Czy dzisiejsi mężczyźni są niedojrzali?

123rf.com

Mężczyźni są niedojrzali, ale zawsze tacy byli i… tacy już pozostaną. – Ta ich nieodpowiedzialność czasem pcha świat do przodu, choć bywa, że i w przepaść – mówi psycholog Paweł Droździak w rozmowie z Renatą Mazurowską.
Obecnie powszechnie mówi się o kryzysie męskości. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie podobnej dyskusji o „kryzysie kobiecości”… i żeby to mężczyźni skarżyli się, jakie to my, kobiety, jesteśmy beznadziejne.
Każda płeć ma o drugiej jakąś część myśli krytycznych i jeśli to nie przekracza pewnej granicy, nie jest to nic strasznego. Są jednak mężczyźni, którzy naprawdę nienawidzą kobiet, tak samo jak są kobiety, które naprawdę nienawidzą mężczyzn. Czasem ta nienawiść bywa obsesyjna i szalona. Czemu tak się dzieje? To już złożona kwestia kliniczna, ale kobiety i mężczyźni nienawidzący drugiej płci potrafią być bardzo destrukcyjni.
Natomiast co do kryzysu męskości, można spróbować umiejscowić jego początek, cofając się w czasie do Wielkiego Kryzysu, drugiej wojny światowej i do jej finału. Wielki Kryzys to był moment, kiedy mężczyźni z dnia na dzień musieli skonfrontować się z tym, że nie będą w stanie utrzymać swoich rodzin. Pierwszą masową reakcją na to doświadczenie była fascynacja totalitaryzmem. Wielu mężczyzn zapragnęło dokonać nadludzkich czynów i wywołali wojnę, w wyniku której zostało wiele rodzin, gdzie to kobieta była jedynym wychowawcą i głową rodziny.

reklama

Dzieci wojny wychowywały się bez ojców.
To tak zwane rodziny matryfokalne. W latach 50. i 60., gdy chłopcy wychowani w tych rodzinach stali się mężczyznami, byli już inni niż mężczyźni z lat 20. – prezentowali postawę pokojową, bardziej otwartą, tolerującą odmienności. Z drugiej strony poszukiwali różnych doznań seksualnych, słabo tolerowali monogamię. To są mężczyźni, którzy dorastali bez aktywnego udziału ojca jako męskiego przewodnika, co skutkuje – według rozmaitych badań – wyborem jednej z dwóch dróg: albo reprodukuje się najbardziej prymitywne wzorce, tworząc stereotypową agresywną męskość, albo idzie się drugą drogą – negując typowo męskie cechy charakteru, jak rywalizację, agresywność, aktywność, obronę swojego terytorium czy własności. Więc albo skinhead albo hipis.
W tym samym czasie wydarzyło się coś jeszcze – doświadczenie drugiej wojny światowej pokazało, że stereotypowo męska, heroiczna i narodowa ideologia posunięta do skrajności może prowadzić do masowych zbrodni. Holocaust stał się wyrazistym znakiem ostrzegawczym z napisem „nie idź w tę stronę, tam się czai diabeł”. Wcześniej, przed drugą wojną światową, organizowano publiczne defilady wojskowe i ludność cieszyła się tym w sposób zupełnie bezwstydny. Dziś już wiemy, co jest na końcu takiej drogi, i obserwujemy podobne zgromadzenia z mieszanymi uczuciami.

Mężczyźni przestraszyli się własnej agresywności?
To, co najbardziej stereotypowo łączy się z męskością, np. wojowniczość, ma już w tej chwili inny wymiar etyczny niż dawniej. Przed pierwszą wojną światową kobiety z ruchu kobiecego, np. w Anglii, mężczyznom, którzy nie poszli na wojnę, przypinały białe piórko – miało ich zawstydzać: „nie idziesz na wojnę, znaczy jesteś tchórzem”. Po Holocauście nastąpiła kolosalna zmiana – i niewyobrażalna jest teraz sytuacja, żeby feministki chodziły z białymi piórkami i zawstydzały mężczyzn, którzy nie chcą iść na wojnę. Dlaczego? Bo po Holocauście inaczej już postrzegana jest agresywność mężczyzn. Współcześnie mężczyzna nie pozwala sobie na nią, bo przeciętny, ale świadomy Europejczyk wie, że bycie agresywnym to zawód (jest armia zawodowa), a nie atrybut męskości. To powoduje, że wartości pojmowane wcześniej jako typowo męskie znajdują się na indeksie zakazanych.

Ale kobiety nie mają żalu do mężczyzn, że ci nie idą na wojnę, raczej o to, że i tak nie ma ich w domu.
Dziś kobiety mają do mężczyzn w zasadzie trzy pretensje: po pierwsze, że panowie są niedojrzali i muszą dojrzeć, po drugie – nie ma już prawdziwych mężczyzn, po trzecie – mężczyźni mają lepiej. Pierwsze dwie są absolutnie prawdziwe, zawsze takie były i takie zostaną. Trzecie przekonanie jest jednak fałszywe. Mężczyźni wyśmiewani publicznie za chodzenie w podkoszulku i klapkach Kubota czują to samo, co by czuły kobiety czytające szyderstwa z nieatrakcyjnych kobiet. Hejt boli wszystkich tak samo. Ale mężczyźni się do tego nie przyznają.

Kobiety też się zmieniły – nasz obraz społeczny jest zupełnie inny niż naszych babek czy matek. Przejęłyśmy część męskich zachowań, często: bo musiałyśmy, czasem: bo chcemy. Zmiany odnoszą się do obu płci, bo dotyczą też całego świata.
Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy, które muszą zmienić naszą świadomość. Choćby to, że mamy broń masowego rażenia, która potrafi zniszczyć cały świat. Nie możemy doprowadzić konfliktu poza pewną granicę, bo zginie każdy bez wyjątku. Taka świadomość zmienia wszystko.
W obrazie własnej osoby u kobiet też zaszła ważna zmiana choćby dlatego, że technologia umożliwiła rozdzielenie seksualności i prokreacji. Dawniej to było niemożliwe: kto uprawiał seks, musiał przyjąć do wiadomości, że prędzej czy później będą z tego dzieci. Dziś można o tym nie myśleć. To zupełnie zmienia optykę. Sprawia, że wygląd stał się ważny jak nigdy, bo rywalizacja o partnera się nie kończy. W dzisiejszym świecie nic nie jest gwarantowane, więc współczesna kobieta czuje o wiele większą presję bycia atrakcyjną niż jej prababka. Mężczyzna natomiast może dowolnie długo, nawet do pięćdziesiątki, pozostawać w stanie niedookreślenia. Matrymonialnego.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »