Czego możemy nauczyć się od psychopatów?

fot.123rf

Psychopaci nas przerażają, ale i fascynują. Czy są rzeczy, których moglibyśmy się od nich nauczyć? Psycholog Kevin Dutton twierdzi, że całe mnóstwo, bo są też dobrzy psychopaci.
Chcielibyśmy wyeliminować strach ze swojego życia. Po przeczytaniu pana książki „Mądrość psychopatów” mam jednak podejrzenie, że gdybyśmy niczego się nie bali, bylibyśmy psychopatami.

reklama

Pierwotnym zadaniem strachu jest chronić nasze życie. Gdyby nasi przodkowie nie reagowali nim na coś poruszającego się w krzakach, to nie przewidzieliby ataku dzikiego zwierzęcia, które się w nich kryje, i straciliby życie. W ten sposób rasa ludzka raczej nie przetrwałaby do naszych czasów. Z drugiej strony potrzebujemy osób, które na widok poruszających się krzaków nie uciekają, tylko mówią: „OK, to coś, co się tam kryje, może mnie zabić, ale i ja mogę zabić to coś”. W życiu musimy zachować równowagę, nie reagować strachem na wszelkie niespodziewane sytuacje. Nieustraszoność to jedna z głównych cech każdego psychopaty, ale aby nim zostać, trzeba mieć jeszcze kilka innych, czyli: koncentrację na celu, bezwzględność, urok osobisty, odporność psychiczną, narcyzm, skłonność do manipulacji i nastawienie na działanie.

Poza tym psychopaci nie są jedynymi osobami, które nie odczuwają lęku. Jako badacz miałem do czynienia z pacjentami, którzy mieli uszkodzone pewne struktury w mózgu odpowiedzialne za odczuwanie strachu, zwłaszcza ciało migdałowate, umieszczone dokładnie pośrodku i związane z kontrolowaniem emocji. Takie osoby trafiają zwykle do szpitali z poważnymi poparzeniami czy uszkodzeniami ciała, bo organizm nie ostrzega ich przed niebezpieczeństwem. Na przykład wiedzą, tak na rozum, kognitywnie, że nie powinni zbliżać się do ognia, ale ponieważ nie dostają od ciała emocjonalnego „kopa” w postaci sygnału: „Uważaj, może ci się stać krzywda”, to mimo to wkładają rękę w ogień. Tak naprawdę wszyscy czasem robimy rzeczy, których nie powinniśmy robić, ale mówimy sobie: „A co tam, zrobię”.

Psychopatą trzeba się urodzić? A może doświadczyć jakiejś traumy w dzieciństwie?

Tak naprawdę potrzeba i jednego, i drugiego. W czasach, kiedy byłem studentem, na uczelniach rozgrywała się wielka batalia o to, co ma większy wpływ na naszą osobowość: geny czy środowisko? Obecnie istnieje już gałąź genetyki – epigenetyka, która łączy te dwa podejścia. Bada bowiem, jaki wpływ może mieć środowisko na geny. Bardzo dobrą metaforą, którą często się posługuję, jest ta z kulą i pistoletem. Wyobraźmy sobie, że kula jest naszym DNA, tym wszystkim, co mamy zapisane w genach. Żeby kula wydostała się na zewnątrz, ktoś lub coś musi pociągnąć za spust. W przypadku psychopatów tym czymś jest zwykle traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa lub dorastanie w patologicznym domu. Z drugiej strony samo traumatyczne doświadczenie nie czyni nikogo psychopatą. Pewnie każdy z nas zna osoby, które w dzieciństwie doznały przemocy psychicznej czy fizycznej, a mimo to są najcudowniejszymi istotami pod słońcem. Ja – z racji moich zainteresowań badawczych – znam też ludzi pochodzących z ciepłych, kochających się rodzin, którzy zostali brutalnymi mordercami. Nie zawsze da się łatwo przełożyć te zależności. Epigenetyka to stale rozwijająca się dziedzina i jesteśmy na bardzo wstępnym etapie wiedzy o wpływie wychowania na nasze geny. Na razie możemy powiedzieć jasno, że aby zamienić się w brutalnego psychopatę, trzeba mieć genetyczne skłonności plus traumatyczne doświadczenie z bardzo wczesnego dzieciństwa, które uwolni ten „ładunek”. Jeśli ktoś ma predyspozycje, ale jego dzieciństwo było szczęśliwe, może stać się kimś, o kim mówimy „dobry” czy „funkcjonalny” psychopata, czyli kimś, komu cechy psychopatyczne pomagają głównie zawodowo, np. w byciu skutecznym wojskowym, adwokatem, sprzedawcą czy biznesmenem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »