Co psychologia pozytywna mówi o szczęściu?

fot. iStock

Jak być szczęśliwym? Temu zagadnieniu przygląda się psychologia pozytywna, popularny, choć bardzo świeży nurt współczesnej psychologii. Zamiast szukać szczęścia, proponuje, by zacząć je syntetyzować. A to umiejętność, którą każdy może wyćwiczyć!

reklama

Tatusiu, czy mógłbyś w końcu przestać marudzić? – zapytała trzyletnia Nikki swojego tatę, Martina Seligmana, profesora Uniwersytetu Pensylwańskiego w Filadelfii, przyczyniając się tym samym do powstania nowego nurtu w psychologii. Seligman, wieloletni przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, jest autorem teorii wyuczonej bezradności, biorącej się z przekonania o braku związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy własnym działaniem a sytuacją, w której żyjemy. Znużony skupianiem się na badaniu traum, zaburzeń oraz patologii i zainspirowany przez córkę, zaczął analizować zasoby ludzkie, cnoty i kreatywność. Jego badania dały podwaliny całkiem nowego nurtu – psychologii pozytywnej. Koncepcja została zaprezentowana w styczniowym numerze czasopisma „American Psychologist” w 2000 roku jako nauka o „pozytywnych emocjach, pozytywnych cechach charakteru oraz pozytywnych instytucjach” – i stała się przełomem.

Od czasu swojego powstania psychologia jako nauka zajmowała się badaniem i tworzeniem modelu choroby, jej przyczyn, zaniechań i traum spotykających człowieka, które pogłębiają jego cierpienie. Poprzez eksperymenty, obserwacje, a w końcu badania naukowe, wypracowała szereg schematów pomagających leczyć, a czasami znaleźć określone procedury wspomagające leczenie. Jednak cały czas była to opowieść o traumie, w której główny nacisk kładziono na cierpienie. Seligman uznał, że w ten sposób psycholodzy stają się wiktymologami i patologami. Psychologia pozytywna nie odrzuca doświadczenia i wiedzy o przyczynach powstawania cierpienia, ale w równej mierze co niwelować straty, traumy i cierpienia, pragnie czynić życie lepszym i pełniejszym.

Syntetyzowanie szczęścia

„Pomyślcie o tym, co da wam szczęście, i dokonajcie wyboru” – zaproponował swoim słuchaczom Daniel Gilbert, amerykański psycholog, jeden z propagatorów psychologii pozytywnej, podczas wykładu „Zaskakująca nauka o szczęściu”. „Wyobraźcie sobie dwa warianty waszego dalszego życia. Pierwszy: wygrywacie na loterii, drugi: jesteście całkowicie sparaliżowani”. Wybór wydaje się kuriozalny. Jednak badania przeprowadzone wśród ludzi, którzy rok wcześniej wygrali sporą sumę pieniędzy na loterii, i wśród tych, którzy zostali sparaliżowani, pokazały, że poziom szczęścia w obu grupach był dokładnie taki sam. Okazuje się, że nie chodzi o wybór sytuacji obiektywnie dającej więcej szczęścia, tylko o to, czy dane zdarzenie z perspektywy jest dla nas fortunne. Każdy z nas ma psychologiczny układ odpornościowy, który pozwala nam szczęście produkować z dostępnych zasobów, czyli nazywać nim sytuację, w której się znaleźliśmy, niezależnie od tego, czy obiektywnie jest ona korzystna, czy nie. „Syntetyzujemy szczęście” – mówi prof. Gilbert.

Syntetyzowanie szczęścia to także racjonalizowanie sytuacji, w której się znaleźliśmy. Ponieważ nikt z nas nie może cofnąć czasu i dokonać alternatywnego wyboru, wykształciliśmy więc mechanizm samopocieszenia: podjęte decyzje uważamy za mądrzejsze, a odrzucone alternatywy za mniej atrakcyjne, dlatego że nie mamy już do nich dostępu.

ZALETY SZYBKICH DECYZJI

Obrazuje to jeden z eksperymentów przeprowadzonych przez prof. Gilberta na Harvardzie. Uczestnicy badania, podzieleni na dwie grupy, robili zdjęcia miejscom, ludziom i zwierzętom symbolizującym ich najcenniejsze wspomnienia z uczelni. Później podczas zajęć w ciemni mieli pracować nad dwoma ulubionymi ujęciami. Następnie badacze poprosili ich o odrzucenie jednego ze zdjęć. Uczestnikom z pierwszej grupy przekazano, że w ciągu dwóch minut muszą wybrać jedno zdjęcie, a drugie zostanie w archiwum i nigdy więcej go nie zobaczą. Tym z drugiej grupy powiedziano, że mają odrzucić jedno zdjęcie, ale w ciągu czterech dni mogą jeszcze zmienić decyzję. Następnie wszyscy mieli ocenić, czy są zadowoleni ze swojego wyboru.

Okazało się, że ci, którzy musieli dokonać ostatecznej decyzji, byli zdecydowanie bardziej zadowoleni od tych, którzy mogli zmienić swój pierwotny wybór. W drugiej grupie poziom zadowolenia był znikomy. – Odwracalność sytuacji nie sprzyja syntetyzowaniu szczęścia – skomentował wyniki badania prof. Gilbert.

Podobnie ci, którzy poświęcili sporo czasu na wybór spomiędzy wielu ofert pracy, prawie zawsze są mniej zadowoleni od tych, którzy w krótszym czasie podjęli decyzję, nawet jeśli ich praca obiektywnie była mniej atrakcyjna od znalezionej przez tych z pierwszej grupy. Dlaczego tak się dzieje? Nasz umysł tonie w nadmiarze możliwości. Gdy wszystko jest równie atrakcyjne, automatycznie staje się równie nudne i pozbawione smaku. Psychologiczny układ odpornościowy często podpowiada nam, że miejsce zamieszkania, wykonywana praca czy obecny związek dają nam pożądane szczęście nie z powodu obiektywnych przesłanek, ale dlatego że decyzja została już dawno temu podjęta. To pocieszająca informacja – nasze wybory nie mają aż takiego wpływu na nasze szczęście, jak się nam wydaje. Z drugiej strony może to również być przekleństwem, bo osłabia chęć do eksplorowania, poszukiwania nowych rozwiązań, kończenia bolesnych związków.

Zacznij Od wdzięczności

Obok syntetycznego, „sztucznego” szczęścia występuje szczęście naturalne. „Naturalne szczęście jest wtedy, gdy dostajemy to, czego chcieliśmy, a syntetyczne szczęście tworzymy sami, gdy tego nie dostajemy” – tłumaczy prof. Daniel Gilbert. Podobnie ujął tę kwestię znakomity filozof Władysław Tatarkiewicz, który sformułował dwie definicje szczęścia. Pierwsza brzmi: „trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia”, druga: „życie dające trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie”. Na czym polega różnica? Otóż w pierwszej sytuacji muszą zostać spełnione określone kryteria, takie jak zawartość portfela, oczekiwana długość życia w zdrowiu, dostęp do opieki medycznej, bezpieczeństwo zatrudnienia, relacje rodzinne czy przestrzeganie swobód obywatelskich. Takie wyznaczniki bierze pod uwagę pracownia sondażowa Gallup World Poll, która bada poziom szczęścia mieszkańców danego kraju. Nic dziwnego, że w 2015 roku na pierwszym miejscu rankingu najszczęśliwszych miejsc na świecie wytypowała Szwajcarię, na ostatnim – ogarniętą wojną Syrię. Co ciekawe, całkiem wysoki poziom szczęścia zadeklarowali mieszkańcy nie najbogatszej Ameryki Południowej, co może skłaniać do wniosków, że życie jako takie już daje zadowolenie. Szereg badań ekonomicznych i psychologicznych dowodzi, że choć ubóstwo wpływa na poczucie nieszczęścia, to kiedy już dojdziemy do poziomu zamożności, który pozwala nam wieść w miarę dostatnie życie, nadwyżki pieniędzy nie wpływają na zwiększenie poczucia szczęścia.

Profesor Gilbert przekonuje, że szczęście syntetyczne nie jest w niczym gorsze od szczęścia naturalnego, a jest dostępne dla wszystkich, którzy zechcą wykonać odrobinę pracy nad sobą. Na przykład korzystając z rad prof. Sonji Lyubomirsky z Uniwersytetu Kalifornijskiego, autorki książek „Wybierz szczęście” i „Mity o szczęściu”:

  1. Odczuwaj wdzięczność i naucz się ją wyrażać.
  2. Praktykuj dobroć w codzienności, ustępuj miejsca osobom zmęczonym, starszym, chorym.
  3. Sprawiaj sobie przyjemności, celebruj chwilę – dobre momenty zachowuj w pamięci niczym fotografie, do których można wrócić.
  4. Podziękuj tym wszystkim, którzy naprawdę ci pomogli.
  5. Przebaczaj – można się tego nauczyć, a warto, bo dzięki tej umiejętności łatwiej się żyje.
  6. Pielęgnuj bliskie relacje przyjacielskie i rodzinne, bo szczęście silnie zależy od pozytywnych relacji z innymi.
  7. Traktuj swoje ciało z czułością, wypoczywaj, ćwicz, uśmiechaj się.
  8. Poznawaj i praktykuj nowe strategie radzenia sobie ze stresem, korzystaj świadomie z wiary.

To nie wszystkie dobre informacje. Jak zauważa Daniel Kahneman, psycholog i ekonomista, na poczucie szczęścia ma wpływ nie tylko doświadczanie zadowolenia z tego, co mamy, ale też, jak postrzegamy to, co się wydarzyło. Co oznacza, że nie tylko możemy wybrać pozytywną teraźniejszość, ale też zdecydować, jak chcemy zapamiętać czy też zniekształcić przeszłość – by czuć się szczęśliwszymi.

Co, jeśli nie psychologia pozytywna?

Terapia w nurcie psychodynamicznym – trwająca od 1,5 do 3,5 roku. To intensywna podróż przez przeszłość, traumy, wzorce zachowań, które ukształtowały sposób myślenia. W zależności od stylu osoby prowadzącej terapię – jest również szansą na pozytywną analizę tkwiącego w nas potencjału.

Warsztaty pracy z ciałem – arteterapia, muzykoterapia, joga, WenDo, warsztaty związane z seksualnością, a przede wszystkim warsztaty afirmujące własne ciało, rozbudzające świadomość własnych granic, w tym krótkoterminowy coaching nastawiony na precyzyjnie określony cel.

Trening radzenia sobie ze stresem – praca z oddechem, ciałem, zdobycie umiejętności rozpoznawania sygnałów ostrzegawczych, unikania stresu i minimalizowania jego szkodliwych efektów.

Robert Rient: dziennikarz, trener interpersonalny, autor książki „Świadek”