ona zgięta w łokciu i czy palce dłoni są zaciśnięte w pięść, zawdzięczamy tę świadomość właśnie zmysłowi postrzegania wewnętrznego. Proprioceptory znajdujące się w mięśniach, stawach, oczach, w narządzie równowagi reagują na napięcie mięśni, ścięgien, na zgięcia w stawach i mówią mózgowi, w jakiej pozycji się znajduje i co czyni ciało. Znakomita większość tych informacji jest rejestrowana nieświadomie – gdybyśmy w każdej chwili mieli zdawać sobie sprawę z tego, że zmienia się napięcie skóry na łokciach, gdy wymachujemy rękoma podczas marszu, mózg ugiąłby się pod nawałem niepotrzebnych informacji. Częściowa lub całkowita utrata zmysłu propriocepcji nazywana jest chorobą Kartezjusza, PDD (proprioception deficit disorder) lub syndromem Sacksa – od nazwiska neurologa, który ją pierwszy opisał, relacjonując przypadek swojej pacjentki, 27-letniej Christie, wysportowanej, szczęśliwej matki dwóch chłopców.

Odłączona od ciała

Zaczęło się od snu. Christine śniła na szpitalnym łóżku, czekając na wykonanie drobnego zabiegu chirurgicznego – usunięcia woreczka żółciowego. We śnie nie mogła się ruszyć. Pozbawiona ciała unosiła się nad nim. Sen był niezwykle sugestywny. Przerażający. Christine przypisała dręczący ją koszmar przedoperacyjnemu stresowi i nie przejęła się nim ani trochę.

Objawami zwiastującymi bywają sny o utracie panowania nad ciałem. Z niewyjaśnionych przyczyn chorzy zaczynają bać się przyglądania swemu odbiciu w lustrze

Po zabiegu okazało się, że sen się ziścił. „Stało się coś niewyobrażalnego” – relacjonowała doktorowi Sacksowi drewnianym i bezdźwięcznym głosem. „Nie czuję mojego ciała. Czuję się odłączona”. W ciągu zaledwie jednej nocy wysportowana, zdrowa, aktywna kobieta stała się wrakiem, choć badania wykazywały, że w zasadzie wszystko jest w porządku – zarówno mięśnie, jak i nerwy Christine wydawały się działać bez zarzutu.

Wyobraź sobie, że biegniesz rano do autobusu, trzymając w ręce aktówkę. Twoje nogi nie plączą się, dłonie nie wypuszczają ładunku, mimo że nie koncentrujesz się na myśli „trzymaj, nie wypuść torebki”. W końcu twoje usta są zamknięte, a szczęka nie klapie bezładnie, mimo że nie poświęcasz jej najmniejszej uwagi.

Christine pozbawiona została tego wszystkiego, co nam wydaje się tak naturalne. Potrzebowała lusterka, by przekonać się, że język nie wystaje jej z buzi. Nie mogła stanąć, nie patrząc na swoje stopy. Była wiotka jak szmaciana lalka. Zmieniła się nawet jej mowa – je j głos utracił modulację i stał się równie martwy jak pozbawiona ekspresji twarz.

„Nic nie czuję” – skarżyła się lekarzom – „dopiero kiedy wiatr wieje mi w twarz, mogę podejrzewać – choć i to nie na sto procent, że w ogóle mam twarz”.

Nauczyciel z PDD

Zanim zaczęły się nocne mary, Anthony Kirk pracował w podstawówce. Uwielbiał swoją pracę, został nawet wyróżniony tytułem Nauczyciela Roku.

Śnił, że jest w szkole, na przerwie i nie potrafi otworzyć sobie kartonika z jogurtem. Kolejne koszmary były podobne: nie mógł się schylić, żeby zawiązać sznurówki, nie mógł zetrzeć tablicy. Po tygodniu koszmar stał się rzeczywistością. Anthony utracił zdolność poruszania się.

Ian przemieszcza się jak podrygujący drewniany pajacyk. Wystarczy zgasić światło, by upadł bezwładnie na podłogę, niezdolny do wykonania żadnego ruchu

To częsty schemat rozwoju tej choroby. Objawami zwiastującymi z niepojętych przyczyn bywają właśnie sny o utracie panowania nad ciałem. Potem pojawiają się kłopoty z koordynacją, niezgrabność i dziwaczne odczuwanie rzeczywistości. Czas i przestrzeń zdają się deformować, wynaturzać. Pacjenci tłumaczą, że wydarzenia jakby przebiegały w niepokojąco zwolnionym tempie, a oni sami czują się wyobcowani i nierzeczywiści. Zaczynają wątpić w realność otaczającego ich świata, tym bardziej że jednocześnie z psychicznym oddaleniem odczuwają całkiem realnie fizyczne oddalenie – mają wrażenie nienaturalnego powiększania odległości do otaczających przedmiotów. Zaczynają się przy tym bać… przyglądania się swemu odbiciu w lustrze.

Utrata poczucia ciała przychodzi później – niekiedy również z zaburzeniami rozróżniania kolorów. Dotknęło to także Anthony’ego. Wiedzie smutny żywot inwalidy uwięzionego w szaroburym świecie. Nie może uczyć. Nie wychodzi z domu.

Zewnętrzna kontrola

Czy utrata propriocepcji to całkowite i nieodwracalne kalectwo? Czy brak tego zmysłu można zrekompensować w jakikolwiek inny sposób?

Ian Waterman jest jedną z dziesięciu osób na świecie cierpiących na całkowitą utratę zmysłu propriocepcji. Jako 20-latek przeszedł ostrą wirusową infekcję mózgu. Po chorobie nie był w stanie świadomie wykonać ani jednego ruchu. Nie, nie został sparaliżowany. Mógł napinać mięśnie, odczuwać ból i temperaturę. Jego mózg wysyła mięśniom polecenia działania, ale nie odbiera informacji zwrotnej o tym, czy zadanie zostało wykonane. „Jak mógłbym komukolwiek opisać swoją sytuację? Kto jest w stanie zrozumieć, co oznacza utrata zmysłu, o posiadaniu którego większość ludzi nie ma pojęcia?”– żalił się Ian.

Przez lata ten pełnosprawny z ortopedycznego punktu widzenia człowiek żył niczym sparaliżowany, wymagając opieki przez 24 godziny na dobę.

W 1986 roku zainteresował się nim Jonathan Cole, neuropsycholog z Poole Hospital w New Hampshire. Dziś Ian jest pierwszym człowiekiem na świecie, który potrafi używać ciała, mimo że zupełnie go nie czuje. Umie chodzić i siadać. Te proste czynności wymagają od niego niewiarygodnej wręcz koncentracji. Pozbawiony wewnętrznego oka, kontroluje swoje członki wzrokiem, nieustannie sprawdza, czy jego ciało podąża w tym kierunku, w którym jego właściciel sobie życzy.

Niestety impuls wzrokowy dociera do mózgu wolniej niż informacja proprioreceptywna. To z pozoru niewielkie, bo zaledwie 70-milisekundowe opóźnienie jest brzemienne w skutki, bo wzrok niekiedy nie nadąża za ciałem. Ian więc przemieszcza się jak podrygujący, drewniany pajacyk. Nawet najbardziej wyostrzone zmysły zewnętrzne nie są w stanie zastąpić postrzegania wewnętrznego.

Zresztą wystarczy zgasić światło, by Ian upadł bezwładnie na podłogę, niezdolny do wykonania żadnego ruchu. Ba, gdybyśmy w ciemności zaczęli wykręcać jego rękę na wszystkie sposoby, czułby jedynie, że dotykamy jego dłoni.

Ian na służbie NASA

Używając oczu do kontroli otoczenia i swojego ciała, Ian do perfekcji rozwinął zmysł wzroku. Jest w stanie „na oko” szacować masę obiektów z niewiarygodną precyzją. Z daleka potrafi ocenić, czy trzymam w ręku 100-, czy 105-gramową tabliczkę czekolady. To niezwykle ważna umiejętność, bez niej nie byłby w stanie unieść nawet kanapki lub szklanki z wodą. Musisz bowiem wiedzieć, jak ciężki jest przedmiot, który zamierzasz przesunąć, by poruszyć go z odpowiednią siłą. „Wypracowanymi” przez Iana technikami interesuje się NASA, które ma podobny problem ze swoimi pozbawionymi propriocepcji… robotami. Musi zaprogramować je tak, by umiały przesuwać obiekty, dobierając odpowiednią siłę uścisku – inną, gdy robot ujmuje w swe stalowe palce kryształowy kieliszek, i inną, gdy chwyta klucz francuski.

Bezcieleśni i witaminy

Co jest przyczyną utraty propriocepcji? W przypadku Iana Watermana, podobnie jak Christine, zawiniła ostra infekcja wirusowa. Ze zdumiewającą precyzją uszkodzone zostały wyłącznie proprioceptywne wypustki komórek nerwowych. U Anthony’ego Kirka nastąpiło natomiast zniszczenie części
międzymózgowia.

W postscriptum do opisu przypadku Christine Oliver Sacks odnotował: „Ostatnio (…) pojawia się mnóstwo pacjentów z ciężkimi neuropatiami czuciowymi. Najbardziej nimi dotknięci mają zaburzenia obrazu ciała takie jak Christine. Większość z nich to fanatycy zdrowia, którzy wpadli w witaminową manię i przyjmują ogromne ilości witaminy B6. Tak więc mamy obecnie kilkaset pozbawionych ciała mężczyzn i kobiet”. Dziś, niemal 20 lat od chwili, kiedy Sacks opisywał ten przypadek, na całym świecie zanotowano ponad sto tysięcy cierpiących na częściową i czasową utratę propriocepcji.

Zmysłowy rachunek

Ile mamy zmysłów? Sześć? Zapytajcie neurologów! Większość wymieni co najmniej dziewięć, a gorliwi dociągną do 21! Jak to się dzieje?

Dotyk to trzy niezależne umiejętności – poczucie temperatury, nacisku i bólu.

Smak to efekt zmieszania wrażliwości na słone, kwaśne, słodkie, gorzkie.

Ile wewnętrznych oczu śledzi nasze ciało? Trzy, choć są tak silnie powiązane, że trudno je rozpatrywać oddzielnie.

Poza propriocepcją to jeszcze zmysł równowagi i rodzina zmysłów służących przywracaniu ciału właściwych, optymalnych parametrów, zmysł kontroli ciśnienia krwi, stopnia nasycenia krwi tlenem, a także żyłowo-tętniczego gradientu stężenia glukozy i potencjału plazmatyczno-osmotycznego.

Dwa ostatnie wskaźniki przetłumaczone z naukowego slangu to po prostu głód i pragnienie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »