Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Coaching ezoteryczny: magia czy psychologia?

123rf.com
30 stycznia 2016 in Psychologia by Agnieszka Fedorczyk
Jak wykorzystać dar jasnowidzenia, by pomagać ludziom zmieniać swoje życie Toma Shay’ana, coacha ezoterycznego, pyta Agnieszka Fedorczyk.

Mówisz o sobie, że żyjesz i pracujesz w rzeczywistości 2:0. Co to oznacza?
2:0 to po prostu rozszerzona rzeczywistość, do której mam dostęp, a której ludzie na ogół nie słyszą i nie widzą, ale ona jest. Materialna, pełna energii, marzeń, lęków i tego wszystkiego, co potrafię poczuć.  Na ogół żyjemy obok niej. Zresztą osoby bardzo racjonalne też miewają czasem jej przebłyski.

Na przykład jak pomyślałam o kimś i ten ktoś zadzwonił?
Tak. To jest telepatia, intuicja, odczytywanie energii.

Zacząłeś pracować z ludźmi już w trakcie studiów dziennikarskich.
Tak. Wiem, że jak się słyszy o 26-letnim facecie, który radzi i pomaga ludziom, często znacznie starszym od siebie, to brzmi niecodziennie. A jednak to działa. Ja dzięki intuicji, jasnowidzeniu,  postrzeganiu ludzkich myśli, emocji, słyszeniu tego, co kryje się w ich podświadomości, czyli zakodowanych lęków, schematów, potrafię popatrzeć na sytuację obiektywnie. Bo często gubimy się w problemach, a ja w swojej pracy dążę do tego, żeby nazwać je jednym zdaniem i nad nimi pracować.

Twoja praca to jednak coś więcej niż porady.
Owszem, to także kwestia procesów energetycznych, które są moim narzędziem pracy, bo taka jest specyfika mojego zajęcia. Widzę problemy ludzi w postaci obrazów. Przez wizualizację zmieniam te obrazy. Kiedy ludzie przychodzą na sesje, mogę naprowadzić ich na inny sposób myślenia, tak że sami chcą coś zmienić. Jedna z moich klientek, która po 20 latach życia z mężem alkoholikiem spakowała walizkę i wyprowadziła się, teraz jest szczęśliwa.

Z jakimi problemami przychodzą do ciebie klienci?
Ze wszystkim, co nasze, ludzkie. Z problemami zdrowotnymi, finansowymi, emocjonalnymi. Jedną z moich ulubionych klientek jest kobieta, która pracowała na etacie – niby miała wszystko, a czuła się pusta. Po dwóch sesjach uświadomiła sobie, co chce robić w życiu. Małymi krokami zaczęła je zmieniać. Dziś ma firmę, o której zawsze marzyła. Przychodzą też ludzie po bardzo silnych przeżyciach – jak klientka, która odwiedziła mnie po śmierci męża, pogrążona w depresji. Podczas sesji przez zmysł jasnowidzenia zobaczyłem ją siedzącą przed sztalugą. Była zaskoczona, bo znajoma od lat namawiała ją na naukę malarstwa, a ona próbowała pracy w hospicjum, wolontariatu w szpitalu. To nie są zajęcia dla osoby pogrążonej w smutku. Idąc malarskim tropem, ustaliliśmy, że zacznie organizować warsztaty malarstwa połączone z jogą. Trochę mojego daru, trochę jej chęci. Wierzę, że się uda. Jest po pięćdziesiątce, więc ma przed sobą jeszcze sporo czasu, żeby cieszyć się życiem.

Jakie masz spostrzeżenia dotyczące klientek?
Bardzo wiele ma zakodowany wzorzec, że bycie kobietą jest czymś gorszym. Często wstydzą się swojej seksualności. W dużej mierze to kwestia wychowania i kręgu kulturowego, w którym żyjemy. Zauważ, że w języku, nie tylko polskim, ale też na przykład angielskim, funkcjonują takie określenia, jak: „biegasz jak baba” („you run like a girl”), „zachowujesz się jak baba”, „uderzasz jak dziewczyna”  („you hit like a girl”). Są to określenia o negatywnym wydźwięku, „robisz coś jak dziewczyna”, znaczy „robisz coś gorzej”. A przecież kobiety biegają, uderzają i robią wszystko tak samo jak my, mężczyźni. Natomiast język to rozróżnia. Język, mowa – to podstawa myślenia, to głęboko zakodowane wzorce. Niestety, mimo emancypacji, mimo feminizmu, taki negatywny wzorzec kulturowy istnieje.

To wzorzec pokoleniowy…
Też. Szkodliwy, bo utrwala „powinności”, jakie kobieta ma wobec partnera, męża, syna, np. sprzątać po nim. W domach, w których jest chłopiec i dziewczynka, to chłopiec jest zazwyczaj traktowany pobłażliwiej.

A twoi klienci?
Często zaskakuje mnie wrażliwość mężczyzn. Mają żony i dzieci, a ciągle wyrzucają sobie, że coś ileś lat temu im nie wyszło, że firma splajtowała, że są za mało męscy dla swoich żon, że upolowali za mało mamutów. Mimo że tego nie pokażą, też potrzebują czuć się docenieni. Związki to w ogóle czasem bardzo zabawne historie…

To znaczy?
Pewna klientka przychodziła do mnie, bo twierdziła, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie. I któregoś razu mówi: „Wie pan, mąż zrobił mi herbatę! Pierwszy raz po 20 latach małżeństwa”. Zapytałem ją, co takiego się stało, że to zrobił. Okazało się, że zwyczajnie go o to poprosiła. Inna historia: ona mieszka w Warszawie, wraz z partnerem, są po trzydziestce. Ona pracuje, on prowadzi firmę w tej samej branży. Ona narzeka, że on nie mówi o emocjach, tylko stale o pracy. Poradziłem jej: „Wysłuchaj go, po 20 minutach mówienia o pracy powie ci o emocjach”. Bo jeżeli on zaczyna opowiadać o pracy, a ona przerywa, mówi, że to nieistotne, to on się wtedy zamyka. Mężczyźni też potrzebują uwagi.

Posłuchała twojej wskazówki?
Tak. Tydzień temu dostałem od niej SMS o treści: „zrobiłam tak, jak mi radziłeś, zaczynam go słuchać, pozwoliłam mu się wygadać, i jest dużo lepiej!”. Czasami proste rozwiązania są najlepsze.

Strony: 1 2


Warsztaty Wojciecha Eichelbergera w wersji online

Nie wstydź się wizyty u urologa! Działaj!

Patrząc na wydłużające się kolejki do lekarzy – szczególnie specjalistów – oraz czytając raporty o wydatkach ponoszonych na leki, można dojść do wniosku, że Polacy ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI