W zgodzie z cyklem

Getty Images / Flash Press Media

Czy myślałaś kiedyś, że miesiączka może być darem? Przewodnikiem po twoim świecie? Brytyjka Alexandra Pope tłumaczy, jak wykorzystać ją do głębszego rozwoju i wejścia w kontakt ze swoją siłą.
Przez ostatnie wieki kobiety przeżywały menstruację z poczuciem wstydu, w najlepszym razie z niechęcią. Miesiączka, nazywana umownie „trudnymi dniami”, bywa przedmiotem żartów i docinków, uważana jest za kłopot, niedogodność. A przecież w dawnych kulturach słowo „menstruacja” znaczyło również „niepojęte”, „święte”, „duch”, „boskość”… Angielskie słowo blessing (błogosławieństwo) pochodzi od dawnego bloedsen, czyli „krwawić”.

reklama

Brytyjka Alexandra Pope, która niedawno po raz pierwszy odwiedziła Polskę, a w lipcu ponownie przyjedzie do Warszawy, ma do zaproponowania – jak sama mówi – nową opowieść o cyklu menstruacyjnym. Jej kwintesencję oddaje stare przysłowie Indian: „Podczas pierwszej miesiączki kobieta wchodzi we własną moc, podczas menstruacji praktykuje ją, podczas menopauzy się nią staje”. Alexandra Pope przygląda się tej mocy, bada ją, uczy o niej. Na przekór kulturowym przekonaniom, uprzedzeniom.

Od inicjacji do pożegnania

Sama ma już za sobą doświadczenie menopauzy.

– To bardzo wyzwalające. Od tamtej pory mam w nosie to, co myślą inni – śmieje się. Przyznaje, że jako dwudziestolatka była zagorzałą feministką. Używała znajomości cyklu jako antykoncepcji. Potem, w wieku 30 lat, przeprowadziła się do Australii. I tam coś się stało… Ogromne bóle towarzyszące pojawieniu się krwi, nawet trzydniowe. – To była moja inicjacja. Ciało zaczęło mówić, a ja byłam zmuszona słuchać. Zaczęłam zgłębiać temat, zbierać materiały, dzielić się moją wiedzą z kobietami – opowiada.

Podczas pierwszej miesiączki otwierają się drzwi do kobiecej mocy. To inicjacja, wejście w nowy etap życia. Dlatego tak ważne jest, by przygotować dziewczynki do tego doświadczenia – słuchać ich pytań, obaw, wątpliwości. Dobrze jest włączyć w te tajemnice także ojców.

Napisała kilka książek dla kobiet, prowadzi dla nich warsztaty w Anglii, Irlandii, Włoszech, Hiszpanii,
a ostatnio także w Polsce…

Jej zdaniem, podczas pierwszej miesiączki otwierają się drzwi do kobiecej mocy. To przełom, inicjacja, wejście w nowy etap życia. Dlatego tak ważne, by przygotować dziewczynki do tego doświadczenia – słuchać ich pytań, obaw, wątpliwości. Dobrze włączyć w te tajemnice także ojców. Pomyśleć o jakimś małym ceremoniale, prezencie, może czerwonej róży….

– Jeśli nie było celebracji pierwszej krwi, pewien proces nie został uaktywniony – tłumaczy Pope.

Pożegnanie z krwią – menopauza – oznacza dla niej wyjście z roli matki i wejście w rolę „pracownika na rzecz świata”. Wykonanie czegoś z głębi siebie.

– Masz autorytet, nie masz już wcześniejszych zobowiązań… Energii życiowej jest nieco mniej, warto więc skupić się na tym, co najważniejsze. Idź za tym, czego pragniesz, bez poczucia winy. Rób to, co kochasz, używaj swojej mądrości – zachęca.

Owszem, menopauzie mogą też towarzyszyć nieprzyjemne objawy, zwykle jednak mają one związek z przemęczeniem, stresem, z jakim wchodzi się w ten szczególny okres. – Gdybyśmy celebrowały cykl, to przejście nie byłoby tak dramatyczne – zapewnia.

W kole energii

Jak zyskać tę świadomość cyklu? Obserwować, słuchać, notować, wyciągać wnioski. Pamiętać, że co miesiąc przechodzisz przez swego rodzaju podróż psychologiczno-duchową. Zmiany w ciele podczas cyklu miesiączkowego mają wpływ na poziom twojej energii, nastrój, sposób myślenia, emocje. Na kontakty z innymi, upodobania kulinarne, rytmy snu…

Kobiecy cykl rozpięty jest między dwoma skrajnymi biegunami: jeden to menstruacja, drugi owulacja. Przypominają zimę i lato.

– Podczas menstruacji energia kuli się do środka, łączymy się z naszym najgłębszym ja. W tym czasie światła świata zewnętrznego bledną, zapala się światło wewnętrzne. Potem powoli wychodzimy z jaskini wnętrza, w stronę świata. Stajemy się bardziej twórcze, pojawia się chęć działania, nowa motywacja. Jesteśmy wypełnione siłą witalną, mamy nieco grubszą skórę, dajemy sobie radę z różnymi trudnymi sprawami – mówi Alexandra Pope.

Kiedy mamy świadomość cyklu, inaczej zarządzamy sobą i swoimi kontaktami z otoczeniem. Możemy zadbać o lepszą ochronę, o dobry sen, zdrowe posiłki. Ograniczyć listę zadań, poprosić o pomoc partnera. Nie zmuszać się do pewnych rzeczy i nie poddawać presji

Zawdzięczamy to temu, że w czasie owulacji energia skierowana jest na zewnątrz. Pope nazywa ten moment „terytorium superkobiety”: – W jednej ręce trzymasz telefon i negocjujesz ważny kontrakt, drugą mieszasz zupę, a nogą kołyszesz wózek z dzieckiem. Jesteś świetną kochanką, przyjaciółką, obrończynią uciśnionych. To pełnia archetypu matki, roztaczającej pieczę nad innymi. Zwykle właśnie za to jesteśmy kochane.

Ale koło się kręci, energia znów zaczyna się kurczyć. Nadal dysponujemy ogromną mocą, tyle że inaczej się przejawia. W pewnych życiowych kwestiach stajemy się bardziej krytyczne, pojawia się bunt, zaczynamy mówić „nie”. Odmawiamy przyjęcia kolejnego pilnego zlecenia, nie pozwalamy sobie wejść na głowę, ucinamy krótko dyskusje. I zaczynają się problemy, bo nie wszystkim się to podoba. – Ten etap cyklu nazywam konfrontacją z rzeczywistością – tłumaczy Pope. I dodaje: – Zachodnia kultura ma obsesję na punkcie „rośnięcia”! Stąd kryzys w gospodarce – z przekonania, że wszystko może stale rosnąć.

Rozdrażnienie, jakie odczuwa wiele kobiet w fazie napięcia przedmiesiączkowego, bierze się z niezrozumienia, że potrzebują wtedy więcej czasu dla siebie, twierdzi terapeutka. Radzi, by w czasie miesiączki ograniczyć – w miarę możliwości – swoją aktywność do minimum. – Takie zatrzymanie się sprawi, że twoje ciało wypełni ogromna miłość. Jeśli będziesz intensywnie działać, poczujesz, że coś cię ominęło, ciało poczuje się oszukane. Zwolnij, nie napieraj! Znajdź podczas menstruacji moment, żeby się całkowicie poddać.

Dziennik intymny

Życie w zgodzie z cyklem miesiączkowym może być swoistą praktyką duchową: – Menstruacja to rodzaj alchemii. Zyskujemy dostęp do głębokich pokładów istnienia i dzieje się to spontanicznie, bez odwoływania się do medytacji, modlitwy, jogi, postu… Mamy szansę uzyskać większą świadomość tego, kim jesteśmy, co jest dla nas ważne, po czym wychodzimy do świata, by to zademonstrować, wykorzystać. A potem znów wracamy, żeby się czegoś o sobie nauczyć…

Chociaż cykl przebiega według określonych zasad, każda kobieta ma także własny, indywidualny rytm – w zależności od wieku, charakteru, doświadczeń, stanu zdrowia, sytuacji życiowej, pory roku… Dlatego Alexandra Pope zaleca, by przez 5–6 kolejnych miesięcy (poczynając od pierwszego dnia cyklu, czyli pierwszego dnia krwawienia) zapisywać codziennie w kilku słowach własne myśli, odczucia, nastroje. To pozwoli nam zaprzyjaźnić się z ciałem, z naszymi potrzebami. – Odkryjesz słodki moment na seks, rozrywkę, dobre pomysły. Będziesz inaczej postrzegać siebie jako kobietę – zapewnia Pope.

Te obserwacje, odkrycia mogą nam dostarczyć wielu czysto praktycznych wskazówek – Załóżmy, że pewnego dnia wstałaś lewą nogą: drażni cię hałas dzieci, nie masz ochoty pójść do pracy, coś jest nie tak. Sprawdzasz dzień i już wiesz. Nie zgłaszasz żadnych pretensji, odpuszczasz. Dajesz sobie przyzwolenie, żeby być bliżej siebie – tłumaczy.

Oczywiście, nie zawsze możemy sobie na to pozwolić – częściej przyjdzie nam zacisnąć zęby i zmierzyć się z sytuacją, stawić czoło współpracownikom, klientom… Ale kiedy mamy świadomość cyklu, inaczej zarządzamy sobą i swoimi kontaktami z otoczeniem. Możemy zadbać o lepszą ochronę, o dobry sen, zdrowe posiłki. Ograniczyć listę zadań na dany dzień, może poprosić o pomoc partnera. Nie zmuszać się do pewnych rzeczy, nie poddawać się presji bycia wiecznie aktywną. Kiedy ufamy sobie, temu, kim jesteśmy, konfrontacja ze światem przebiega znacznie łagodniej. W ten sposób stajemy się też bardziej wydajne. Najważniejsze jest wejść ze sobą w intymny kontakt. Nie pozwalać się oceniać za różne wahania, zmiany. Co więcej, wykorzystywać zdobyte dzięki obserwacji cyklu informacje, by wciąż się zmieniać.

– Zmiany są dobre, zmiany są zdrowe – podkreśla Alexandra Pope. – Jeśli ktoś się nie zmienia, trzeba mu zmierzyć tętno.

Alexandra Pope brytyjska psychoterapeutka z ponad 20-letnią praktyką, przewodniczka kobiet i uzdrowicielka

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »